Odwróciłam się na drugi bok, patrząc w niewielkie okno. Było już jasno, słońce przygrzewało lekko. Jedna, zakapturzona postać, w reklamówką w ręku śpieszyła się gdzieś.
Mmm... Jak dobrze, że to weekend- mogę trochę poleniuchować.
Przeciągnęłam się w łóżku, patrząc na zegarek, stojący na szafce nocnej, który wskazywał godzinę siódmą. Niechętnie wygramoliłam się z łóżka- trzeba wyprowadzić przecież psa!
Pospiesznie ubrałam się w trochę za duży T-shirt i rurki.
Już zaczęłam zapinać Alex'owi obróżkę, gdy usłyszałam wołanie z mamy pokoju.
Gdy tylko do niej podeszłam, zmarszczyła brwi. Na jej bladej twarzy malowało się zdenerwowanie. Powiedziała:
-Co tak późno wstałaś?
-I tak szybko, jak na sobotę- odpowiedziałam, całując mamę w policzek na powitanie
-Ale Madison! Przecież dzisiaj jest poniedziałek!- uniosła się o kilka centymetrów na łokciu, aby popatrzeć mi na twarz.
-Nie żartuj mamo, przecież wczoraj był piątek.
-Mad! Wczoraj była niedziela! Dzisiaj jest poniedziałek! Zasuwaj do szkoły!
Popatrzyłam przelotnie na kalendarz. Faktycznie- ma rację!
-O kurczę!- powiedziałam jeszcze i wybiegłam z pokoju, szybko obudziłam Jake'a, zrobiłam śniadanie i wyprowadziłam Alex'a na bardzo krótki spacer. Chwilę później pędem zaprowadziłam brata do przedszkola i zdążyłam do szkoły akurat na drugą lekcję- WOS. Dobrze się złożyło, bo pierwszej lekcji- matmy nienawidzę.
Usiadłam w przedostatniej ławce z blondwłosą Amy i zaczęłam wsłuchiwać się w głos pana Falcon'a.
Chciałam skorzystać z tej lekcji, ale Amy zaczęła do mnie szeptać:
-Słyszałaś, co się stało w ten weekend?
Zaprzeczyłam ruchem głowy i powiedziałam:
-Ja nawet nie wiedziałam, że dziś jest poniedziałek, a ty mi mówisz o weekendzie?- zaśmiałam się
Zmieszała się, ale kontynuowała:
-Pamiętasz Katie?
-Tak- jest starsza ode mnie o 2 lata. Przypomniałam sobie, jak kiedyś wpadła do basenu, a nie potrafi pływać. Wyciągnęłam ją, ale zabawnie wyglądało to, jak wymachiwała swoimi nienaturalnie chudymi nogami.
-ONA dostała pracę!
-Co?- Katie dostała pracę, ta ciapowata, ślamazarna Katie? - gdzie?
-W biurowcu na Street Langer. I uwaga! Nie za mopem, ale za biurkiem!
-Wow. To mnie zaskoczyłaś! Nie spodziewałabym się tego po niej. Ona nawet nie zdała matury!- prawie krzyknęłam
-No właśnie wszyscy się...- i urwała nagle, podnosząc głowę.
Zrobiłam to samo. Już wiem, dlaczego zamilkła- wszyscy patrzyli się na nas. Pan Falcon odchrząknął i powiedział:
-Madison Avery! Uraczyłabyś nas swoją odpowiedzią na moje pytanie?
-Yghm... mógłby pan powtórzyć?
Popatrzył na mnie i zaczął się robić czerwony na całej twarzy... jak pomidor.
-Mam cię! Nie uważasz na lekcji, nie odpowiadasz na pytania i mówisz do mnie bezczelnie, obgadując. Pewnie dyrekcja się tym zainteresuje!
Punktem honoru tego nauczyciela od zawsze było udupienie jakiegoś ucznia. Widocznie teraz uwziął się na mnie.
-Dostajesz jedynkę z WOSu, naganę i dodatkowe zadania domowe- ciągnął- zrób zadania: 56, 58, 60, 69, 80 i 90 ze strony 189 i 190 na jutro! Jeśli nie zrobisz, to... dostaniesz jedną pałę za jedno zadanie. Rozumiesz?
Pokiwałam głową, a on powoli wrócił do swojego tonu i zaczął nadal coś mówić, dyktując.
Zajrzałam do podręcznika- dał mi akurat najtrudniejsze zadania i tak długie, że jedno się robi przynajmniej pół godziny. A obiecałam mamie, że zrobię zakupy i umówiłam się z Rabbitem do klubu! Eh... z czegoś będzie trzeba zrezygnować.
Nie musiałam wpatrywać się długo w tłumaczącego nauczyciela. Po 5 minutach zadzwonił dzwonek i zbierając książki z ławki, a Amy nadal zaczęła mówić:
-I w ten weekend poznałam ciekawego mena! Mówię ci, jakie ciacho! Ma na imię Peter. Spotkałam go w kinie. Byliśmy razem na jakimś dennym horrorze. Ma już 19 lat!
-Oh... to super! Ja nigdy chyba już nie trafię na kogoś ciekawego... - powiedziałam, wychodząc z sali 304
-Oj nie marudź. Na pewno kogoś spotkasz. Może nie teraz, ale kiedyś... A mówiłam Ci, że przyjdzie do naszej klasy nowy uczeń?
-Nie, nic nie mówiłaś. Kto to?
-Nie wiem dokładnie, ale podobno ma na imię Steve. Już jutro przyjdzie.
Właśnie podeszliśmy pod salę do języka angielskiego, cały czas rozmawiając. Szybko też minął w-f, język polski, biologia i dwie informatyki.
Później odebrałam braciszka, wróciłam do domu niewiele minut po 16. Szybko zrobiłam obiad- zapiekankę z serem, poszłam na zakupy i ogarnęłam dom.
Zostało mi niestety tylko pół godziny na zrobienie lekcji, bo byłam umówiona z Eminemem do The Once Dance na 21. Szybko zrobiłam cztery pierwsze zadania domowe, jakie mi wpadły w ręce i przebrałam się migiem. Zaraz podszedł do mnie kumpel.
Wyszliśmy razem z domu, ja trochę zmęczona, a on z tajemniczym uśmiechem. Gdy zapytałam o co chodzi, on powiedział, że ma dla mnie niespodziankę... Więc zostaje mi tylko czekanie...
Okazało się na miejscu że ON ZACZĄŁ ZNOWU RAPOWAĆ! Wszedł na scenę i zadedykował mi piosenkę.
Yeah! Oh! Get Up! I said get up! Let's go!
Better watch out, now
Here we come (come)
Gdy zabrzmiały pierwsze słowa, uśmiechałam się wciąż. Jak ja uwielbiam, gdy on śpiewa!
And we ain't stoppin' until
We see the mornin' sun (sun)
So give us room to do our thing
Slim Shady kilka miesięcy temu przestał śpiewać, twierdził, że nie miał weny. Widocznie ona powróciła.
Cuz we ain't come to hurt no one (one)
So everybody come on get up on the floor
Right now and grab someone (one)
Tak się cieszę, że tą piosenkę zadedykował akurat mi! Ma naprawdę wielki talent i to jest dla mnie prawdziwy zaszczyt.
Now first of all I'm the boss
I just wanna get that across
Man even my Dentist hates when I floss
Jego słowa odbijały się od ściany do ściany. Wszyscy go zaczęli słuchać, podrygując do rytmu.
Pull up to the club in a Pinto likes it's a Porsche
Garbage bag on one of the windows
Spray-painted doors with the flames on 'em
Jego słowa są czystą prawdą. Nie lubię piosenek nasączonych miłością i szczęściem. Lubię te, które ukazują rzeczywistą prawdę.
Michigan plates and my name's on 'em
Baby, Shady's here come on get him
If you dames want 'em
W końcu nie było żadnego człowieka, w tym klubie, żeby nie patrzył w mojego przyjaciela stronę.
But he ain't stupid so quit tryin' to run them games on him
He's immune to Cupid, why you tryin' to put your claims on him?
Widziałam w ich oczach uznanie. Ucieszyło mnie to!
Cuz you won't do to me what you did to the last man
Now climb in back try not to kick over the gas can
There's a half a gallon in it, that could be our last chance
To jest miła niespodzianka, na koniec przykrego, pełnego pośpiechu dnia. Watro zapłacić cenę paru jedynek, aby posłuchać śpiewu Eminema.
...........
Rozdział trochę nudnawy, ale się rozkręcam! Kolejne będą ciekawsze. Obiecuję!
Mmm... Jak dobrze, że to weekend- mogę trochę poleniuchować.
Przeciągnęłam się w łóżku, patrząc na zegarek, stojący na szafce nocnej, który wskazywał godzinę siódmą. Niechętnie wygramoliłam się z łóżka- trzeba wyprowadzić przecież psa!
Pospiesznie ubrałam się w trochę za duży T-shirt i rurki.
Już zaczęłam zapinać Alex'owi obróżkę, gdy usłyszałam wołanie z mamy pokoju.
Gdy tylko do niej podeszłam, zmarszczyła brwi. Na jej bladej twarzy malowało się zdenerwowanie. Powiedziała:
-Co tak późno wstałaś?
-I tak szybko, jak na sobotę- odpowiedziałam, całując mamę w policzek na powitanie
-Ale Madison! Przecież dzisiaj jest poniedziałek!- uniosła się o kilka centymetrów na łokciu, aby popatrzeć mi na twarz.
-Nie żartuj mamo, przecież wczoraj był piątek.
-Mad! Wczoraj była niedziela! Dzisiaj jest poniedziałek! Zasuwaj do szkoły!
Popatrzyłam przelotnie na kalendarz. Faktycznie- ma rację!
-O kurczę!- powiedziałam jeszcze i wybiegłam z pokoju, szybko obudziłam Jake'a, zrobiłam śniadanie i wyprowadziłam Alex'a na bardzo krótki spacer. Chwilę później pędem zaprowadziłam brata do przedszkola i zdążyłam do szkoły akurat na drugą lekcję- WOS. Dobrze się złożyło, bo pierwszej lekcji- matmy nienawidzę.
Usiadłam w przedostatniej ławce z blondwłosą Amy i zaczęłam wsłuchiwać się w głos pana Falcon'a.
Chciałam skorzystać z tej lekcji, ale Amy zaczęła do mnie szeptać:
-Słyszałaś, co się stało w ten weekend?
Zaprzeczyłam ruchem głowy i powiedziałam:
-Ja nawet nie wiedziałam, że dziś jest poniedziałek, a ty mi mówisz o weekendzie?- zaśmiałam się
Zmieszała się, ale kontynuowała:
-Pamiętasz Katie?
-Tak- jest starsza ode mnie o 2 lata. Przypomniałam sobie, jak kiedyś wpadła do basenu, a nie potrafi pływać. Wyciągnęłam ją, ale zabawnie wyglądało to, jak wymachiwała swoimi nienaturalnie chudymi nogami.
-ONA dostała pracę!
-Co?- Katie dostała pracę, ta ciapowata, ślamazarna Katie? - gdzie?
-W biurowcu na Street Langer. I uwaga! Nie za mopem, ale za biurkiem!
-Wow. To mnie zaskoczyłaś! Nie spodziewałabym się tego po niej. Ona nawet nie zdała matury!- prawie krzyknęłam
-No właśnie wszyscy się...- i urwała nagle, podnosząc głowę.
Zrobiłam to samo. Już wiem, dlaczego zamilkła- wszyscy patrzyli się na nas. Pan Falcon odchrząknął i powiedział:
-Madison Avery! Uraczyłabyś nas swoją odpowiedzią na moje pytanie?
-Yghm... mógłby pan powtórzyć?
Popatrzył na mnie i zaczął się robić czerwony na całej twarzy... jak pomidor.
-Mam cię! Nie uważasz na lekcji, nie odpowiadasz na pytania i mówisz do mnie bezczelnie, obgadując. Pewnie dyrekcja się tym zainteresuje!
Punktem honoru tego nauczyciela od zawsze było udupienie jakiegoś ucznia. Widocznie teraz uwziął się na mnie.
-Dostajesz jedynkę z WOSu, naganę i dodatkowe zadania domowe- ciągnął- zrób zadania: 56, 58, 60, 69, 80 i 90 ze strony 189 i 190 na jutro! Jeśli nie zrobisz, to... dostaniesz jedną pałę za jedno zadanie. Rozumiesz?
Pokiwałam głową, a on powoli wrócił do swojego tonu i zaczął nadal coś mówić, dyktując.
Zajrzałam do podręcznika- dał mi akurat najtrudniejsze zadania i tak długie, że jedno się robi przynajmniej pół godziny. A obiecałam mamie, że zrobię zakupy i umówiłam się z Rabbitem do klubu! Eh... z czegoś będzie trzeba zrezygnować.
Nie musiałam wpatrywać się długo w tłumaczącego nauczyciela. Po 5 minutach zadzwonił dzwonek i zbierając książki z ławki, a Amy nadal zaczęła mówić:
-I w ten weekend poznałam ciekawego mena! Mówię ci, jakie ciacho! Ma na imię Peter. Spotkałam go w kinie. Byliśmy razem na jakimś dennym horrorze. Ma już 19 lat!
-Oh... to super! Ja nigdy chyba już nie trafię na kogoś ciekawego... - powiedziałam, wychodząc z sali 304
-Oj nie marudź. Na pewno kogoś spotkasz. Może nie teraz, ale kiedyś... A mówiłam Ci, że przyjdzie do naszej klasy nowy uczeń?
-Nie, nic nie mówiłaś. Kto to?
-Nie wiem dokładnie, ale podobno ma na imię Steve. Już jutro przyjdzie.
Właśnie podeszliśmy pod salę do języka angielskiego, cały czas rozmawiając. Szybko też minął w-f, język polski, biologia i dwie informatyki.
Później odebrałam braciszka, wróciłam do domu niewiele minut po 16. Szybko zrobiłam obiad- zapiekankę z serem, poszłam na zakupy i ogarnęłam dom.
Zostało mi niestety tylko pół godziny na zrobienie lekcji, bo byłam umówiona z Eminemem do The Once Dance na 21. Szybko zrobiłam cztery pierwsze zadania domowe, jakie mi wpadły w ręce i przebrałam się migiem. Zaraz podszedł do mnie kumpel.
Wyszliśmy razem z domu, ja trochę zmęczona, a on z tajemniczym uśmiechem. Gdy zapytałam o co chodzi, on powiedział, że ma dla mnie niespodziankę... Więc zostaje mi tylko czekanie...
Okazało się na miejscu że ON ZACZĄŁ ZNOWU RAPOWAĆ! Wszedł na scenę i zadedykował mi piosenkę.
Yeah! Oh! Get Up! I said get up! Let's go!
Better watch out, now
Here we come (come)
Gdy zabrzmiały pierwsze słowa, uśmiechałam się wciąż. Jak ja uwielbiam, gdy on śpiewa!
And we ain't stoppin' until
We see the mornin' sun (sun)
So give us room to do our thing
Slim Shady kilka miesięcy temu przestał śpiewać, twierdził, że nie miał weny. Widocznie ona powróciła.
Cuz we ain't come to hurt no one (one)
So everybody come on get up on the floor
Right now and grab someone (one)
Tak się cieszę, że tą piosenkę zadedykował akurat mi! Ma naprawdę wielki talent i to jest dla mnie prawdziwy zaszczyt.
Now first of all I'm the boss
I just wanna get that across
Man even my Dentist hates when I floss
Jego słowa odbijały się od ściany do ściany. Wszyscy go zaczęli słuchać, podrygując do rytmu.
Pull up to the club in a Pinto likes it's a Porsche
Garbage bag on one of the windows
Spray-painted doors with the flames on 'em
Jego słowa są czystą prawdą. Nie lubię piosenek nasączonych miłością i szczęściem. Lubię te, które ukazują rzeczywistą prawdę.
Michigan plates and my name's on 'em
Baby, Shady's here come on get him
If you dames want 'em
W końcu nie było żadnego człowieka, w tym klubie, żeby nie patrzył w mojego przyjaciela stronę.
But he ain't stupid so quit tryin' to run them games on him
He's immune to Cupid, why you tryin' to put your claims on him?
Widziałam w ich oczach uznanie. Ucieszyło mnie to!
