Rozdział 6
Byłam bardzo niecierpliwa- co muszę przyjąć ze smutkiem. Czym częściej wypytywałam Jacka, dokąd się wybieramy, tym dłużej trwała podróż.
Zatrzymaliśmy się przy drugim końcu Australii i tam weszliśmy w wolniejszym tempie na działkę. Była ona ogrodzona zardzewiałą siatką, ale była za to bardzo duża. Wokół ścieżki, która prowadziła do ruin rosły wysokie drzewa i bujne krzaki.
Gdy tylko doszliśmy do tych ruin... no cóż zdziwiłam się. Nie było tam nic ciekawego.
Jack pierwszy się odezwał:
-Chciałbym ci opowiedzieć historię mojej rodziny.
Usiadłam na czymś, co przypominało kiedyś filar, przygotowując się na dłuższą opowieść.
-A więc słucham.
-Od XV wieku moja rodzina była najbogatszą w mieście. Wszyscy nam zazdrościli. Ogród i dom był najpiękniejszy w całej Australii. Nie było osoby, która by nie zatrzymywała się przy bramie i nie wpadała w podziw. Gdy tylko wybierałem się do miasta, to ustępowano mi na każdym kroku i byłem z tego bardzo dumny... Aż do tego feralnego dnia... -
Widziałam to wszystko, co mi opowiadał w wyobraźni.
-przyjechał do naszego domu gość. Miał dziwne upodobania- nie jadał z nami i nie spał, a mówił bardzo szybko i był nieziemsko piękny.
Mimo to zaprzyjaźniłem się z nim. Opowiadał o sobie, o swoich podróżach po świecie... Aż zacząłem mu zazdrościć. Dzięki niemu dowiedziałem się, że moje życie tak naprawdę było puste...
I wtedy to się stało. Zamienił mnie w wampira. Nie mogłem być z rodzicami, ponieważ bym ich po prostu zabił, a więc uciekłem z domu.
Ale mój towarzysz, nim się spostrzegłem wygonił moich rodziców, siostrę i dziadków z domu, a dom zburzył. Obraziłem się na niego i już nigdy nie spotkałem.
Wiem, że żyje gdzieś tam... Na tym świecie... -Popatrzył w dal-
Ale teraz sobie myślę, może powinienem jednak umrzeć wtedy, gdy powinienem. Może powinienem się zestarzeć, mieć dzieci, żonę. Może wtedy moje życie nabrało by barw...
Ale wracając do tematu... - zmienił ton na poważniejszy- Kiedy nauczyłem się samokontroli, zacząłem opiekować się moją rodziną, mimo to, że nie byli tego świadomi...
To dzięki temu mój ród przetrwał do dziś i dzięki temu mam wielką satysfakcję.
Ale na tym się kończy ta historia... bo dowiedziałem się, że mogę być w dzień na dworze i spotkałem ciebie...
Jesteś moją przyjaciółką, bez ciebie jest mi smutno. Chciałabym, abyś poznała moją rodzinę. Jest w Europie. Przedstawimy się jako podróżni. Ale tylko wtedy, gdy postarasz się nauczyć się być przy ludziach.
Czy masz może teraz tą motywację?
Popatrzyłam mu prosto w oczy:
-Postaram się.
Pocałował mnie w policzek i powiedział:
-A więc chodź... Przed nami jeszcze długa droga.
...........
Podobało się wam?
A więc napiszcie to w komentarzach!
Liczę na was!
Zatrzymaliśmy się przy drugim końcu Australii i tam weszliśmy w wolniejszym tempie na działkę. Była ona ogrodzona zardzewiałą siatką, ale była za to bardzo duża. Wokół ścieżki, która prowadziła do ruin rosły wysokie drzewa i bujne krzaki.
Gdy tylko doszliśmy do tych ruin... no cóż zdziwiłam się. Nie było tam nic ciekawego.
Jack pierwszy się odezwał:
-Chciałbym ci opowiedzieć historię mojej rodziny.
Usiadłam na czymś, co przypominało kiedyś filar, przygotowując się na dłuższą opowieść.
-A więc słucham.
-Od XV wieku moja rodzina była najbogatszą w mieście. Wszyscy nam zazdrościli. Ogród i dom był najpiękniejszy w całej Australii. Nie było osoby, która by nie zatrzymywała się przy bramie i nie wpadała w podziw. Gdy tylko wybierałem się do miasta, to ustępowano mi na każdym kroku i byłem z tego bardzo dumny... Aż do tego feralnego dnia... -
Widziałam to wszystko, co mi opowiadał w wyobraźni.
-przyjechał do naszego domu gość. Miał dziwne upodobania- nie jadał z nami i nie spał, a mówił bardzo szybko i był nieziemsko piękny.
Mimo to zaprzyjaźniłem się z nim. Opowiadał o sobie, o swoich podróżach po świecie... Aż zacząłem mu zazdrościć. Dzięki niemu dowiedziałem się, że moje życie tak naprawdę było puste...
I wtedy to się stało. Zamienił mnie w wampira. Nie mogłem być z rodzicami, ponieważ bym ich po prostu zabił, a więc uciekłem z domu.
Ale mój towarzysz, nim się spostrzegłem wygonił moich rodziców, siostrę i dziadków z domu, a dom zburzył. Obraziłem się na niego i już nigdy nie spotkałem.
Wiem, że żyje gdzieś tam... Na tym świecie... -Popatrzył w dal-
Ale teraz sobie myślę, może powinienem jednak umrzeć wtedy, gdy powinienem. Może powinienem się zestarzeć, mieć dzieci, żonę. Może wtedy moje życie nabrało by barw...
Ale wracając do tematu... - zmienił ton na poważniejszy- Kiedy nauczyłem się samokontroli, zacząłem opiekować się moją rodziną, mimo to, że nie byli tego świadomi...
To dzięki temu mój ród przetrwał do dziś i dzięki temu mam wielką satysfakcję.
Ale na tym się kończy ta historia... bo dowiedziałem się, że mogę być w dzień na dworze i spotkałem ciebie...
Jesteś moją przyjaciółką, bez ciebie jest mi smutno. Chciałabym, abyś poznała moją rodzinę. Jest w Europie. Przedstawimy się jako podróżni. Ale tylko wtedy, gdy postarasz się nauczyć się być przy ludziach.
Czy masz może teraz tą motywację?
Popatrzyłam mu prosto w oczy:
-Postaram się.
Pocałował mnie w policzek i powiedział:
-A więc chodź... Przed nami jeszcze długa droga.
Ciąg dalszy nastąpi...
...........
Podobało się wam?
A więc napiszcie to w komentarzach!
Liczę na was!
Tagi:
Opowiadanie
11.02.2012 o godz. 16:42
12.02.2012, 18:57
Ania 525 napisał(a):
fajne ;)