Cuz you won't do to me what you did to the last man
Now climb in back try not to kick over the gas can
There's a half a gallon in it, that could be our last chance
To jest miła niespodzianka, na koniec przykrego, pełnego pośpiechu dnia. Watro zapłacić cenę paru jedynek, aby posłuchać śpiewu Eminema.
...........
Rozdział trochę nudnawy, ale się rozkręcam! Kolejne będą ciekawsze. Obiecuję!
Tagi:
Opowiadanie2
25.05.2012 o godz. 21:06
komentuj (9)
Co byś zrobił, gdybyś musiał zająć się sam rodziną, gdy chodzisz jeszcze do szkoły?
Gdy musisz oswoić się ze śmiercią kogoś bliskiego w najgorszej sytuacji życiowej?
Ale zacznijmy od tego:
Mam na imię Madison i moje życie nie jest usłane różami.
Nie mam ojca- zmarł już ponad trzy lata temu w wypadku samochodowym. To już wtedy przeprowadziłam się do biednej dzielnicy.
Mam mamę, która jest nie dość że chora na niewyleczalną chorobę, ale jest też niepełnosprawna. Każdy ruch sprawia jej olbrzymi ból. Dlatego też wykonuje pracę na leżąco- jako dziennikarka, ale jej zarobki są bardzo niskie. Liczymy każdy grosz, którego nie starcza choćby do końca miesiąca.
Mam brata, który ma cztery latka i tak naprawdę zajmuję się nim tylko ja. Jest najsłodszym dzieckiem, jakiego w życiu widziałam. Uczę go jeździć na desce, co idzie mu co raz lepiej.
Mam też psa- haskiego syberyjskiego, którego dostałam na 13 urodziny.
Moim życiem, żywiołem, pasją, największym hobby jest muzyka i taniec. Chodzę do klubu The Once Dance, gdy tylko mam czas i spotykam się z kumplem- Slim Shady'm, znanym też jako Rabbit i Eminem. Nie raz rapuje, ale nie jest sławny. Zawsze się rozumiemy... i bardzo go lubię.
Gdy musisz oswoić się ze śmiercią kogoś bliskiego w najgorszej sytuacji życiowej?
Ale zacznijmy od tego:
Mam na imię Madison i moje życie nie jest usłane różami.
Nie mam ojca- zmarł już ponad trzy lata temu w wypadku samochodowym. To już wtedy przeprowadziłam się do biednej dzielnicy.
Mam mamę, która jest nie dość że chora na niewyleczalną chorobę, ale jest też niepełnosprawna. Każdy ruch sprawia jej olbrzymi ból. Dlatego też wykonuje pracę na leżąco- jako dziennikarka, ale jej zarobki są bardzo niskie. Liczymy każdy grosz, którego nie starcza choćby do końca miesiąca.
Mam brata, który ma cztery latka i tak naprawdę zajmuję się nim tylko ja. Jest najsłodszym dzieckiem, jakiego w życiu widziałam. Uczę go jeździć na desce, co idzie mu co raz lepiej.
Mam też psa- haskiego syberyjskiego, którego dostałam na 13 urodziny.
Moim życiem, żywiołem, pasją, największym hobby jest muzyka i taniec. Chodzę do klubu The Once Dance, gdy tylko mam czas i spotykam się z kumplem- Slim Shady'm, znanym też jako Rabbit i Eminem. Nie raz rapuje, ale nie jest sławny. Zawsze się rozumiemy... i bardzo go lubię.
Tagi:
Opowiadanie2
Moi drodzy!
Podliczyłam wszystkie głosy i wygrał numer 1! Dostał on 6 głosów z 10 głosujących. Prolog pojawi się już niedługo!
A teraz kilka ważnych spraw dotyczących bloga:
1. Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nn, napisz mi to w prywatnej wiadomości, z numerem gg. Niestety nie zawsze pamiętam o tym, aby wszystkim rozesłać powiadomienia na bloblo.
2. Nowe rozdziały powinny się pojawiać nie później niż co półtora tygodnia.
3. Muzyki nie będę dodawać zawsze, tak jak i ostatnio, pod każdym rozdziałem, lecz tylko wtedy, gdy wspomnę o niej w rozdziale, co będzie dość często :)
Dziękuję Wam za każdy oddany głos :*
Podliczyłam wszystkie głosy i wygrał numer 1! Dostał on 6 głosów z 10 głosujących. Prolog pojawi się już niedługo!
A teraz kilka ważnych spraw dotyczących bloga:
1. Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o nn, napisz mi to w prywatnej wiadomości, z numerem gg. Niestety nie zawsze pamiętam o tym, aby wszystkim rozesłać powiadomienia na bloblo.
2. Nowe rozdziały powinny się pojawiać nie później niż co półtora tygodnia.
3. Muzyki nie będę dodawać zawsze, tak jak i ostatnio, pod każdym rozdziałem, lecz tylko wtedy, gdy wspomnę o niej w rozdziale, co będzie dość często :)
Dziękuję Wam za każdy oddany głos :*
Tagi:
Informacje
Mam kilka planów co do nowego opowiadania i kilka nowych propozycji. A oto i one:
1. Dziewczyna w wieku 17 lat, która mieszka w biednej dzielnicy sama z malutkim braciszkiem i mamą- inwalidką. Trudno jej jest znaleźć miejsce na świecie, gdy jeszcze musi się zajmować rodziną.
Gatunek: muzyczny, młodzieżowy.
O: muzyce, szkole, życiu
Uwaga! Będzie się tu pojawiać m.in: Eminem!
2.Dziewczyna w wieku do 15 lat, która jest chora na niewyleczalną białaczkę. Może umrzeć w każdej chwili.
Gatunek: dramat, młodzieżowy.
O: szkole, życiu
Mi osobiście podoba się chyba najbardziej 1, ale proszę Was o opinie w komentarzach. Czego będzie najwięcej, to o tym będę pisać!
Czekam do 24.05.2012! Wtedy podliczę głosy!
1. Dziewczyna w wieku 17 lat, która mieszka w biednej dzielnicy sama z malutkim braciszkiem i mamą- inwalidką. Trudno jej jest znaleźć miejsce na świecie, gdy jeszcze musi się zajmować rodziną.
Gatunek: muzyczny, młodzieżowy.
O: muzyce, szkole, życiu
Uwaga! Będzie się tu pojawiać m.in: Eminem!
2.Dziewczyna w wieku do 15 lat, która jest chora na niewyleczalną białaczkę. Może umrzeć w każdej chwili.
Gatunek: dramat, młodzieżowy.
O: szkole, życiu
Mi osobiście podoba się chyba najbardziej 1, ale proszę Was o opinie w komentarzach. Czego będzie najwięcej, to o tym będę pisać!
Czekam do 24.05.2012! Wtedy podliczę głosy!
Tagi:
Informacje
Adele dochodziła do zdrowia. Już zaczęła normalnie mówić i siadać. Zaskoczyło mnie to, bo nie minęły nawet dwa dni.
Ja już stałam się w całości człowiekiem. Jadłam, spałam, czułam jak on.
Ale niepokoiło mnie to, że Jack nadal ma pierwszą fazę. Że nie przemienia się dalej.
Widziałam, że Adele myśli tak samo jak ja. Co chwilę patrzyła na niego z niepokojem i współczuciem. Aż po kilku godzinach powiedziała do niego cicho:
-Mógłbyś pójść do kuchni i zrobić mi gorącą herbatę?
On wstał i poszedł
Adele pochyliła się do mnie i zaczęła szeptać, co chwilę patrząc na drzwi, sprawdzając, czy Jack nie wróci.
-Zauważyłaś pewnie, że Jack powinien dalej się przemieniać, ale to się nie dzieje. Czyż nie?
Pokiwałam zdecydowanie głową
Ona popatrzyła mi się w oczy i powiedziała jeszcze ciszej:
-Obawiam się najgorszego.
Brzmiało to złowieszczo. Wystraszyłam się
-Gdy byłam w szkole magii coś wspominano o takich przypadkach- kontynuowała- ale do Jacka pasuje jedno. Coś się stało i serce nie może normalnie zacząć bić. Może umrzeć.
-Jak mu pomóc? Martwię się!
-Jest jedno rozwiązanie- szeptała co raz szybciej, świadoma, że Jack może zaraz przyjść- oddanie za niego życia. Nie jest to przyjemne, ale powinno pomóc.
-To na co czekamy?
I nagle zrozumiałam. Jest jedno wyjście. To ja muszę umrzeć za niego. Żeby on mógł żyć. Zobaczyłam tą odpowiedź w jej oczach.
Posmutniałam, ale powiedziałam:
-To Jack zawsze chciał być człowiekiem. To on mnie nauczył jak korzystać z życia, że ono ma sens. To jemu należy się życie. To on pomagał i był dobrym. Powiedz tylko, jak to zrobić.
-Później Ci powiem- powiedziała jeszcze ciszej, słysząc kroki na korytarzu.
Za chwilę w drzwiach pojawił się Jack, niosący parującą herbatę. Podał ją Adele i usiadł koło mnie, uśmiechając się.
-Cieszę się, że zdrowiejesz.
Adele też się uśmiechnęła. Nie widać było po niej, że przed chwilą prowadziłyśmy tą rozmowę. Była dobrą aktorką. Byłam świadoma, że nie powie Jackowi o tym, nie chcąc go niepokoić.
Jack dowie się o tym, że poświęciłam za niego życie dopiero po zdarzeniu.
Nie siedział z nami długo, bo poszedł do spożywczaka i zostałyśmy znowu same.
-Więc tak: - znowu zaczęła- będzie go trzeba uspać. Gdy będzie już spał dokona się tego wszystkiego. Nie wiem czy to zrobić eliksirem, czy czarami... - zamyśliła się na chwilę- stawiając za i przeciw chyba czary... Więc będę musiała użyć zaklęcia 'Tentabaravanda' i magicznie zamienię wasze serca.- podniosła na mnie swoje szczere, zielone oczy z wyrazem żalu, smutku i rozpaczy- Naprawdę Cię lubię. Może pomyślisz, że jestem samolubna, że myślę tylko o swojej rodzinie, ale...
-Nie!- przerwałam jej- ja cię rozumiem, naprawdę. Wiem o co chodzi. Nie przejmuj się
Przytuliła mnie ze łzami w oczach:
-Pamiętaj, że zawsze masz wybór.
-Już wybrałam.- odparłam stanowczo
Po chwili ciszy znowu powiedziała:
-Nie! Nie mogę się na to zgodzić! Jesteś dla mnie kimś ważnym. Podobnie jak Jack. Nie zamienię waszych...
Położyłam jej palec na ustach, a w jej oczach widziałam poczucie winy.
-Adele! To nigdy nie będzie twoją winą. Dobrym życiem jest to, że oddaje się je za kogoś. Przeżyłam już dużo i spełniłam swoje marzenie- spotkałam Jacka. Teraz czas na jego marzenia i chęci. Kiedyś spotkamy się tam- ukazałam ręką niebo.-Życie ziemskie nie jest końcem. To dopiero początek. Będę tam czekać na Was.
Powoli zaczęły jej lecieć łzy z oczu, ponownie mnie uściskała, zawzięcie szepcząc:
-Kocham Cię! Nie zapomnę o tobie nigdy! Nigdy! Pamiętaj o tym.
-Dobrze- odrzekłam, po chwili mówiąc- ja tam, w niebie mam swoją mamę, rodzinę, a ty tutaj, Jacka. Będę przy was, zawsze!
Za jakiś czas otworzyły się drzwi, a w nich Jack.
I wtedy wcieliłyśmy nasz plan w życie.
Czas teraz leciał mi chociaż dwa razy szybciej. Wszystko się tak szybko działo!
Na początku podbiegłam do Jacka i przytuliłam go z całej siły, po raz ostatni.
Potem Adele uspała Jacka magią i przyłożyła rękę do mojej klatki piersiowej, a drugą do Jacka. Wymamrotała "Tentabaravanda"...
I to właściwie tyle.
Na początku poczułam ostry, zniewalający ból, ale zaraz po nim przyszło błogie otępienie.
Unosiłam się. Czułam się spełniona i wesoła.
Jak już mówiłam, śmierć za kogoś wydaje się najlepszą śmiercią, jaka tylko może być. Za kogoś, kogo się kocha, za tego, który spełnił nasze marzenia, za tego który będzie korzystał z życia lepiej niż ja.
Ale jednak to jest koniec życia ziemskiego, w którym się czuje, poznaje, śpi, myśli. Na którym poznałam tyle osób...
I jest to także początek nieznanej mi przygody, z którą będę musiała się zmierzyć.
W końcu przecież po to się jest- żeby umierać i żyć na nowo, co nie?
Ja nie odchodzę, ja tylko otwieram nowy rozdział w moim życiu.
_____________
Trochę muzyki:
......................
Kochani!
To już koniec opowiadania o Meggie!
Dziękuję Wam za te 100 komentarzy, 17 znajomych, 17 obserwujących mnie i średnio 2300 wejść!
Dziękuję, że mogłam być z Wami, że mogłam pisać dla was i zwracać się o pomoc! To wiele dla mnie znaczy!
Jestem waszą dłużniczką!
Ja już stałam się w całości człowiekiem. Jadłam, spałam, czułam jak on.
Ale niepokoiło mnie to, że Jack nadal ma pierwszą fazę. Że nie przemienia się dalej.
Widziałam, że Adele myśli tak samo jak ja. Co chwilę patrzyła na niego z niepokojem i współczuciem. Aż po kilku godzinach powiedziała do niego cicho:
-Mógłbyś pójść do kuchni i zrobić mi gorącą herbatę?
On wstał i poszedł
Adele pochyliła się do mnie i zaczęła szeptać, co chwilę patrząc na drzwi, sprawdzając, czy Jack nie wróci.
-Zauważyłaś pewnie, że Jack powinien dalej się przemieniać, ale to się nie dzieje. Czyż nie?
Pokiwałam zdecydowanie głową
Ona popatrzyła mi się w oczy i powiedziała jeszcze ciszej:
-Obawiam się najgorszego.
Brzmiało to złowieszczo. Wystraszyłam się
-Gdy byłam w szkole magii coś wspominano o takich przypadkach- kontynuowała- ale do Jacka pasuje jedno. Coś się stało i serce nie może normalnie zacząć bić. Może umrzeć.
-Jak mu pomóc? Martwię się!
-Jest jedno rozwiązanie- szeptała co raz szybciej, świadoma, że Jack może zaraz przyjść- oddanie za niego życia. Nie jest to przyjemne, ale powinno pomóc.
-To na co czekamy?
I nagle zrozumiałam. Jest jedno wyjście. To ja muszę umrzeć za niego. Żeby on mógł żyć. Zobaczyłam tą odpowiedź w jej oczach.
Posmutniałam, ale powiedziałam:
-To Jack zawsze chciał być człowiekiem. To on mnie nauczył jak korzystać z życia, że ono ma sens. To jemu należy się życie. To on pomagał i był dobrym. Powiedz tylko, jak to zrobić.
-Później Ci powiem- powiedziała jeszcze ciszej, słysząc kroki na korytarzu.
Za chwilę w drzwiach pojawił się Jack, niosący parującą herbatę. Podał ją Adele i usiadł koło mnie, uśmiechając się.
-Cieszę się, że zdrowiejesz.
Adele też się uśmiechnęła. Nie widać było po niej, że przed chwilą prowadziłyśmy tą rozmowę. Była dobrą aktorką. Byłam świadoma, że nie powie Jackowi o tym, nie chcąc go niepokoić.
Jack dowie się o tym, że poświęciłam za niego życie dopiero po zdarzeniu.
Nie siedział z nami długo, bo poszedł do spożywczaka i zostałyśmy znowu same.
-Więc tak: - znowu zaczęła- będzie go trzeba uspać. Gdy będzie już spał dokona się tego wszystkiego. Nie wiem czy to zrobić eliksirem, czy czarami... - zamyśliła się na chwilę- stawiając za i przeciw chyba czary... Więc będę musiała użyć zaklęcia 'Tentabaravanda' i magicznie zamienię wasze serca.- podniosła na mnie swoje szczere, zielone oczy z wyrazem żalu, smutku i rozpaczy- Naprawdę Cię lubię. Może pomyślisz, że jestem samolubna, że myślę tylko o swojej rodzinie, ale...
-Nie!- przerwałam jej- ja cię rozumiem, naprawdę. Wiem o co chodzi. Nie przejmuj się
Przytuliła mnie ze łzami w oczach:
-Pamiętaj, że zawsze masz wybór.
-Już wybrałam.- odparłam stanowczo
Po chwili ciszy znowu powiedziała:
-Nie! Nie mogę się na to zgodzić! Jesteś dla mnie kimś ważnym. Podobnie jak Jack. Nie zamienię waszych...
Położyłam jej palec na ustach, a w jej oczach widziałam poczucie winy.
-Adele! To nigdy nie będzie twoją winą. Dobrym życiem jest to, że oddaje się je za kogoś. Przeżyłam już dużo i spełniłam swoje marzenie- spotkałam Jacka. Teraz czas na jego marzenia i chęci. Kiedyś spotkamy się tam- ukazałam ręką niebo.-Życie ziemskie nie jest końcem. To dopiero początek. Będę tam czekać na Was.
Powoli zaczęły jej lecieć łzy z oczu, ponownie mnie uściskała, zawzięcie szepcząc:
-Kocham Cię! Nie zapomnę o tobie nigdy! Nigdy! Pamiętaj o tym.
-Dobrze- odrzekłam, po chwili mówiąc- ja tam, w niebie mam swoją mamę, rodzinę, a ty tutaj, Jacka. Będę przy was, zawsze!
Za jakiś czas otworzyły się drzwi, a w nich Jack.
I wtedy wcieliłyśmy nasz plan w życie.
Czas teraz leciał mi chociaż dwa razy szybciej. Wszystko się tak szybko działo!
Na początku podbiegłam do Jacka i przytuliłam go z całej siły, po raz ostatni.
Potem Adele uspała Jacka magią i przyłożyła rękę do mojej klatki piersiowej, a drugą do Jacka. Wymamrotała "Tentabaravanda"...
I to właściwie tyle.
Na początku poczułam ostry, zniewalający ból, ale zaraz po nim przyszło błogie otępienie.
Unosiłam się. Czułam się spełniona i wesoła.
Jak już mówiłam, śmierć za kogoś wydaje się najlepszą śmiercią, jaka tylko może być. Za kogoś, kogo się kocha, za tego, który spełnił nasze marzenia, za tego który będzie korzystał z życia lepiej niż ja.
Ale jednak to jest koniec życia ziemskiego, w którym się czuje, poznaje, śpi, myśli. Na którym poznałam tyle osób...
I jest to także początek nieznanej mi przygody, z którą będę musiała się zmierzyć.
W końcu przecież po to się jest- żeby umierać i żyć na nowo, co nie?
Ja nie odchodzę, ja tylko otwieram nowy rozdział w moim życiu.
_____________
Trochę muzyki:
......................
Kochani!
To już koniec opowiadania o Meggie!
Dziękuję Wam za te 100 komentarzy, 17 znajomych, 17 obserwujących mnie i średnio 2300 wejść!
Dziękuję, że mogłam być z Wami, że mogłam pisać dla was i zwracać się o pomoc! To wiele dla mnie znaczy!
Jestem waszą dłużniczką!
Tagi:
Opowiadanie
Adele leżała we krwi, jej ręce były poranione, jakby ktoś ją podcinał szkłem. Gdy tylko ostrożnie do niej podeszłam, bo nie byłam pewna, czy nadal mnie ciągnie do krwi, ujrzałam jej nieprzytomne oczy. Błądziły, kręciły się, ale wiem, że nie widziały. Co chwilę z jej ust wydobywał się cichy jęk. Czując moją obecność, złapała mnie za rękę, patrząc jak ślepiec i gorliwie wyszeptała:
-Tylko nie szpital... nie dzwoń.... nie mogę...- każde słowo wyszeptywała z co raz większym trudem- proszę... nie... dzwoń... zostawcie... mnie... t..utaj... tam... mnie uja...wnią... bła..gam.... pro....
Jej głos nagle się urwał. Pochyliłam się, aby sprawdzić, czy oddycha. Jej klatka piersiowa unosiła się powoli to w górę, to w dół.
Straciła przytomność.
Poklepałam ją po twarzy, ocknęła się, ale nie mogła już nic mówić.
Szybko zilustrowałam pokój, szukając Jacka. Stał pod ścianą, próbując się powstrzymać. Wiedziałam, dlaczego- krew jeszcze go ciągnęła do siebie.
Krzyknęłam do niego:
-Weź apteczkę. Przynieś mi ją tutaj.
Zrobił to bardzo szybko, gdy ja w tym czasie przeniosłam Adele na nieco wygodniejszy dywan od podłogi.
Jack podał mi apteczkę, cofając się gwałtownie, mocno zaciskając usta. A ja wyjęłam z niej opatrunek. Cały czas mówiłam uspakajające słowa, takie jak "spokojnie, zaraz przestanie boleć". Szybko zalepiłam ranę, tamując krwotok. Z ranami na rękach zrobiłam to samo, a Adele dzielnie wytrzymywała ból.
Wiedziałam, że nie jestem jakąś lekarką, żeby ratować życie, ale podałam jej też lek przeciwbólowy, po kilku chwilach zasnęła.
Wiedziałam, że może mieć wstrząs mózgu, a wiec zamierzałam budzić ja co pół godziny.
Jack podszedł do mnie, gdy tylko wysprzątałam krew z podłogi i lekko obmyłam rany.
Pocałował mnie w policzek ze słowami:
-Dziękuję Ci. Ja bym jeszcze nie mógł podejść. Uratowałaś jej życie.
-Nie przesadzaj- odpowiedziałam speszona, spuszczając wzrok na podłogę- To nic takiego.... Wiesz może, kto to mógł zrobić?- dodałam, chcąc zmienić rozmowę na inne tory.
-Szczerze?
Przytaknęłam
-Każdy... Każdy facet upity, lub ten, który chciał się popisać. Może wampir, albo czarodziej. Każdy.
-Czemu sugerujesz, że to akurat facet?
-Bo kobiety są z reguły bardziej spokojne.
-Nie ma różnicy, czy facet, czy baba się upije lub naćpa. I tak i tak te same szkody.
-Też prawda- przyznał mi rację ze skinieniem głowy
Przerwała nam Adele, która coś niezrozumiale mamrotała przez sen.
Wiedziałam, że wyzdrowieje, że nic jej nie będzie. Sama myśl, że jest kimś ważnym na pewno utrzyma ją przy ziemi.
Tak myślę.
____________________
Trochę muzyki:
..............
Wiecie co? Macie rację! Zostanę! Chciałabym, żeby ktoś mój rozdział czytał, ale zadowoli mnie ta liczba osób, która jest :)
,,,,,,,,,,,,,,,,,,
Kilka zdjęć z wyjazdu do trójmiasta:
-Tylko nie szpital... nie dzwoń.... nie mogę...- każde słowo wyszeptywała z co raz większym trudem- proszę... nie... dzwoń... zostawcie... mnie... t..utaj... tam... mnie uja...wnią... bła..gam.... pro....
Jej głos nagle się urwał. Pochyliłam się, aby sprawdzić, czy oddycha. Jej klatka piersiowa unosiła się powoli to w górę, to w dół.
Straciła przytomność.
Poklepałam ją po twarzy, ocknęła się, ale nie mogła już nic mówić.
Szybko zilustrowałam pokój, szukając Jacka. Stał pod ścianą, próbując się powstrzymać. Wiedziałam, dlaczego- krew jeszcze go ciągnęła do siebie.
Krzyknęłam do niego:
-Weź apteczkę. Przynieś mi ją tutaj.
Zrobił to bardzo szybko, gdy ja w tym czasie przeniosłam Adele na nieco wygodniejszy dywan od podłogi.
Jack podał mi apteczkę, cofając się gwałtownie, mocno zaciskając usta. A ja wyjęłam z niej opatrunek. Cały czas mówiłam uspakajające słowa, takie jak "spokojnie, zaraz przestanie boleć". Szybko zalepiłam ranę, tamując krwotok. Z ranami na rękach zrobiłam to samo, a Adele dzielnie wytrzymywała ból.
Wiedziałam, że nie jestem jakąś lekarką, żeby ratować życie, ale podałam jej też lek przeciwbólowy, po kilku chwilach zasnęła.
Wiedziałam, że może mieć wstrząs mózgu, a wiec zamierzałam budzić ja co pół godziny.
Jack podszedł do mnie, gdy tylko wysprzątałam krew z podłogi i lekko obmyłam rany.
Pocałował mnie w policzek ze słowami:
-Dziękuję Ci. Ja bym jeszcze nie mógł podejść. Uratowałaś jej życie.
-Nie przesadzaj- odpowiedziałam speszona, spuszczając wzrok na podłogę- To nic takiego.... Wiesz może, kto to mógł zrobić?- dodałam, chcąc zmienić rozmowę na inne tory.
-Szczerze?
Przytaknęłam
-Każdy... Każdy facet upity, lub ten, który chciał się popisać. Może wampir, albo czarodziej. Każdy.
-Czemu sugerujesz, że to akurat facet?
-Bo kobiety są z reguły bardziej spokojne.
-Nie ma różnicy, czy facet, czy baba się upije lub naćpa. I tak i tak te same szkody.
-Też prawda- przyznał mi rację ze skinieniem głowy
Przerwała nam Adele, która coś niezrozumiale mamrotała przez sen.
Wiedziałam, że wyzdrowieje, że nic jej nie będzie. Sama myśl, że jest kimś ważnym na pewno utrzyma ją przy ziemi.
Tak myślę.
Ciąg dalszy nastąpi...
____________________
Trochę muzyki:
..............
Wiecie co? Macie rację! Zostanę! Chciałabym, żeby ktoś mój rozdział czytał, ale zadowoli mnie ta liczba osób, która jest :)
,,,,,,,,,,,,,,,,,,
Kilka zdjęć z wyjazdu do trójmiasta:
Tagi:
Opowiadanie
Kochani! <3
Komentarzy pod rozdziałami jest strasznie mało... Gdyby było choć troszeczkę więcej, to skakałabym z radości ( :D ).
Chcę już odejść, bo po co pisać, skoro nikt nie czyta? Jednak chcę dokończyć te opowiadanie do samego końca, a potem rezygnuję już na stałe z pisania na jakimkolwiek blogu.
Miałam jednak nadzieję, że interesuje Was historia Meggie... Teraz widzę, jak bardzo się myliłam.
Planowałam pisać nowe opowiadanie o dziewczynie chorej na białaczkę, która z dnia na dzień może umrzeć.
Jednak odwołuję to.
xoxo
Komentarzy pod rozdziałami jest strasznie mało... Gdyby było choć troszeczkę więcej, to skakałabym z radości ( :D ).
Chcę już odejść, bo po co pisać, skoro nikt nie czyta? Jednak chcę dokończyć te opowiadanie do samego końca, a potem rezygnuję już na stałe z pisania na jakimkolwiek blogu.
Miałam jednak nadzieję, że interesuje Was historia Meggie... Teraz widzę, jak bardzo się myliłam.
Planowałam pisać nowe opowiadanie o dziewczynie chorej na białaczkę, która z dnia na dzień może umrzeć.
Jednak odwołuję to.
xoxo
Tagi:
Informacje
Kolejny, ciekawy, inny niż pozostałe dzień zaczął już się kończyć. Wtedy też nastąpił kolejny etap mojej przemiany - drugi. Polegał on na tym, że serce zaczęło równomiernie bić i zaczęłam się robić senna, a to wszystko po raz pierwszy od kilkunastu lat. Jest to naprawdę niesamowite uczucie.
To dziś także Jack dostał 'pierwszą fazę'. Był nieziemsko zadowolony, oczywiście zaraz po bólu wywołanym przez początek bicia serca. Ja jedynie na co miałam ochotę, to pójść spać (!). A więc zagrzebałam się w miękkim, wygodnym łóżku i zasnęłam błyskawicznie.
Biegłam, uciekając przed czymś lub kimś. Nie wiem też, gdzie byłam. Z każdej strony otaczały mnie złowrogie cienie drzew. Było ciemno i co chwilę potykałam się o coś. Wiedziałam, że muszę biec, dla kogoś, kogo bardzo cenię.
Po kilku niezdarnych sekundach biegu przestałam słyszeć za sobą pogoń. Od razu zaczęłam odczuwać samotność.
Byłam zła, bardzo zła. Zaczęłam krzyczeć, nawołując kogoś, ale widocznie nikt mnie nie słyszał.
Bałam się. Poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Obróciłam się, ale nikogo nie było. Zaczęłam panikować, nie wiedziałam teraz już zupełnie co zrobić.
Ale w tym też momencie usłyszałam, że ktoś woła mnie po imieniu. Zamknęłam oczy, mocno ściskając powieki i dopiero po chwili je otworzyłam.
Teraz byłam już w pokoju z jasno-fioletowymi ścianami i wielkim, miękkim łóżkiem. Przypomniało mi się, że to właśnie tutaj zasnęłam.
-Co się stało?- głos Jacka był bardzo zatroskany. W jego oczach czaił się niepokój.
-To chyba tylko... zły sen... Przepraszam, że Cię zaniepokoiłam.
-A co ci się śniło?
Nie chciałam opowiadać o śnie, przerażał mnie, mimo, że tylko sama chodziłam po lesie. Jednak widziałam w oczach Jacka nadzieję. Nie chciałam go zawieść. Opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami.
-Nie mogę się doczekać, kiedy i ja zasnę. Chciałbym mieć jakiś dobry sen, ale nawet koszmar mnie uszczęśliwi.
-Faktycznie, sen jest czymś ciekawym. Dzięki niemu można się oderwać od rzeczywistości. Na przykład zapomniałam o tym, co z nami się dzieje, mimo, że to jest cudowne.
W między czasie usłyszałam przerażone, budzące grozę i wywołujące ciarki okrzyki Adele. Dobiegały one z sąsiedniego pokoju. W jedną czwartą sekundy po nich usłyszeliśmy odgłos tłuczonego szkła. Zerwaliśmy się gwałtownie na nogi (teraz, podczas przemiany nasze ruchy są wolniejsze, jak i u człowieka) i ruszyliśmy biegiem do drugiego pokoju, ale nawet zanim dobiegliśmy do niego, usłyszałam urwany krzyk Adele.
Widok, który teraz ujrzeliśmy kompletnie nas zaskoczył. Nie spodziewaliśmy się tego, nawet w tych najgorszych koszmarach. Mój zły sen, to pestka w porównaniu z tym, co się stało... Mimowolnie uroniłam parę łez...
__________________
Trochę muzyki:
"
..........
Uwaga!
Następny rozdział pojawi się dopiero za 2 tygodnie!
Wczoraj byłam w Warszawie, a już w ten poniedziałek jadę z klasą nad morze. Jeszcze rodzina przyjechała z Australii! Jak widzicie, nie będę miała czasu dodać nn:/
Mam nadzieję, że będziecie ze mną nadal? :)
To dziś także Jack dostał 'pierwszą fazę'. Był nieziemsko zadowolony, oczywiście zaraz po bólu wywołanym przez początek bicia serca. Ja jedynie na co miałam ochotę, to pójść spać (!). A więc zagrzebałam się w miękkim, wygodnym łóżku i zasnęłam błyskawicznie.
Biegłam, uciekając przed czymś lub kimś. Nie wiem też, gdzie byłam. Z każdej strony otaczały mnie złowrogie cienie drzew. Było ciemno i co chwilę potykałam się o coś. Wiedziałam, że muszę biec, dla kogoś, kogo bardzo cenię.
Po kilku niezdarnych sekundach biegu przestałam słyszeć za sobą pogoń. Od razu zaczęłam odczuwać samotność.
Byłam zła, bardzo zła. Zaczęłam krzyczeć, nawołując kogoś, ale widocznie nikt mnie nie słyszał.
Bałam się. Poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Obróciłam się, ale nikogo nie było. Zaczęłam panikować, nie wiedziałam teraz już zupełnie co zrobić.
Ale w tym też momencie usłyszałam, że ktoś woła mnie po imieniu. Zamknęłam oczy, mocno ściskając powieki i dopiero po chwili je otworzyłam.
Teraz byłam już w pokoju z jasno-fioletowymi ścianami i wielkim, miękkim łóżkiem. Przypomniało mi się, że to właśnie tutaj zasnęłam.
-Co się stało?- głos Jacka był bardzo zatroskany. W jego oczach czaił się niepokój.
-To chyba tylko... zły sen... Przepraszam, że Cię zaniepokoiłam.
-A co ci się śniło?
Nie chciałam opowiadać o śnie, przerażał mnie, mimo, że tylko sama chodziłam po lesie. Jednak widziałam w oczach Jacka nadzieję. Nie chciałam go zawieść. Opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami.
-Nie mogę się doczekać, kiedy i ja zasnę. Chciałbym mieć jakiś dobry sen, ale nawet koszmar mnie uszczęśliwi.
-Faktycznie, sen jest czymś ciekawym. Dzięki niemu można się oderwać od rzeczywistości. Na przykład zapomniałam o tym, co z nami się dzieje, mimo, że to jest cudowne.
W między czasie usłyszałam przerażone, budzące grozę i wywołujące ciarki okrzyki Adele. Dobiegały one z sąsiedniego pokoju. W jedną czwartą sekundy po nich usłyszeliśmy odgłos tłuczonego szkła. Zerwaliśmy się gwałtownie na nogi (teraz, podczas przemiany nasze ruchy są wolniejsze, jak i u człowieka) i ruszyliśmy biegiem do drugiego pokoju, ale nawet zanim dobiegliśmy do niego, usłyszałam urwany krzyk Adele.
Widok, który teraz ujrzeliśmy kompletnie nas zaskoczył. Nie spodziewaliśmy się tego, nawet w tych najgorszych koszmarach. Mój zły sen, to pestka w porównaniu z tym, co się stało... Mimowolnie uroniłam parę łez...
Ciąg dalszy nastąpi...
__________________
Trochę muzyki:
"
Sen jest czymś ciekawym. Dzięki niemu można się oderwać od rzeczywistości"- PaGula
..........
Uwaga!
Następny rozdział pojawi się dopiero za 2 tygodnie!
Wczoraj byłam w Warszawie, a już w ten poniedziałek jadę z klasą nad morze. Jeszcze rodzina przyjechała z Australii! Jak widzicie, nie będę miała czasu dodać nn:/
Mam nadzieję, że będziecie ze mną nadal? :)
Tagi:
Opowiadanie
Zatrzymaliśmy się na skrzyżowaniu dróg. Od tej pory ja z Jackiem miałam iść w prawo, a Emilia z Jackobem w lewo. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to było nasze ostatnie spotkanie.
Powiedziałam:
-Miło było. Do zobaczenia!
Em po tych słowach rzuciła mi się na szyję, szybko i rozpaczliwie szepcząc:
-Dziękuję, dziękuję Ci za wszystko!
Dopiero po chwili 'odkleiłyśmy' się od siebie. Popatrzyłam na Jake'a. Uśmiechnęliśmy się oboje. Więcej nam nie było trzeba. Poprzez ten uśmiech dowiedzieliśmy się wszystkiego, co chcieliśmy. Że nie gniewamy się na siebie, że zostaniemy przyjaciółmi, że wszystko między nami ok. To nam wystarczyło.
Właśnie dochodziliśmy do Adele, gdy nagle poczułam wielki ból w okolicach serca. Aż nie mogłam iść. Stanęłam i się skuliłam. Jack pytał mnie co się stało, więc odpowiedziałam mu półgłosem. Nie wiedzieliśmy, co zrobić. Odkąd jestem wampirem nic takiego mi się nie przytrafiło. Co jeszcze dziwniejsze- moje dotąd nieruchome serce zaczęło nierówno, powoli bić!!!
Jack patrzył na mnie z wielkim szokiem i zazdrością. Wiem o tym, że zawsze chciał być człowiekiem, a teraz wyglądało, jakbym się w niego zmieniała!
Zaraz gdy przestało mnie boleć, to szybko do mnie zagadnął:
-Masz tą księgę, którą szukałem?
Pokiwałam głową i zaprowadziłam go do miejsca, gdzie ją ukryłam. On przerzucił kilkanaście kartek i zatrzymał się prawie przy końcu, wpatrując się w koślawe, nie znane mi znaczki.
-Jak ty to przeczytasz? Znasz ten język?
-Łatwo się domyślić. Już kiedyś ćwiczyłem. Przeczytam ci pewien fragment:
"Przemiana w człowieka.
Może się zdarzyć w każdym gatunku wampira, gdy wypełni się kilka niepisanych misji.
Występuje w trzech fazach, w różnej kolejności występowania.
Po przemianie trzeba się liczyć z tym, że pamięć będzie zawodzić, jak i u każdego człowieka. Wtedy się zapomni, co robiło się przez żywot wampirzy."
-Trochę tego mało.- posmutniałam
-No ale coś przynajmniej wiemy.
-A dlaczego to akurat mnie spotkało, a nie ciebie?
-Nie wiem. Może po prostu to mi się spóźnia...- i dodał ze smutkiem- albo nie przemienię się wcale.
Stał się smutny. Gdybym mogła, to zamieniłabym się z nim miejscami, byleby tylko nie smutał.
Przytuliłam go mocno. Cieszę się, że ze mną jest.
W następnym rozdziale:
Jaka nowa niespodzianka spotka przyjaciół?
Czy Jack też zacznie przemieniać się w człowieka?
Czy nastąpi drugi etap przemiany Meggie?
____________________
Trochę muzyki:
..............
Dzięki za te wszystkie miłe komentarze! :*
*****
Polecam bloga badboyandgoodgirl.bloblo.pl. Jest naprawdę bardzo ciekawy!
Powiedziałam:
-Miło było. Do zobaczenia!
Em po tych słowach rzuciła mi się na szyję, szybko i rozpaczliwie szepcząc:
-Dziękuję, dziękuję Ci za wszystko!
Dopiero po chwili 'odkleiłyśmy' się od siebie. Popatrzyłam na Jake'a. Uśmiechnęliśmy się oboje. Więcej nam nie było trzeba. Poprzez ten uśmiech dowiedzieliśmy się wszystkiego, co chcieliśmy. Że nie gniewamy się na siebie, że zostaniemy przyjaciółmi, że wszystko między nami ok. To nam wystarczyło.
Właśnie dochodziliśmy do Adele, gdy nagle poczułam wielki ból w okolicach serca. Aż nie mogłam iść. Stanęłam i się skuliłam. Jack pytał mnie co się stało, więc odpowiedziałam mu półgłosem. Nie wiedzieliśmy, co zrobić. Odkąd jestem wampirem nic takiego mi się nie przytrafiło. Co jeszcze dziwniejsze- moje dotąd nieruchome serce zaczęło nierówno, powoli bić!!!
Jack patrzył na mnie z wielkim szokiem i zazdrością. Wiem o tym, że zawsze chciał być człowiekiem, a teraz wyglądało, jakbym się w niego zmieniała!
Zaraz gdy przestało mnie boleć, to szybko do mnie zagadnął:
-Masz tą księgę, którą szukałem?
Pokiwałam głową i zaprowadziłam go do miejsca, gdzie ją ukryłam. On przerzucił kilkanaście kartek i zatrzymał się prawie przy końcu, wpatrując się w koślawe, nie znane mi znaczki.
-Jak ty to przeczytasz? Znasz ten język?
-Łatwo się domyślić. Już kiedyś ćwiczyłem. Przeczytam ci pewien fragment:
"Przemiana w człowieka.
Może się zdarzyć w każdym gatunku wampira, gdy wypełni się kilka niepisanych misji.
Występuje w trzech fazach, w różnej kolejności występowania.
Po przemianie trzeba się liczyć z tym, że pamięć będzie zawodzić, jak i u każdego człowieka. Wtedy się zapomni, co robiło się przez żywot wampirzy."
-Trochę tego mało.- posmutniałam
-No ale coś przynajmniej wiemy.
-A dlaczego to akurat mnie spotkało, a nie ciebie?
-Nie wiem. Może po prostu to mi się spóźnia...- i dodał ze smutkiem- albo nie przemienię się wcale.
Stał się smutny. Gdybym mogła, to zamieniłabym się z nim miejscami, byleby tylko nie smutał.
Przytuliłam go mocno. Cieszę się, że ze mną jest.
W następnym rozdziale:
Jaka nowa niespodzianka spotka przyjaciół?
Czy Jack też zacznie przemieniać się w człowieka?
Czy nastąpi drugi etap przemiany Meggie?
Ciąg dalszy nastąpi...
____________________
Trochę muzyki:
..............
Dzięki za te wszystkie miłe komentarze! :*
*****
Polecam bloga badboyandgoodgirl.bloblo.pl. Jest naprawdę bardzo ciekawy!
Tagi:
Opowiadanie
Biegliśmy już od ponad godziny i natarczywie szukaliśmy Jackoba. Przeszukiwaliśmy teren kawałek po kawałku- teraz mógł być wszędzie.
Nikt się nie odzywał. Byliśmy wyraźnie przestraszeni, bo mój eks-chłopak powinien się już znaleźć.
Powoli ta czynność stawała się nudna, a potem ociężała, aż w końcu Emilia powiedziała:
-Musimy już się schować- w jej głosie słyszałam tylko smutek- robi się już jasno.
Więc wybraliśmy wielką, opuszczoną willę. Była bardzo elegancka, każdy fragment tego domu był dopracowany, pomimo że teraz wszędzie była kurzowa kołderka.
Od razu usiedliśmy na skórzanej, beżowej sofie. Wpatrywaliśmy się w siebie, czekając na jakikolwiek pomysł. Przez następną godzinę nikt się nie odzywał, aż w końcu Em powiedziała bardzo cichym głosem, prawie szeptem:
-A jeśli to Aaron?
Zdziwiłam się
-Kto to jest?
-To wy nie wiecie?- spytała i otworzyła szeroko oczy, widząc, że zaprzeczamy- Cóż... myślałam że wszyscy wiedzą. Hmm... jest to pół wampir, ćwierć wilkołak i ćwierć czarodziej. W skrócie jeden z najstarszych przedstawicieli naszej rasy, najgroźniejszy. Jeśli wypatrzy sobie ofiarę, to musi ją złapać za wszelką cenę. Dla nas jest mniej srogi, ale jeśli coś się przeskrobie... To lepiej zwiewać...
-Pierwszy raz to słyszę- powiedział cicho Jack
-Ja też- dodałam - A więc teraz gdzie jest ten Aaron?
-Zaprowadzę Was.
Po kilku godzinach wyczekiwania na zachód słońca, obmówiliśmy plan, według którego będziemy się kierować.
Teraz znów biegniemy, mając już cel. Warto dążyć do jakiegokolwiek w życiu. Wtedy jest łatwiej. Zawsze.
Dobiegliśmy do niewysokiego, choć okazałego domu. Jak i Em mówiła, zastaliśmy tam Aarona. Był to postawny mężczyzna, wyglądający na 30 lat. Jego krótko ścięte włosy były koloru jasnego blondu, przypominający kolor siwy. Oczy, trochę przymrużone skrywały kolor głębokiego błękitu. To on się pierwszy odezwał, widząc nas:
-Witaj Emilio! Jak ja dawno Cię nie widziałem! Kogo tu przyprowadziłaś?
Na pierwszy rzut oka zaczął wydawać się bardzo władczy. Jakby uważał się za króla, którym oczywiście nie był.
-To jest Margaret Lendove i Jack Bellend- i pokazała na nas ruchem dłoni
Nikt nie nazywał mnie 'Margaret' od wieków, mimo że jest to moje prawdziwe imię. Zawsze nazywano mnie zdrobnieniem 'Meggie', do którego się przyzwyczaiłam.
-Dzień dobry.- powiedziałam cicho.
Aaron popatrzył się na mnie, uśmiechając, przez co w jego policzkach powstały słodkie dołeczki (!).
-Dzień dobry? Nie bądźmy dla siebie obcy- patrzył w prost na mnie i dodał jeszcze słodszym głosem- Wolałbym, gdybyś się zwracała do mnie jak do kolegi.
-Dobrze- rzekłam, rozluźniając się odrobinkę
-Ty tak samo- popatrzył na Jacka i powiedział ostrym tonem, przy którym aż się wzdrygnęłam
Jack widocznie nie zwrócił na to uwagi i rzekł lekkim tonem:
-Oczyw...
Em była bardzo niecierpliwa, wtrąciła się w słowo:
-Pamiętasz Jackoba Wolfa?
Dlaczego mówiąc o kimś wymieniała całe imię i nazwisko? Ja, gdy o kimś mówię, mówię tylko na przykład 'Jake'.
-Jakże mógłbym o nim zapomnieć?
-Wiesz może, gdzie on jest?
-Tak, siedzi u mnie w drugim salonie.
-Dlaczego?- teraz to ja się wtrąciłam
-Był czymś przybity, przyszedł do mnie w odwiedziny.
-Po co?- spytała zaintrygowana Em
-To sama sobie go zapytaj- i podniósł teraz głos, powodując, że stał się mocny donośny- Jackobie! Wyjdź!
Dziwiła mnie postać Aarona. Była taka... inna.
Jake, jak i mu kazano wyszedł, ale gdy zauważył nas, przystanął.
Aaron zaczął opowiadać:
-Jackobie, przyszli po ciebie znajomi!- jego głos stał się znowu słodki- dziwili się dlaczego jesteś u mnie. Powiesz im?
Popatrzył na nas ze skruchą, spuszczając oczy i mruknął:
-Mógłbyś ty?
Popatrzyliśmy się po sobie. Ja, jak i moi przyjaciele stojący obok mnie nie wiedzieliśmy co myśleć
-Jak chcesz- wzruszył ramionami Aaron- Siedziałem sobie, zaczytując się w książce, aż tu nagle mnie odwiedza gość. A kto? Mój stary znajomy- Jackob! Stał w drzwiach zdruzgotany, zrozpaczony i zasmucony. Nie wiedziałem co się stało- za każdym zdaniem podnosił, lub obniżał głos- Wyjaśnił mi. Chodziło o dziewczyny. Zakochał się w jednej, porzucając drugą. Cóż... okazało się, że ta druga go nie chce- zerknęłam na Jake'a. Patrzył się w podłogę, zawstydzony. A Aaron ciągnął dalej- Biedny chłopak przyszedł do mnie, prosząc o śmierć. Nie byłem w nastroju do zabijania, więc poprosiłem, aby został. Ten zamknął się w sobie. Ale weźcie go sobie, mi się nie przyda.
Ohydne! Mówił o człowieku jak o zabawce!
Wstał z fotela, popychając Jake'a w naszą stronę. Em szybkim ruchem wyciągnęła go z domu, żegnając się. Wyszliśmy za nimi, gdy już zaczęła krzyczeć:
-Jak mogłeś? Ja się tak martwiłam! Szukaliśmy cię wszędzie!- przytuliła go, roniąc przy tym kilka łez- Ohh... Jake... dobrze że cię nie zabił!- i rozpłakała się na dobre.
My, z Jackiem chcieliśmy już iść, ale zatrzymała nas gestem.
__________________
Trochę muzyki:
"Teraz znów biegniemy, mając już cel. Warto dążyć do jakiegokolwiek w życiu. Wtedy jest łatwiej. Zawsze." - PaGula
...................
:) I jest trochę dłuższy (:
Dedykuję go wszystkim osobom, które komentują mojego bloga:)
Jest w końcu nowy rekord- 8 komentarzy!
Dziękuję:*
Nikt się nie odzywał. Byliśmy wyraźnie przestraszeni, bo mój eks-chłopak powinien się już znaleźć.
Powoli ta czynność stawała się nudna, a potem ociężała, aż w końcu Emilia powiedziała:
-Musimy już się schować- w jej głosie słyszałam tylko smutek- robi się już jasno.
Więc wybraliśmy wielką, opuszczoną willę. Była bardzo elegancka, każdy fragment tego domu był dopracowany, pomimo że teraz wszędzie była kurzowa kołderka.
Od razu usiedliśmy na skórzanej, beżowej sofie. Wpatrywaliśmy się w siebie, czekając na jakikolwiek pomysł. Przez następną godzinę nikt się nie odzywał, aż w końcu Em powiedziała bardzo cichym głosem, prawie szeptem:
-A jeśli to Aaron?
Zdziwiłam się
-Kto to jest?
-To wy nie wiecie?- spytała i otworzyła szeroko oczy, widząc, że zaprzeczamy- Cóż... myślałam że wszyscy wiedzą. Hmm... jest to pół wampir, ćwierć wilkołak i ćwierć czarodziej. W skrócie jeden z najstarszych przedstawicieli naszej rasy, najgroźniejszy. Jeśli wypatrzy sobie ofiarę, to musi ją złapać za wszelką cenę. Dla nas jest mniej srogi, ale jeśli coś się przeskrobie... To lepiej zwiewać...
-Pierwszy raz to słyszę- powiedział cicho Jack
-Ja też- dodałam - A więc teraz gdzie jest ten Aaron?
-Zaprowadzę Was.
Po kilku godzinach wyczekiwania na zachód słońca, obmówiliśmy plan, według którego będziemy się kierować.
Teraz znów biegniemy, mając już cel. Warto dążyć do jakiegokolwiek w życiu. Wtedy jest łatwiej. Zawsze.
Dobiegliśmy do niewysokiego, choć okazałego domu. Jak i Em mówiła, zastaliśmy tam Aarona. Był to postawny mężczyzna, wyglądający na 30 lat. Jego krótko ścięte włosy były koloru jasnego blondu, przypominający kolor siwy. Oczy, trochę przymrużone skrywały kolor głębokiego błękitu. To on się pierwszy odezwał, widząc nas:
-Witaj Emilio! Jak ja dawno Cię nie widziałem! Kogo tu przyprowadziłaś?
Na pierwszy rzut oka zaczął wydawać się bardzo władczy. Jakby uważał się za króla, którym oczywiście nie był.
-To jest Margaret Lendove i Jack Bellend- i pokazała na nas ruchem dłoni
Nikt nie nazywał mnie 'Margaret' od wieków, mimo że jest to moje prawdziwe imię. Zawsze nazywano mnie zdrobnieniem 'Meggie', do którego się przyzwyczaiłam.
-Dzień dobry.- powiedziałam cicho.
Aaron popatrzył się na mnie, uśmiechając, przez co w jego policzkach powstały słodkie dołeczki (!).
-Dzień dobry? Nie bądźmy dla siebie obcy- patrzył w prost na mnie i dodał jeszcze słodszym głosem- Wolałbym, gdybyś się zwracała do mnie jak do kolegi.
-Dobrze- rzekłam, rozluźniając się odrobinkę
-Ty tak samo- popatrzył na Jacka i powiedział ostrym tonem, przy którym aż się wzdrygnęłam
Jack widocznie nie zwrócił na to uwagi i rzekł lekkim tonem:
-Oczyw...
Em była bardzo niecierpliwa, wtrąciła się w słowo:
-Pamiętasz Jackoba Wolfa?
Dlaczego mówiąc o kimś wymieniała całe imię i nazwisko? Ja, gdy o kimś mówię, mówię tylko na przykład 'Jake'.
-Jakże mógłbym o nim zapomnieć?
-Wiesz może, gdzie on jest?
-Tak, siedzi u mnie w drugim salonie.
-Dlaczego?- teraz to ja się wtrąciłam
-Był czymś przybity, przyszedł do mnie w odwiedziny.
-Po co?- spytała zaintrygowana Em
-To sama sobie go zapytaj- i podniósł teraz głos, powodując, że stał się mocny donośny- Jackobie! Wyjdź!
Dziwiła mnie postać Aarona. Była taka... inna.
Jake, jak i mu kazano wyszedł, ale gdy zauważył nas, przystanął.
Aaron zaczął opowiadać:
-Jackobie, przyszli po ciebie znajomi!- jego głos stał się znowu słodki- dziwili się dlaczego jesteś u mnie. Powiesz im?
Popatrzył na nas ze skruchą, spuszczając oczy i mruknął:
-Mógłbyś ty?
Popatrzyliśmy się po sobie. Ja, jak i moi przyjaciele stojący obok mnie nie wiedzieliśmy co myśleć
-Jak chcesz- wzruszył ramionami Aaron- Siedziałem sobie, zaczytując się w książce, aż tu nagle mnie odwiedza gość. A kto? Mój stary znajomy- Jackob! Stał w drzwiach zdruzgotany, zrozpaczony i zasmucony. Nie wiedziałem co się stało- za każdym zdaniem podnosił, lub obniżał głos- Wyjaśnił mi. Chodziło o dziewczyny. Zakochał się w jednej, porzucając drugą. Cóż... okazało się, że ta druga go nie chce- zerknęłam na Jake'a. Patrzył się w podłogę, zawstydzony. A Aaron ciągnął dalej- Biedny chłopak przyszedł do mnie, prosząc o śmierć. Nie byłem w nastroju do zabijania, więc poprosiłem, aby został. Ten zamknął się w sobie. Ale weźcie go sobie, mi się nie przyda.
Ohydne! Mówił o człowieku jak o zabawce!
Wstał z fotela, popychając Jake'a w naszą stronę. Em szybkim ruchem wyciągnęła go z domu, żegnając się. Wyszliśmy za nimi, gdy już zaczęła krzyczeć:
-Jak mogłeś? Ja się tak martwiłam! Szukaliśmy cię wszędzie!- przytuliła go, roniąc przy tym kilka łez- Ohh... Jake... dobrze że cię nie zabił!- i rozpłakała się na dobre.
My, z Jackiem chcieliśmy już iść, ale zatrzymała nas gestem.
Ciąg dalszy nastąpi...
__________________
Trochę muzyki:
(Stare ale jare :) )
"Teraz znów biegniemy, mając już cel. Warto dążyć do jakiegokolwiek w życiu. Wtedy jest łatwiej. Zawsze." - PaGula
...................
:) I jest trochę dłuższy (:
Dedykuję go wszystkim osobom, które komentują mojego bloga:)
Jest w końcu nowy rekord- 8 komentarzy!
Dziękuję:*
Tagi:
Opowiadanie
Po jakimś czasie wybrałam się z Jackiem na spacer do niewielkiego parku. Był to cudowny, ciepły wieczór. Na niebie nie było ani jednej chmurki. Wszędzie było cicho- tylko z daleka, na placu zabaw dzieci bawiły się w berka.
-Fajnie by było, gdyby takie dnie były zawsze- powiedziałam.
Jack mnie poparł, uśmiechając się.
Szliśmy dalej alejką, koło której wznosiły się potężne figowce, palmy i eukaliptusy, aż nagle ktoś dotknął mnie za ramię. Uśmiechnęłam się, widząc Emilię. Niestety jej oczy nie były roześmiane, tak jak i ostatnio, ale wydawały się czymś zmartwione. Popatrzyłam na nią niespokojnym wzrokiem, ale zanim zadałam pytanie, przedstawiłam ją:
-Em, to jest Jack. Jack, to jest Em- uścisnęli sobie dłonie, mówiąc ciche: "Cześć, miło mi cię poznać..."
Byłam pewna, widziałam to po Emilii, że coś się stało. Strasznie byłam niecierpliwa, więc spytałam szybko:
-Co się stało?
Popatrzyła na mnie, przypominając sobie, co chciała powiedzieć:
-Właściwie nie wiem. Spanikowałam.
Coś mi tu nie grało. Przecież by nie szukałaby mnie przez byle co.
-Więc co takiego widziałaś- zapytałam ostrożnie.
-Tylko Jackoba i nic więcej! - przymknęła powieki -chodził po jakimś ciemnym pomieszczeniu szukając drzwi. -mówiła powoli- Myślę teraz, że to naprawdę głupie. Może po prostu chodzi sobie w jakimś domu po ciemku.
-Ale przecież twój dar polega na tym, że widzisz co NIEDOBREGO dzieje się w danej chwili!
-Tak, ale nie raz zawodzi. Często widzę coś, co w ogóle nie jest straszne, na przykład widziałam jakiś czas temu jak kwiatek zakwitł- uśmiechnęła się i uderzyła dłonią w czoło- czasami uważam, że moja umiejętność zawodzi. Co niby niedobrego w tym kwiatku? To, że wzbogacił faunę ziemi?
-Może ktoś Jake'a uwięził?
-Wierzysz w to, że ktoś uwięziłby wampira?
Popatrzyłam na Jacka i pokiwałam głową. Jeszcze nie tak dawno temu był on zaczarowany i leżał w brudnej piwnicy.
-Musimy przecież coś zrobić! Mówił Ci gdzie zamierza iść?
-Wspominał coś o zachodzie- powiedziała cicho
-Dobrze, a więc tam pójdziemy i go poszukamy- zerknęłam na Jacka, który nadal nie zbyt orientował się o co chodzi- idziesz z nami? Po drodze Ci wszystko wyjaśnię.
-Dobrze- odrzekł zdecydowanie.
Mimo to, że moi towarzysze uważali, że nic się nie stało, ja będę szukała Jake'a, aż się nie znajdzie. Chcę mieć pewność, że nic mu nie jest. Przecież nie tak dawno temu był dla mnie kimś ważnym.
____________
Trochę muzyki: (nie pasuje do tego rozdziału, ale mi się podoba)
Z demotywatorów- samotność
.............
Informacja z przed sekundy- wstępnie: zostało jeszcze 10 rozdziałów. 30 będzie ostatni!
-Fajnie by było, gdyby takie dnie były zawsze- powiedziałam.
Jack mnie poparł, uśmiechając się.
Szliśmy dalej alejką, koło której wznosiły się potężne figowce, palmy i eukaliptusy, aż nagle ktoś dotknął mnie za ramię. Uśmiechnęłam się, widząc Emilię. Niestety jej oczy nie były roześmiane, tak jak i ostatnio, ale wydawały się czymś zmartwione. Popatrzyłam na nią niespokojnym wzrokiem, ale zanim zadałam pytanie, przedstawiłam ją:
-Em, to jest Jack. Jack, to jest Em- uścisnęli sobie dłonie, mówiąc ciche: "Cześć, miło mi cię poznać..."
Byłam pewna, widziałam to po Emilii, że coś się stało. Strasznie byłam niecierpliwa, więc spytałam szybko:
-Co się stało?
Popatrzyła na mnie, przypominając sobie, co chciała powiedzieć:
-Właściwie nie wiem. Spanikowałam.
Coś mi tu nie grało. Przecież by nie szukałaby mnie przez byle co.
-Więc co takiego widziałaś- zapytałam ostrożnie.
-Tylko Jackoba i nic więcej! - przymknęła powieki -chodził po jakimś ciemnym pomieszczeniu szukając drzwi. -mówiła powoli- Myślę teraz, że to naprawdę głupie. Może po prostu chodzi sobie w jakimś domu po ciemku.
-Ale przecież twój dar polega na tym, że widzisz co NIEDOBREGO dzieje się w danej chwili!
-Tak, ale nie raz zawodzi. Często widzę coś, co w ogóle nie jest straszne, na przykład widziałam jakiś czas temu jak kwiatek zakwitł- uśmiechnęła się i uderzyła dłonią w czoło- czasami uważam, że moja umiejętność zawodzi. Co niby niedobrego w tym kwiatku? To, że wzbogacił faunę ziemi?
-Może ktoś Jake'a uwięził?
-Wierzysz w to, że ktoś uwięziłby wampira?
Popatrzyłam na Jacka i pokiwałam głową. Jeszcze nie tak dawno temu był on zaczarowany i leżał w brudnej piwnicy.
-Musimy przecież coś zrobić! Mówił Ci gdzie zamierza iść?
-Wspominał coś o zachodzie- powiedziała cicho
-Dobrze, a więc tam pójdziemy i go poszukamy- zerknęłam na Jacka, który nadal nie zbyt orientował się o co chodzi- idziesz z nami? Po drodze Ci wszystko wyjaśnię.
-Dobrze- odrzekł zdecydowanie.
Mimo to, że moi towarzysze uważali, że nic się nie stało, ja będę szukała Jake'a, aż się nie znajdzie. Chcę mieć pewność, że nic mu nie jest. Przecież nie tak dawno temu był dla mnie kimś ważnym.
Ciąg dalszy nastąpi...
____________
Trochę muzyki: (nie pasuje do tego rozdziału, ale mi się podoba)
Z demotywatorów- samotność
.............
Informacja z przed sekundy- wstępnie: zostało jeszcze 10 rozdziałów. 30 będzie ostatni!
Tagi:
Opowiadanie
Jeszcze przez jakiś czas po głowie chdził mi szept, mówiący: "Bądź szczęśliwa". Ten szept był dla mnie bliski, najdroższy na świecie- głos matki. Chciałam dla niego zrobić wszystko i co do tego też miałam plan. Nieduży, ale ważne, że był.
Chcę pójść do Jacka.
Myślę, że będę szczęśliwa, gdy wszystko sobie wyjaśnimy i nie będziemy siebie unikać.
Chciałam ten plan wcielić w życie od razu, ale na chwilę powstrzymałam się. Popatrzyłam na plażę dokładnie w tym miejscu, gdzie widziałam moją mamę.
Uśmiechnęłam się lekko. Cieszę się, że przy mnie jest. Wcześniej o tym nie wiedziałam, ale teraz to sobie uświadomiłam. Gdy powiem: "Jestem sama", to już nie będzie to prawdą. Nie jestem sama i nigdy nie byłam.
Odwróciłam się, aby zacząć bieg, ale już ktoś za mną stał. Ten ktoś wpatrywał się we mnie intensywnie, nie mówiąc nic. A był to Jack.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Cisza trwała bardzo długo, aż w końcu ją przerwałam:
-Szukałeś mnie?- mój głos wydawał się być... radosnym.
-Tak- odrzekł zachrypniętym głosem, nie spuszczając ze mnie wzroku, jakby nie mógł uwierzyć, że mnie jeszcze widzi.
-Zgaduję, że miałeś jakiś inny cel, niż wpatrywanie się we mnie, jakbym była ufoludkiem.
-Tak- znowu odpowiedział to samo, przełykając ślinę
Uniosłam brew, chcąc uzyskać dłuższą odpowiedź.
Jack zamrugał szybko oczami i za chwilę powiedział:
-Chciałem powiedzieć wiele rzeczy, ale teraz wypadły mi z głowy.
-A co teraz chciałbyś powiedzieć?
-Że zrobiłem okropny błąd i chciałbym poprosić Cię o przebaczenie. Wiem, że wybaczenie jest niemożliwe, ale chcę, byś wiedziała, że już nigdy nie zrobię takiego błędu.
-Dlaczego zakładasz, że Ci nie wybaczę?
-Bo... zrobiłem wielki błąd.
-Ale ja już się nie gniewam.
Zdziwił się, otwierając szeroko oczy:
-T..to znaczy, że mi wybaczasz?!
Pokiwałam potakująco głową, uśmiechając się promiennie.
Podbiegł do mnie wielkimi krokami i przytulił, mówiąc:
-Dziękuję. Myślałem cały czas tylko o tobie. Nie mogłem nic innego robić- po niewielkiej chwili znowu powiedział-pójdziesz ze mną do Adele. Pewnie się już niepokoi. Nie ma mnie już od trzech dni.
Pokiwałam głową i jeszcze na chwilę popatrzyłam na miejsce, gdzie ostatnio widziałam swoją mamę, mówiąc szeptem, tak, żeby Jack nie usłyszał:
-Dziękuję Ci, mamo.
Bo właśnie teraz byłam naprawdę szczęśliwa- z moim przyjacielem Jackiem.
Dom Adele nie zmienił się, odkąd tam byłam. Rozmawialiśmy razem, co chwilę żartując i wybuchając głośnym śmiechem.
Teraz już wiem, że zrobię wszystko, żeby mi i bliskim dla mnie osobom było dobrze. Bo kocham ich- jak rodzinę.
_____________
Trochę muzyki:
"Can I show you my life"- J.K.Rowling
.............
No i jest dziewiętnastka:) Trochę weselszy rozdział się udał:)
Chcę pójść do Jacka.
Myślę, że będę szczęśliwa, gdy wszystko sobie wyjaśnimy i nie będziemy siebie unikać.
Chciałam ten plan wcielić w życie od razu, ale na chwilę powstrzymałam się. Popatrzyłam na plażę dokładnie w tym miejscu, gdzie widziałam moją mamę.
Uśmiechnęłam się lekko. Cieszę się, że przy mnie jest. Wcześniej o tym nie wiedziałam, ale teraz to sobie uświadomiłam. Gdy powiem: "Jestem sama", to już nie będzie to prawdą. Nie jestem sama i nigdy nie byłam.
Odwróciłam się, aby zacząć bieg, ale już ktoś za mną stał. Ten ktoś wpatrywał się we mnie intensywnie, nie mówiąc nic. A był to Jack.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Cisza trwała bardzo długo, aż w końcu ją przerwałam:
-Szukałeś mnie?- mój głos wydawał się być... radosnym.
-Tak- odrzekł zachrypniętym głosem, nie spuszczając ze mnie wzroku, jakby nie mógł uwierzyć, że mnie jeszcze widzi.
-Zgaduję, że miałeś jakiś inny cel, niż wpatrywanie się we mnie, jakbym była ufoludkiem.
-Tak- znowu odpowiedział to samo, przełykając ślinę
Uniosłam brew, chcąc uzyskać dłuższą odpowiedź.
Jack zamrugał szybko oczami i za chwilę powiedział:
-Chciałem powiedzieć wiele rzeczy, ale teraz wypadły mi z głowy.
-A co teraz chciałbyś powiedzieć?
-Że zrobiłem okropny błąd i chciałbym poprosić Cię o przebaczenie. Wiem, że wybaczenie jest niemożliwe, ale chcę, byś wiedziała, że już nigdy nie zrobię takiego błędu.
-Dlaczego zakładasz, że Ci nie wybaczę?
-Bo... zrobiłem wielki błąd.
-Ale ja już się nie gniewam.
Zdziwił się, otwierając szeroko oczy:
-T..to znaczy, że mi wybaczasz?!
Pokiwałam potakująco głową, uśmiechając się promiennie.
Podbiegł do mnie wielkimi krokami i przytulił, mówiąc:
-Dziękuję. Myślałem cały czas tylko o tobie. Nie mogłem nic innego robić- po niewielkiej chwili znowu powiedział-pójdziesz ze mną do Adele. Pewnie się już niepokoi. Nie ma mnie już od trzech dni.
Pokiwałam głową i jeszcze na chwilę popatrzyłam na miejsce, gdzie ostatnio widziałam swoją mamę, mówiąc szeptem, tak, żeby Jack nie usłyszał:
-Dziękuję Ci, mamo.
Bo właśnie teraz byłam naprawdę szczęśliwa- z moim przyjacielem Jackiem.
Dom Adele nie zmienił się, odkąd tam byłam. Rozmawialiśmy razem, co chwilę żartując i wybuchając głośnym śmiechem.
Teraz już wiem, że zrobię wszystko, żeby mi i bliskim dla mnie osobom było dobrze. Bo kocham ich- jak rodzinę.
Ciąg dalszy nastąpi...
_____________
Trochę muzyki:
"Can I show you my life"- J.K.Rowling
.............
No i jest dziewiętnastka:) Trochę weselszy rozdział się udał:)
Tagi:
Opowiadanie
Mrużyłam oczy, patrząc na zachodzące słońce za horyzontem. Cała plaża i niebo wydawały się teraz być pomarańczowe. Stałam na wydmie, jednocześnie obserwując parę zakochanych. Przytulali się do siebie i szeptali do ucha.
Nie zazdrościłam im- nie zamierzam mieć już chłopaka, ale brakowało mi towarzystwa.
Wiele się rzeczy zmieniło we mnie. Nie wszystkie, ale część ich.
Od miesiąca jestem sama. Najgorsze jest to, że nikt się o mnie nie martwi, a pewnie nawet nie myśli.
Osobom, którym kiedykolwiek zaufałam, nie mogę już ufać.
Opadłam na ziemię, podpierając głowę rękoma.
Zostałam teraz sama, jedyna na świecie. Już wiem, jakie to okropne uczucie. Już chyba zawsze słowo "być sama" będzie powodować o mnie drgawki.
Nieświadoma tego, że płyną z moich oczu łzy, położyłam się i wpatrywałam w gwiazdy, przypominając sobie szczęśliwe momenty z mojego życia.
Łzy nadal leciały mi z oczu, gdy ktoś wypowiedział cichym szeptem moje imię. Zdziwiona podniosłam się i zauważyłam osobę, choć nie byłam pewna czy to dobre określenie. Stała przede mną sylwetka, przeźroczysta, patrząca na mnie z nieukrywaną miłością:
-Cześć, Meggie- powiedziała rozczulonym głosem, uśmiechając się. Te usta, ten uśmiech poznałabym wszędzie:
-M..m..mamo?- zapytałam łamiącym się głosem, łzy nabrały w sile, spadając na piasek.
Sylwetka pokiwała głową, niknąc na chwilę, aby zaraz znów się pokazać
-J..j..jesteś d..duchem?!- popatrzyłam na nią, nie wiedząc, co myśleć
Mama znów pokiwała głową
-A..ale dlaczego... te kilkanaście lat temu... zostawiłaś mnie...siostrę..?
-Nie zostawiłam was- odparła spokojnym, opanowanym głosem- byłam cały czas przy tobie.
-A...ale ten list...- otarłam pojedynczą łzę czubkiem dłoni
-Stwierdziłam, że tak będzie najlepiej
-Ale co tak... naprawdę się stało? P..proszę, opowiedz mi o wszystkim.
-Dobrze, a więc może od początku. Pierwszy raz, gdy dowiedziałam się o nowotworze, miałam 25 lat, byłaś już wtedy na świecie. Kochałam Cię jak nikogo innego. Ojciec poczuł się odrzucony na drugi tor- popatrzyła na mnie, widząc zdziwienie wytłumaczyła- może to się wydawać dziwne, córeczko, ale znienawidził Cię od razu po urodzeniu. Mnie i Ciebie. Można było wyleczyć moją chorobę, ale potrzebne były pieniądze, których nie miałam. Taddeo je miał, ale nie chciał dać. Tak więc skończyła się moja nadzieja na życie. Gdy byłam już bardzo osłabła, to urodziła się twoja siostra, Tatianka. Zabiło to mnie. Nie wytrzymałam porodu. Meggie, od zawsze jestem przy tobie, odkąd pamiętam. Widziałam, jak opiekowałaś się Tatianką, jak Taddeo na ciebie krzyczał. Widziałam Twoją przemianę w wampira i jestem nadal z Tobą.
-Czy będzie w ogóle jakiś koniec?
Moja mama podeszła do mnie, chcąc pogłaskać po policzku, ale nic nie poczułam- była duchem.
-Zawsze jest koniec czegoś, a potem początek nowego.
-Mamo...- znowu spłynęła mi z oka pojedyncza łza- ty byłaś ze mną, a ja mówiłam o tobie takie straszne rzeczy.. że cię nienawidzę... przepraszam Cię za to. Nie wiedziałam, nie znałam tej historii...
Mama zaprzeczyła głową, próbując przerwać mi:
-Nic nie szkodzi. -popatrzyła mi prosto w oczy- Ja cię nie opuszczę, dopóki będziesz mnie potrzebowała. Ja niestety nie będę mogła się już objawiać. Nie starczy mi energii, którą teraz wyczerpuję, ale zrobisz coś dla mnie, córeczko?
-Oczywiście
-Bądź szczęśliwa.-Jej sylwetka zaczęła co raz bardziej się rozmywać.- obiecujesz? Zrób to dla mnie!
Pokiwałam głową:
-Dobrze, mamo. -Zauważyłam, że niknie jej sylwetka, już ledwo co ją widziałam- Mamusiu, kocham Cię- zdążyłam to jeszcze powiedzieć, nim znikła już, na zawsze.
_________________
Trochę muzyki:
"Chciałabym być kimś innym, lepszym ale to się nigdy nie stanie. Jestem tym kim jestem i nie dam rady się zmienić."
.............
Dziękuję wszystkim, którzy komentują mojego bloga:) Zebranych jest już ich 50! <3
Nie zazdrościłam im- nie zamierzam mieć już chłopaka, ale brakowało mi towarzystwa.
Wiele się rzeczy zmieniło we mnie. Nie wszystkie, ale część ich.
Od miesiąca jestem sama. Najgorsze jest to, że nikt się o mnie nie martwi, a pewnie nawet nie myśli.
Osobom, którym kiedykolwiek zaufałam, nie mogę już ufać.
Opadłam na ziemię, podpierając głowę rękoma.
Zostałam teraz sama, jedyna na świecie. Już wiem, jakie to okropne uczucie. Już chyba zawsze słowo "być sama" będzie powodować o mnie drgawki.
Nieświadoma tego, że płyną z moich oczu łzy, położyłam się i wpatrywałam w gwiazdy, przypominając sobie szczęśliwe momenty z mojego życia.
Łzy nadal leciały mi z oczu, gdy ktoś wypowiedział cichym szeptem moje imię. Zdziwiona podniosłam się i zauważyłam osobę, choć nie byłam pewna czy to dobre określenie. Stała przede mną sylwetka, przeźroczysta, patrząca na mnie z nieukrywaną miłością:
-Cześć, Meggie- powiedziała rozczulonym głosem, uśmiechając się. Te usta, ten uśmiech poznałabym wszędzie:
-M..m..mamo?- zapytałam łamiącym się głosem, łzy nabrały w sile, spadając na piasek.
Sylwetka pokiwała głową, niknąc na chwilę, aby zaraz znów się pokazać
-J..j..jesteś d..duchem?!- popatrzyłam na nią, nie wiedząc, co myśleć
Mama znów pokiwała głową
-A..ale dlaczego... te kilkanaście lat temu... zostawiłaś mnie...siostrę..?
-Nie zostawiłam was- odparła spokojnym, opanowanym głosem- byłam cały czas przy tobie.
-A...ale ten list...- otarłam pojedynczą łzę czubkiem dłoni
-Stwierdziłam, że tak będzie najlepiej
-Ale co tak... naprawdę się stało? P..proszę, opowiedz mi o wszystkim.
-Dobrze, a więc może od początku. Pierwszy raz, gdy dowiedziałam się o nowotworze, miałam 25 lat, byłaś już wtedy na świecie. Kochałam Cię jak nikogo innego. Ojciec poczuł się odrzucony na drugi tor- popatrzyła na mnie, widząc zdziwienie wytłumaczyła- może to się wydawać dziwne, córeczko, ale znienawidził Cię od razu po urodzeniu. Mnie i Ciebie. Można było wyleczyć moją chorobę, ale potrzebne były pieniądze, których nie miałam. Taddeo je miał, ale nie chciał dać. Tak więc skończyła się moja nadzieja na życie. Gdy byłam już bardzo osłabła, to urodziła się twoja siostra, Tatianka. Zabiło to mnie. Nie wytrzymałam porodu. Meggie, od zawsze jestem przy tobie, odkąd pamiętam. Widziałam, jak opiekowałaś się Tatianką, jak Taddeo na ciebie krzyczał. Widziałam Twoją przemianę w wampira i jestem nadal z Tobą.
-Czy będzie w ogóle jakiś koniec?
Moja mama podeszła do mnie, chcąc pogłaskać po policzku, ale nic nie poczułam- była duchem.
-Zawsze jest koniec czegoś, a potem początek nowego.
-Mamo...- znowu spłynęła mi z oka pojedyncza łza- ty byłaś ze mną, a ja mówiłam o tobie takie straszne rzeczy.. że cię nienawidzę... przepraszam Cię za to. Nie wiedziałam, nie znałam tej historii...
Mama zaprzeczyła głową, próbując przerwać mi:
-Nic nie szkodzi. -popatrzyła mi prosto w oczy- Ja cię nie opuszczę, dopóki będziesz mnie potrzebowała. Ja niestety nie będę mogła się już objawiać. Nie starczy mi energii, którą teraz wyczerpuję, ale zrobisz coś dla mnie, córeczko?
-Oczywiście
-Bądź szczęśliwa.-Jej sylwetka zaczęła co raz bardziej się rozmywać.- obiecujesz? Zrób to dla mnie!
Pokiwałam głową:
-Dobrze, mamo. -Zauważyłam, że niknie jej sylwetka, już ledwo co ją widziałam- Mamusiu, kocham Cię- zdążyłam to jeszcze powiedzieć, nim znikła już, na zawsze.
Ciąg dalszy nastąpi...
_________________
Trochę muzyki:
"Chciałabym być kimś innym, lepszym ale to się nigdy nie stanie. Jestem tym kim jestem i nie dam rady się zmienić."
.............
Dziękuję wszystkim, którzy komentują mojego bloga:) Zebranych jest już ich 50! <3
Tagi:
Opowiadanie
-Skąd wy, z Emilią tak naprawdę się znacie?
-Em była moją dziewczyną, kilka lat temu- odrzekł szybko
-Byliście ze sobą blisko?
-Wyraz "moja dziewczyna" mówi samo przez się.
Spuściłam głowę, patrząc na żwirową ścieżkę.
Zauważyłam, że od jakiegoś czasu oddalamy się od siebie, a konkretnie od spotkania z eks-dziewczyną.
Jake zachowuje się teraz inaczej, z dystansem, ogranicza się do trzymania mnie za rękę.
Byłam wręcz pewna, że czeka nas poważna rozmowa. Nie myliłam się:
-Musimy porozmawiać- rzekł Jake.
Pomimo to, że byłam przygotowana na ten moment, wzdrygnęłam się.
Przez te kilka dni przywiązałam się do Jacoba. Stał się dla mnie kimś bliskim.
-Dobrze, a więc porozmawiajmy- odrzekłam zachrypniętym głosem. Szybko odchrząknęłam.
Stanął przede mną, włożył ręce do kieszeni i popatrzył śmiałym i lodowatym wzrokiem:
-Nie chcę cię już
Zamurowało mnie. myślałam o wielu, długich przemowach, w których określiłby to, co powiedział w czterech słowach. Nie powiem- zabolało mnie to trochę, ale jednak chciałam być twarda do końca, który nadchodził już bardzo szybko.
-Rozumiem- odparłam hardym głosem.
Nie wiedziałam, że jestem aż tak dobrą aktorką: uśmiechnęłam się kpiąco i odwróciłam się na pięcie, idąc w drugą stronę. Nie obejrzałam się ani razu. Po prostu szłam, do bliżej nieokreślonego celu.
Nieświadomie doszłam do biblioteki Jackoba. Zdziwiłam się- dlaczego tam przyszłam?
Rozejrzałam się po nieco półkach, szukając na te pytanie rozwiązanie. Znalazłam odpowiedź- a była to bardzo stara księga, wykonana z solidnej okładki i już zżółkłych kartek- "Mity i dzieje wampirów".
Pośpiesznie wyciągnęłam ją, przekartkowałam i zaczęłam biec do oddalonego kontynentu, aby zostawić przeszłość za sobą i dać czas przyszłości, z tajemniczą książką w dłoni.
_______________
Trochę muzyki:
"Życie to wielki dar- nie zamierzam go marnować" - Titanic
...........
Jak widzicie sami- wróciłam! :)
Podczas mojej nieobecności szczególnie myślałam nad tym, jak Was "przyciągnąć" do mojego bloga. Stwierdziłam, że będę dodawać myśli/motta pod rozdziałem i/lub jakiś teledysk muzyczny. Co Wy na to?
Dzięki za 7 komentarzy pod ostatnim rozdziałem :*
-Em była moją dziewczyną, kilka lat temu- odrzekł szybko
-Byliście ze sobą blisko?
-Wyraz "moja dziewczyna" mówi samo przez się.
Spuściłam głowę, patrząc na żwirową ścieżkę.
Zauważyłam, że od jakiegoś czasu oddalamy się od siebie, a konkretnie od spotkania z eks-dziewczyną.
Jake zachowuje się teraz inaczej, z dystansem, ogranicza się do trzymania mnie za rękę.
Byłam wręcz pewna, że czeka nas poważna rozmowa. Nie myliłam się:
-Musimy porozmawiać- rzekł Jake.
Pomimo to, że byłam przygotowana na ten moment, wzdrygnęłam się.
Przez te kilka dni przywiązałam się do Jacoba. Stał się dla mnie kimś bliskim.
-Dobrze, a więc porozmawiajmy- odrzekłam zachrypniętym głosem. Szybko odchrząknęłam.
Stanął przede mną, włożył ręce do kieszeni i popatrzył śmiałym i lodowatym wzrokiem:
-Nie chcę cię już
Zamurowało mnie. myślałam o wielu, długich przemowach, w których określiłby to, co powiedział w czterech słowach. Nie powiem- zabolało mnie to trochę, ale jednak chciałam być twarda do końca, który nadchodził już bardzo szybko.
-Rozumiem- odparłam hardym głosem.
Nie wiedziałam, że jestem aż tak dobrą aktorką: uśmiechnęłam się kpiąco i odwróciłam się na pięcie, idąc w drugą stronę. Nie obejrzałam się ani razu. Po prostu szłam, do bliżej nieokreślonego celu.
Nieświadomie doszłam do biblioteki Jackoba. Zdziwiłam się- dlaczego tam przyszłam?
Rozejrzałam się po nieco półkach, szukając na te pytanie rozwiązanie. Znalazłam odpowiedź- a była to bardzo stara księga, wykonana z solidnej okładki i już zżółkłych kartek- "Mity i dzieje wampirów".
Pośpiesznie wyciągnęłam ją, przekartkowałam i zaczęłam biec do oddalonego kontynentu, aby zostawić przeszłość za sobą i dać czas przyszłości, z tajemniczą książką w dłoni.
Ciąg dalszy nastąpi...
_______________
Trochę muzyki:
"Życie to wielki dar- nie zamierzam go marnować" - Titanic
...........
Jak widzicie sami- wróciłam! :)
Podczas mojej nieobecności szczególnie myślałam nad tym, jak Was "przyciągnąć" do mojego bloga. Stwierdziłam, że będę dodawać myśli/motta pod rozdziałem i/lub jakiś teledysk muzyczny. Co Wy na to?
Dzięki za 7 komentarzy pod ostatnim rozdziałem :*
Tagi:
Opowiadanie
Moi drodzy!
Dziękuję Wam, ze czytacie mojego bloga, ale muszę go tymczasowo zawiesić...
Nie wyrabiam się z lekcjami, mam wiele sprawdzianów i jeszcze codziennie chodzę na basen, albo gimnastykę (mam wadę postawy).
Myślę, że wrócę do Was, za 2-3 tygodnie, z nowym zapałem do pisania:) Mam nadzieję że będziecie czekać, co ? :)
Gdy znajdę czas, to obiecuję, będę czytać wasze notki, rozdziały... Ale mam prośbę- możecie mi wysyłać w jakiś sposób informacje o NN?
Dziękuję za wszystko :*
Do zobaczenia! :*
Dziękuję Wam, ze czytacie mojego bloga, ale muszę go tymczasowo zawiesić...
Nie wyrabiam się z lekcjami, mam wiele sprawdzianów i jeszcze codziennie chodzę na basen, albo gimnastykę (mam wadę postawy).
Myślę, że wrócę do Was, za 2-3 tygodnie, z nowym zapałem do pisania:) Mam nadzieję że będziecie czekać, co ? :)
Gdy znajdę czas, to obiecuję, będę czytać wasze notki, rozdziały... Ale mam prośbę- możecie mi wysyłać w jakiś sposób informacje o NN?
Dziękuję za wszystko :*
Do zobaczenia! :*
Tagi:
Informacje
Gdy przyszedł kolejny dzień, nie byłam pewna już niczego.
Czy ja w ogóle kocham Jacoba? Wczoraj wydawało mi się, że tak, ale dziś patrzę na wszystko z innej strony.
Może to być po prostu zachowanie na podstawie: przyjaciel mnie zostawił, a więc muszę mu zrobić na złość, pokazać, że mi nie zależy i znaleźć innego?
Nie wiem! Czuję się źle z obrotu tej sprawy! Po co ja całowałam Jacoba? Z jednej strony to dobrze, z drugiej źle!
Myślę, że jednak, pomimo wszystko Jack jest nadal dla mnie kimś bliskim. Nie chcę jednak wykonać pierwszego kroku. Jeżeli Jackowi zależy, to niech przyjdzie, wytłumaczy się. Nie czekam na przeprosiny. Po prostu chcę wiedzieć, czy Jack chce to wszystko naprawić. Wtedy będę pewnie skłonna mu wybaczyć.
Rozmyślałam tak, patrząc na ocean. Jego fale rozpryskiwały się o skały, powracając do oceanu. 'One mają przynajmniej jakiś cel w życiu'-pomyślałam 'One wiedzą, że i tak wrócą w te same miejsce. Ich cel jest ciągle taki sam. A mój cel? Czym jest? Czy on istnieje?'.
Poczułam czyjąś rękę dotykającą mojej.
-Idziemy?- usłyszałam szept
Popatrzyłam na Jacoba zaspanymi oczami, mimo że nie spałam:
-Ale gdzie?
-No, mówiłem Ci przecież, kochanie, że chciałem podejść do Emilii.
-Jakiej Emilii?- nie nadążałam
-To taka moja znajoma. Chciałem się coś dowiedzieć, a potem pójdziemy tam, gdzie ty będziesz chciała.
-Nie możemy pójść jutro? Już się rozjaśnia.- Jake nadal nic nie wiedział o mojej i Jacka tajemnicy
-Dobrze. A gdzie teraz idziemy? Jaki dom wybierasz?
Poczułam ciepły pocałunek na moim policzku
-Nie wiem... chodźmy... może znajdziemy po drodze jakiś.
Szliśmy małą, kamienną dróżką, na zachód. Nie śpieszyliśmy się.
Jackob nadal obejmował mnie ramieniem i wypytywał o różne, błahe rzeczy. Ogólnie było miło, gdyby nie poczucie winy, które mnie ogarnęło. Gdybym teraz opuściła Jackoba, byłoby mi z tym źle. Czuję, że chłopak mnie kocha. Nie byłabym w stanie kogoś zranić w tak okrutny sposób. Nie chcę odejść od niego. Na razie.
Dzień minął szybko. Ulokowaliśmy się w niewielkim domu. Niestety wybrałam jeden z najgorszych. Był tam styl bardziej starodawny, który przypominał mi człowiecze lata. Nie chciałam wspominać tych okrutnych lat, ale wspomnienia same powracały. Byłam spięta. Jake to wyczuł i próbował rozluźnić mnie, lekką rozmową, ale nie udawało mu się. Gdy pytał się mnie na przykład o moje dawne życie, znowu robiłam się smutna i zdenerwowana.
Odetchnęłam z ulgą dopiero, gdy wyszliśmy z tego feralnego domu. Jake czując moje rozluźnienie, uśmiechnął się i prowadził do znajomej, Emilii.
Droga nie była długa. Przebiegliśmy ją w niecałą godzinę.
Spotkaliśmy się ze znajomą Jackoba w parku.
Emilia była bardzo, bardzo, ale to bardzo ładna. Przy niej miałam kompleksy. Miała długie, lekko falowane, blond włosy, błękitne oczy i idealnie wykrojone, różane usta.
Jack podszedł do niej i uściskał na powitanie, mówiąc:
-Cześć, Em. Ślicznie wyglądasz.
-Dzięki- odpowiedziała- a ty kim jesteś?- spytała się mnie uprzejmym tonem
-Cześć, jestem Meggie, miło mi Cię poznać- powiedziałam, wyciągając rękę w jej stronę. Uścisnęła ją przyjaźnie.
-Dobra, dobra... przejdźmy do sedna sprawy. Chciałaś ze mną rozmawiać?- Jake widocznie się niecierpliwił
-Tak, martwiłam się. Myślałam, że coś Ci się stało!
-A dlaczego miałoby mi się coś stać?
-Miałam nieciekawą wizję- mruknęła
-Co w niej było?
-Leżałeś, nieżywy.
-Oh... widzę że twoje zdolności paranormalne Cię zawodzą- żartował- Nic mi nie jest. Jak widzisz, żyję jeszcze...
-Jak to nieżywy?- przerwałam mu
-Ja mam zdolności widzenia, co dzieje się niedobrego w danej chwili. Widziałam Jackoba w jakiejś mokrej, zimnej piwnicy... wokół niego unosiła się dziwna mgła... ale widocznie pomyliłam się. Może to nie był on.
-Widocznie tak...- powiedziałam cicho. Od razu na myśl przyszedł mi Jack.
.........
Tak wyobrażam sobie Emilię:
Czy ja w ogóle kocham Jacoba? Wczoraj wydawało mi się, że tak, ale dziś patrzę na wszystko z innej strony.
Może to być po prostu zachowanie na podstawie: przyjaciel mnie zostawił, a więc muszę mu zrobić na złość, pokazać, że mi nie zależy i znaleźć innego?
Nie wiem! Czuję się źle z obrotu tej sprawy! Po co ja całowałam Jacoba? Z jednej strony to dobrze, z drugiej źle!
Myślę, że jednak, pomimo wszystko Jack jest nadal dla mnie kimś bliskim. Nie chcę jednak wykonać pierwszego kroku. Jeżeli Jackowi zależy, to niech przyjdzie, wytłumaczy się. Nie czekam na przeprosiny. Po prostu chcę wiedzieć, czy Jack chce to wszystko naprawić. Wtedy będę pewnie skłonna mu wybaczyć.
Rozmyślałam tak, patrząc na ocean. Jego fale rozpryskiwały się o skały, powracając do oceanu. 'One mają przynajmniej jakiś cel w życiu'-pomyślałam 'One wiedzą, że i tak wrócą w te same miejsce. Ich cel jest ciągle taki sam. A mój cel? Czym jest? Czy on istnieje?'.
Poczułam czyjąś rękę dotykającą mojej.
-Idziemy?- usłyszałam szept
Popatrzyłam na Jacoba zaspanymi oczami, mimo że nie spałam:
-Ale gdzie?
-No, mówiłem Ci przecież, kochanie, że chciałem podejść do Emilii.
-Jakiej Emilii?- nie nadążałam
-To taka moja znajoma. Chciałem się coś dowiedzieć, a potem pójdziemy tam, gdzie ty będziesz chciała.
-Nie możemy pójść jutro? Już się rozjaśnia.- Jake nadal nic nie wiedział o mojej i Jacka tajemnicy
-Dobrze. A gdzie teraz idziemy? Jaki dom wybierasz?
Poczułam ciepły pocałunek na moim policzku
-Nie wiem... chodźmy... może znajdziemy po drodze jakiś.
Szliśmy małą, kamienną dróżką, na zachód. Nie śpieszyliśmy się.
Jackob nadal obejmował mnie ramieniem i wypytywał o różne, błahe rzeczy. Ogólnie było miło, gdyby nie poczucie winy, które mnie ogarnęło. Gdybym teraz opuściła Jackoba, byłoby mi z tym źle. Czuję, że chłopak mnie kocha. Nie byłabym w stanie kogoś zranić w tak okrutny sposób. Nie chcę odejść od niego. Na razie.
Dzień minął szybko. Ulokowaliśmy się w niewielkim domu. Niestety wybrałam jeden z najgorszych. Był tam styl bardziej starodawny, który przypominał mi człowiecze lata. Nie chciałam wspominać tych okrutnych lat, ale wspomnienia same powracały. Byłam spięta. Jake to wyczuł i próbował rozluźnić mnie, lekką rozmową, ale nie udawało mu się. Gdy pytał się mnie na przykład o moje dawne życie, znowu robiłam się smutna i zdenerwowana.
Odetchnęłam z ulgą dopiero, gdy wyszliśmy z tego feralnego domu. Jake czując moje rozluźnienie, uśmiechnął się i prowadził do znajomej, Emilii.
Droga nie była długa. Przebiegliśmy ją w niecałą godzinę.
Spotkaliśmy się ze znajomą Jackoba w parku.
Emilia była bardzo, bardzo, ale to bardzo ładna. Przy niej miałam kompleksy. Miała długie, lekko falowane, blond włosy, błękitne oczy i idealnie wykrojone, różane usta.
Jack podszedł do niej i uściskał na powitanie, mówiąc:
-Cześć, Em. Ślicznie wyglądasz.
-Dzięki- odpowiedziała- a ty kim jesteś?- spytała się mnie uprzejmym tonem
-Cześć, jestem Meggie, miło mi Cię poznać- powiedziałam, wyciągając rękę w jej stronę. Uścisnęła ją przyjaźnie.
-Dobra, dobra... przejdźmy do sedna sprawy. Chciałaś ze mną rozmawiać?- Jake widocznie się niecierpliwił
-Tak, martwiłam się. Myślałam, że coś Ci się stało!
-A dlaczego miałoby mi się coś stać?
-Miałam nieciekawą wizję- mruknęła
-Co w niej było?
-Leżałeś, nieżywy.
-Oh... widzę że twoje zdolności paranormalne Cię zawodzą- żartował- Nic mi nie jest. Jak widzisz, żyję jeszcze...
-Jak to nieżywy?- przerwałam mu
-Ja mam zdolności widzenia, co dzieje się niedobrego w danej chwili. Widziałam Jackoba w jakiejś mokrej, zimnej piwnicy... wokół niego unosiła się dziwna mgła... ale widocznie pomyliłam się. Może to nie był on.
-Widocznie tak...- powiedziałam cicho. Od razu na myśl przyszedł mi Jack.
Ciąg dalszy nastąpi...
.........
Tak wyobrażam sobie Emilię:
Tagi:
Opowiadanie
***według Jacka***
Dlaczego to powiedziałem? Jestem cholernym idiotom! I jeszcze za nią nie poszedłem!
Osobie, której zawdzięczam prawdopodobnie życie powiedziałem "spadaj"! Aż nie chcę się znać!
Dlaczego powiedziałem akurat te słowo jej? Ehh... moje słowa wypływały wtedy, zanim zdążyły dojść do mózgu.
Jeszcze kolejny błąd, który popełniłem to to, że zacząłem jej szukać dopiero po pewnym czasie. Padał deszcz, a trop się zmył.
Chcę jej teraz powiedzieć 'przepraszam' i 'dziękuję Ci za wszystko', ale nigdzie jej nie ma! Szukam, szukam i ... nic!
Co mam teraz zrobić? No co?
Na razie nie zamierzać zaprzestać poszukiwań.
Minął już tydzień. A Meggie... jakby rozmyła się w powietrzu... Mam już dość. Nie wiem, co się stało... brak mi sił... nie szukam dalej.
Właśnie szedłem bardzo wolnym krokiem do jedynej osoby, która mi została- do Adele, gdy nagle mignęła mi przed oczami sylwetka Meggie. Popatrzyłem w tamtą stronę, mrużąc oczy. Była to wielka odległość, nawet dla wampira.
Faktycznie- była tam osoba PODOBNA do mojej byłej przyjaciółki, ale to nie była ona.
Jakaś wysoka, ciemna postać obejmowała ją ramieniem. Szli po kamiennej dróżce. Była noc, a wiec nie mogłem tym bardziej ujrzeć twarzy, ale byłem pewny, że te osoby są w sobie zakochane.
Zachmurzyłem się jeszcze bardziej. Niektórzy spotkali swoją drugą połówkę, ale nie ja. Czy miłość w ogóle istnieje?
Może to po prostu złudzenie- mieszanka zauroczenia i przywiązania? Ciekawe, czy kiedykolwiek się dowiem...
Zgarbiłem się, przyspieszyłem kroku i zacząłem przedzierać się przez deszcz, który właśnie sączył się z nieba, do Adele.
.............
Chciałam, abyście poznali historię z drugiej strony, innej perspektywy. Mam nadzieję że się udało?
Liczę na Wasze komentarze! Dla was to kilka sekund, a dla mnie to coś bardzo ważnego!
Dlaczego to powiedziałem? Jestem cholernym idiotom! I jeszcze za nią nie poszedłem!
Osobie, której zawdzięczam prawdopodobnie życie powiedziałem "spadaj"! Aż nie chcę się znać!
Dlaczego powiedziałem akurat te słowo jej? Ehh... moje słowa wypływały wtedy, zanim zdążyły dojść do mózgu.
Jeszcze kolejny błąd, który popełniłem to to, że zacząłem jej szukać dopiero po pewnym czasie. Padał deszcz, a trop się zmył.
Chcę jej teraz powiedzieć 'przepraszam' i 'dziękuję Ci za wszystko', ale nigdzie jej nie ma! Szukam, szukam i ... nic!
Co mam teraz zrobić? No co?
Na razie nie zamierzać zaprzestać poszukiwań.
Minął już tydzień. A Meggie... jakby rozmyła się w powietrzu... Mam już dość. Nie wiem, co się stało... brak mi sił... nie szukam dalej.
Właśnie szedłem bardzo wolnym krokiem do jedynej osoby, która mi została- do Adele, gdy nagle mignęła mi przed oczami sylwetka Meggie. Popatrzyłem w tamtą stronę, mrużąc oczy. Była to wielka odległość, nawet dla wampira.
Faktycznie- była tam osoba PODOBNA do mojej byłej przyjaciółki, ale to nie była ona.
Jakaś wysoka, ciemna postać obejmowała ją ramieniem. Szli po kamiennej dróżce. Była noc, a wiec nie mogłem tym bardziej ujrzeć twarzy, ale byłem pewny, że te osoby są w sobie zakochane.
Zachmurzyłem się jeszcze bardziej. Niektórzy spotkali swoją drugą połówkę, ale nie ja. Czy miłość w ogóle istnieje?
Może to po prostu złudzenie- mieszanka zauroczenia i przywiązania? Ciekawe, czy kiedykolwiek się dowiem...
Zgarbiłem się, przyspieszyłem kroku i zacząłem przedzierać się przez deszcz, który właśnie sączył się z nieba, do Adele.
Ciąg dalszy nastąpi...
.............
Chciałam, abyście poznali historię z drugiej strony, innej perspektywy. Mam nadzieję że się udało?
Liczę na Wasze komentarze! Dla was to kilka sekund, a dla mnie to coś bardzo ważnego!
Tagi:
Opowiadanie
To naturalne, biegłam teraz do osoby, której ufałam, czyli do Jacoba.
Spotkałam go tam, gdzie i zostawiłam- w bibliotece.
Uśmiechnął się na mój widok:
-Fajnie że jednak przyszłaś. Czekałem na ciebie.
-Miło być chcianą w jakimś miejscu. Dzięki.
-Ale dlaczego tak wtedy odeszłaś? Martwiłem się.
-Nie chcę o tym mówić. Przepraszam.
-Rozumiem Cię.
Po chwili ciszy spytał:
-Co masz w torbie?
-To może głupio będzie brzmieć, ale znalazłam ciekawą książkę i wzięłam sobie... Ale teraz odnoszę- czułam, że powoli robię z siebie idiotkę. Podałam mu ją szybko
-"Mity i dzieje wampirów"?! Ciekawy wybór
-Ma dobrą recenzję. Może kiedyś poczytasz?
-Taakkk... szczególnie, że ta książka ma ponad 1000 lat i jest napisana nieznanym mi pismem.
Wzięłam od niego książkę i otworzyłam. Faktycznie- znajdowało się tam jakieś dziwne pismo. "Jesteś idiotką"- pomyślałam.
Popatrzył na mnie z zamyśleniem:
-Jesteś taka inna...
-Stuknięta?
-Tego nie powiedziałem. Myślałem bardziej o określeniu tajemniczej.- po chwili dodał- wiesz dlaczego tak myślę?
-Domyślam się.
Popatrzył mi głęboko w oczy
-Chciałbym, żebyś wiedziała. Nigdy nie zamierzam naciskać. Jak masz jakieś tajemnice to miej. One są czasem potrzebne.
-Mam taką nadzieję.
Po chwili znowu dodał:
-Naprawdę cieszę się, że wróciłaś.
Uśmiechnęłam się szeroko.
Jacob złapał mnie za rękę w jednoznacznym geście. Próbowałam ja wyrwać, ale trzymał ją mocno:
-Zawsze będę na Ciebie czekać, niezależnie od sytuacji- przybliżył się do mnie- kocham cię- powiedział z uczuciem
Wiedziałam, byłam pewna, że chce mnie pocałować. Cofnęłam się o krok
-Jake, obawiam się, że nie czuję tego samego do Ciebie. Jesteś dla mnie przyjacielem.
-Nie martw się, będę na Ciebie czekać- pogładził mnie leciutko po policzku.
Zadrżałam pod jego dotykiem. Jego skóra jest taka miękka... Nim się obejrzałam, pocałowałam go w usta, przyciągając do siebie. Przebiegł po mnie dreszczyk, gdy odwzajemnił mój pocałunek, ale opanowałam się, odsuwając.
Wymamrotałam cicho:
-Przepraszam
Zaśmiał się:
-I ty, kobieto mówisz mi, że nie odwzajemniasz tego uczucia?!
Spuściłam głowę:
-Tak jakoś samo wyszło
Po chwili ciszy Jackob powiedział:
-Kocham cię i nic tego nie zmieni. Spodobałaś mi się już w pierwszym dniu poznania. Będę z tobą, jeśli ty będziesz chciała być ze mną.
-A czy ja coś mówię, że nie chcę być z tobą?
Uśmiechnęliśmy się oboje.
Pocałowałam go drugi raz, tyle że z większym uczuciem.
..............
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze!:) Jest nowy rekord! Aż 5 pod ostatnim rozdziałem!:)
Starałam się napisać dłuższy rozdział, ale nie wyszło. Przepraszam, ale dłuższych nie potrafię pisać. :(
Spotkałam go tam, gdzie i zostawiłam- w bibliotece.
Uśmiechnął się na mój widok:
-Fajnie że jednak przyszłaś. Czekałem na ciebie.
-Miło być chcianą w jakimś miejscu. Dzięki.
-Ale dlaczego tak wtedy odeszłaś? Martwiłem się.
-Nie chcę o tym mówić. Przepraszam.
-Rozumiem Cię.
Po chwili ciszy spytał:
-Co masz w torbie?
-To może głupio będzie brzmieć, ale znalazłam ciekawą książkę i wzięłam sobie... Ale teraz odnoszę- czułam, że powoli robię z siebie idiotkę. Podałam mu ją szybko
-"Mity i dzieje wampirów"?! Ciekawy wybór
-Ma dobrą recenzję. Może kiedyś poczytasz?
-Taakkk... szczególnie, że ta książka ma ponad 1000 lat i jest napisana nieznanym mi pismem.
Wzięłam od niego książkę i otworzyłam. Faktycznie- znajdowało się tam jakieś dziwne pismo. "Jesteś idiotką"- pomyślałam.
Popatrzył na mnie z zamyśleniem:
-Jesteś taka inna...
-Stuknięta?
-Tego nie powiedziałem. Myślałem bardziej o określeniu tajemniczej.- po chwili dodał- wiesz dlaczego tak myślę?
-Domyślam się.
Popatrzył mi głęboko w oczy
-Chciałbym, żebyś wiedziała. Nigdy nie zamierzam naciskać. Jak masz jakieś tajemnice to miej. One są czasem potrzebne.
-Mam taką nadzieję.
Po chwili znowu dodał:
-Naprawdę cieszę się, że wróciłaś.
Uśmiechnęłam się szeroko.
Jacob złapał mnie za rękę w jednoznacznym geście. Próbowałam ja wyrwać, ale trzymał ją mocno:
-Zawsze będę na Ciebie czekać, niezależnie od sytuacji- przybliżył się do mnie- kocham cię- powiedział z uczuciem
Wiedziałam, byłam pewna, że chce mnie pocałować. Cofnęłam się o krok
-Jake, obawiam się, że nie czuję tego samego do Ciebie. Jesteś dla mnie przyjacielem.
-Nie martw się, będę na Ciebie czekać- pogładził mnie leciutko po policzku.
Zadrżałam pod jego dotykiem. Jego skóra jest taka miękka... Nim się obejrzałam, pocałowałam go w usta, przyciągając do siebie. Przebiegł po mnie dreszczyk, gdy odwzajemnił mój pocałunek, ale opanowałam się, odsuwając.
Wymamrotałam cicho:
-Przepraszam
Zaśmiał się:
-I ty, kobieto mówisz mi, że nie odwzajemniasz tego uczucia?!
Spuściłam głowę:
-Tak jakoś samo wyszło
Po chwili ciszy Jackob powiedział:
-Kocham cię i nic tego nie zmieni. Spodobałaś mi się już w pierwszym dniu poznania. Będę z tobą, jeśli ty będziesz chciała być ze mną.
-A czy ja coś mówię, że nie chcę być z tobą?
Uśmiechnęliśmy się oboje.
Pocałowałam go drugi raz, tyle że z większym uczuciem.
Ciąg dalszy nastąpi...
..............
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze!:) Jest nowy rekord! Aż 5 pod ostatnim rozdziałem!:)
Starałam się napisać dłuższy rozdział, ale nie wyszło. Przepraszam, ale dłuższych nie potrafię pisać. :(
Tagi:
Opowiadanie
Drodzy czytelnicy!
Nudzi wam się nie raz na kompie? Nie macie co robić? Zapraszam was na bloga mojej przyjaciółki - jbstoryjb.bloblo.pl .
Jej opowiadanie jest bardzo ciekawe:):)
Nudzi wam się nie raz na kompie? Nie macie co robić? Zapraszam was na bloga mojej przyjaciółki - jbstoryjb.bloblo.pl .
Jej opowiadanie jest bardzo ciekawe:):)
Tagi:
Polecam
Leżałam na trawie, wystawiając twarz do słońca. Promienie leciutko muskały moją skórę.
-Skąd wiedziałaś?- rzekł cicho Jack
-Po prostu wróciłam i zaczęłam Cię szukać. Domyśliłam się, kogo to była sprawka- uśmiechnęłam się
-Jak leżałem... to było niezwykłe uczucie. Czułem się taki beztroski... Jakbym zapadł w długi, przyjemny sen- rozmarzył się
-Tak... a ja w tym czasie przeżywałam szok. Bałam się o ciebie.
-Dziękuję Ci, że mnie uratowałaś, że przybyłaś akurat wtedy.
-Chciałam Ci coś dać
-Co takiego?
Podniosłam się na łokciu i wyciągnęłam z torby ciężką, grubą, starą, tak bardzo upragnioną książkę. Podałam ją Jackowi ze zwycięskim uśmiechem.
On przeczytał jej tytuł, zaglądnął do środka i szybko zamknął, patrząc na mnie z szokiem.
-Skąd ty to masz?
-Zgaduję, że to jest ta książka, którą chciałeś zdobyć?
Pokiwał głową
-To więcej informacji na ten temat Ci nie potrzeba- uśmiechnęłam się tajemniczo- mam swoje źródła.
Otworzył książkę jeszcze raz, tyle że na pierwszej stronie.
-Myślę, że jest tu wiele informacji, które mogłyby nam pomóc, odpowiedzieć na wiele pytań.
-Obiecaj mi tylko jedno- powiedziałam to bardzo cicho, smutniejąc
-Co takiego?
-Nie chciej się zmieniać. Nie chciej być kimś innym, niż tym, kim jesteś obecnie.
Spuścił oczy
-To nie jest takie łatwe. Nigdy nie chciałem być wampirem.
-Ale można się pogodzić z tym
-Próbuję, ale nie zawsze się udaje. Jedynym rozwiązaniem jest to, aby być człowiekiem. Pomyśl tylko- możesz normalnie rozmawiać z człowiekiem, nie musząc kontrolować się. Żyjesz, myśląc niewiele, mając potępione zmysły. Starzejesz się, a twoje serce bije. Gdy twoje życie przestanie nabierać sensu, możesz wtedy skończyć ze sobą skacząc z mostu, albo stracić świadomość, stając się alkoholikiem lub narkomanem. A teraz powiedz, która opcja jest dostępna dla nas?
Zaczęłam nieśmiało mówić
-Zauważ, nasze życie też ma parę pozytywnych cech. Ludzie chcieliby być takimi, jak i my. Szczególnie kobiety- np. nie starzeć się. Mężczyźni- być szybcy, silni...
-Tak... ale te cechy znudziły mi się już. Chcę być kimś innym, doświadczyć czegoś innego.
-Obiecasz mi to? Że nie poruszymy tego tematu i nie będziesz chciał być człowiekiem?
-Nie, nie mogę Ci tego obiecać. Dlaczego oczekujesz tego ode mnie?
-Więc Ci rozkazuję! Teraz, gdy jesteś wampirem, nie grozi Ci niebezpieczeństwo, jesteś najsilniejszy, a gdy będziesz człowiekiem...
Zerwał się na nogi
-Kim ty dla mnie jesteś, żeby mi rozkazywać? Znamy się od niedawna- zaczął krzyczeć- zrobię to co chcę. Spadaj!
Wstałam również
-Dziękuję Ci za wszystko- wyrwałam księgę z jego rąk- Żegnaj- powiedziałam, czując już tylko smutek, porzucenie i rozpacz.
Biegłam, nie słysząc nic, nie czując nic. Darzyłam Jacka głębokimi uczuciami. A on mnie zranił.
Nie jestem idealna, wiem o tym, ale nie łamię podstawowych warunków przyjaźni.
Dla osoby, której zaufałam dałabym i zrobiłabym wszystko, ale ta osoba tego nie docenia, niestety.
Z oczu zaczęły wypływać mi łzy. Co ja tak złego zrobiłam, aby tak mnie traktowano? Dlaczego?
Myślę, ze nikt nie zna na to odpowiedzi.
...........
Heh... dziwny rozdział wyszedł... Wpadłam w melancholijny nastrój... zabawne :D
Dzięki za 1000 wejść :) <3
-Skąd wiedziałaś?- rzekł cicho Jack
-Po prostu wróciłam i zaczęłam Cię szukać. Domyśliłam się, kogo to była sprawka- uśmiechnęłam się
-Jak leżałem... to było niezwykłe uczucie. Czułem się taki beztroski... Jakbym zapadł w długi, przyjemny sen- rozmarzył się
-Tak... a ja w tym czasie przeżywałam szok. Bałam się o ciebie.
-Dziękuję Ci, że mnie uratowałaś, że przybyłaś akurat wtedy.
-Chciałam Ci coś dać
-Co takiego?
Podniosłam się na łokciu i wyciągnęłam z torby ciężką, grubą, starą, tak bardzo upragnioną książkę. Podałam ją Jackowi ze zwycięskim uśmiechem.
On przeczytał jej tytuł, zaglądnął do środka i szybko zamknął, patrząc na mnie z szokiem.
-Skąd ty to masz?
-Zgaduję, że to jest ta książka, którą chciałeś zdobyć?
Pokiwał głową
-To więcej informacji na ten temat Ci nie potrzeba- uśmiechnęłam się tajemniczo- mam swoje źródła.
Otworzył książkę jeszcze raz, tyle że na pierwszej stronie.
-Myślę, że jest tu wiele informacji, które mogłyby nam pomóc, odpowiedzieć na wiele pytań.
-Obiecaj mi tylko jedno- powiedziałam to bardzo cicho, smutniejąc
-Co takiego?
-Nie chciej się zmieniać. Nie chciej być kimś innym, niż tym, kim jesteś obecnie.
Spuścił oczy
-To nie jest takie łatwe. Nigdy nie chciałem być wampirem.
-Ale można się pogodzić z tym
-Próbuję, ale nie zawsze się udaje. Jedynym rozwiązaniem jest to, aby być człowiekiem. Pomyśl tylko- możesz normalnie rozmawiać z człowiekiem, nie musząc kontrolować się. Żyjesz, myśląc niewiele, mając potępione zmysły. Starzejesz się, a twoje serce bije. Gdy twoje życie przestanie nabierać sensu, możesz wtedy skończyć ze sobą skacząc z mostu, albo stracić świadomość, stając się alkoholikiem lub narkomanem. A teraz powiedz, która opcja jest dostępna dla nas?
Zaczęłam nieśmiało mówić
-Zauważ, nasze życie też ma parę pozytywnych cech. Ludzie chcieliby być takimi, jak i my. Szczególnie kobiety- np. nie starzeć się. Mężczyźni- być szybcy, silni...
-Tak... ale te cechy znudziły mi się już. Chcę być kimś innym, doświadczyć czegoś innego.
-Obiecasz mi to? Że nie poruszymy tego tematu i nie będziesz chciał być człowiekiem?
-Nie, nie mogę Ci tego obiecać. Dlaczego oczekujesz tego ode mnie?
-Więc Ci rozkazuję! Teraz, gdy jesteś wampirem, nie grozi Ci niebezpieczeństwo, jesteś najsilniejszy, a gdy będziesz człowiekiem...
Zerwał się na nogi
-Kim ty dla mnie jesteś, żeby mi rozkazywać? Znamy się od niedawna- zaczął krzyczeć- zrobię to co chcę. Spadaj!
Wstałam również
-Dziękuję Ci za wszystko- wyrwałam księgę z jego rąk- Żegnaj- powiedziałam, czując już tylko smutek, porzucenie i rozpacz.
Biegłam, nie słysząc nic, nie czując nic. Darzyłam Jacka głębokimi uczuciami. A on mnie zranił.
Nie jestem idealna, wiem o tym, ale nie łamię podstawowych warunków przyjaźni.
Dla osoby, której zaufałam dałabym i zrobiłabym wszystko, ale ta osoba tego nie docenia, niestety.
Z oczu zaczęły wypływać mi łzy. Co ja tak złego zrobiłam, aby tak mnie traktowano? Dlaczego?
Myślę, ze nikt nie zna na to odpowiedzi.
Ciąg dalszy nastąpi...
...........
Heh... dziwny rozdział wyszedł... Wpadłam w melancholijny nastrój... zabawne :D
Dzięki za 1000 wejść :) <3
Tagi:
Opowiadanie



