day&night

'Pisanie ma wiele wspólnego z czarami.'

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Alex szybko podszedł do przyjaciela i położył mu dłoń na ramieniu, poczuł jedynie wystające, kanciaste kości. Nie zdziwiłby się, gdyby mógł policzyć mu żebra, a nawet dotknąć kości udowych.
-Stan, spokojnie, to ja, Alex. Nic ci nie zrobię.
Chłopak momentalnie przestał panikować i popatrzył na niego nie do końca przytomnym wzrokiem:
-Lepiej, żebyś tu nie wchodził, nawet jeśli to ty. Wiedzą, kiedy kłódka zostaje otwarta.
-Wiem, użyłem czarów, których nie znają.
Widać było, jak te słowa przyniosły Stanowi ulgę. Z nikłym uśmiechem odwrócił lekko głowę pod inny kąt, ale zorientowawszy się, co zrobił, szybko ją cofnął. Jednak nie uszło to uwagi Alexa. Zauważył to, co przyjaciel chciał ukryć. Były to podłużne blizny przecinające twarz, niektóre jeszcze świeże. Alex złapał jego podbródek i ponownie odwrócił twarz ku światłu. Przyjrzał się temu. Fachowa robota magicznym ostrzem. Ktoś, kto to zrobił, chciał wyciągnąć informacje i możliwe, że to mu się udało.
-Kto ci to zrobił?
-Nietrudno zgadnąć.
-Aaron- mruknął, po czym usiadł na lodowatej posadzce.- Czemu stąd nie zwiałeś?
-Myślisz, że nie próbowałem?- wzruszył ramionami- I to nie raz. Tyle, że mam w sobie blockera.
-Co?- prawie krzyknął- Kiedy ci go wszczepili?
-Niedawno. Może z tydzień już będzie.
-Nieźle się trzymasz jak na tydzień.- wyszeptał i pochylił głowę.
-Wiem, jednak już nie długo. Już odebrali mi moce i… wiem, że nie zostało mi wiele czasu. Blocker szybko się rozprzestrzenia. Jeszcze trochę i będę zwykłą, szmacianą lalką bez własnego rozumu.
-Chciałbym coś… ale nie wiem jak. Nie umiem. Specjalizuję się innymi technikami niż oni.
-Wiem, Alex i nie próbuj mnie stąd wyciągnąć. Może mają rację i za bardzo wściubiałem nos w nie swoje sprawy.
-A nie jesteś tu za to, że postradałeś zmysły?
-Ta wiadomość jest tylko dla ludzi niewtajemniczonych. Prawda jest nieco inna. Wiem za dużo. Masz to, Alex i na razie nikomu nie pokazuj. W końcu przyjdzie czas, by tego użyć.
Alex wyciągnął dłoń, a Stan przekrzywił rękę, jakby chcąc coś położyć. Tyle, że na tej ręce nic nie było.
Stan wyjaśnił:
-Nie widzisz tego, bo kiedy jeszcze miałem moc, utworzyłem wokół tego przedmiotu zakłócenia. Widzę to tylko ja. Po jakimś czasie i ty to zauważysz.
-Dobrze- powiedział zmieszany i wsunął rękę do kieszeni, a po chwili ją wyciągnął.
-Idź już. Jak cię tu zauważą, to będzie po tobie i kamieniu.
-Jakim kamieniu?
-Dałem ci go.
-Czyli to jest kamień... No dobrze. Stan, obiecuję, że będę myślał, jak cię stąd wyciągnąć. Tymczasem… trzymaj się. Może się jeszcze spotkamy.
-Wątpię- rzekł gorzko- A teraz idź.

Callie przewróciła się niespokojnie na łóżku, ale spała. Widział ją z pewnej odległości, chociaż była oddzielona pięcioma ścianami. Uśmiechnął się- wiedział, że jest bezpieczna. I musi być. On także chciałby pójść spać i śnić o niej, ale miał jeszcze pewną sprawę na głowie… Rozpocząć wcielać plan w życie, jak usunąć jednego z zawadzających mu ludzi…


Następny rozdział już wkrótce!
___________________
'-Temu dziecku się poszczęściło, że ma takich kochających rodziców. Nie wszystkie ich mają.
-Te, które nie mają, noszą rany w sercach. Te rany są niewidoczne, ale nigdy się nie goją.'

'Troja i pan srebrnego łuku' David Gemmel
Tagi: Opowiadanie4
18.01.2014 o godz. 12:02
-Alex!- wykrzyknął pewien mężczyzna w wieku około dwudziestu pięciu lat.
Chłopak szybko się odwrócił, widząc znajomego, którego nie widział już od kilku lat.
-Siemka Alex, dawno cię nie widziałem, postarzałeś się- rzekł żartobliwie.
-Cześć Dan, nie tylko ja. Ty też się zmieniłeś. Kilka nowych siwych włosów?
-Możliwe, nie dziw się, ostatnio rozmawialiśmy dwa lata temu.
-No tak…- powiedział i zniżył wzrok.
-Myślę, że chciałbyś to wiedzieć: Stan jest w lochach.
Alex błyskawicznie podniósł wzrok i popatrzył w głąb oczu Dan'a.
-Serio mówisz?
-Niestety.
-Dlaczego?
-Postradał zmysły. Sam wiesz, jaki jest on… czuły na cudze nieszczęście. Kazano mu wyciągnąć informacje z jakiegoś człowieka. Oczywiście nie dało się tego inaczej zrobić niż przez tortury...
-Kurde, nieciekawie. Mam nadzieję, że poprawi się mu. A powiedz, co tam u ciebie?
-Nic nowego. Cały czas to samo. A ta Callie, nowa szefowa drugiej siedziby… o co z tym chodzi?
-Właśnie nie wiem. Aaron chce przez to coś pokazać, ale nie wiem co.
-On zawsze ma w czymś jakiś cel, ale tu… ten cel… nie rozumiem o co mu chodzi.
-Ja też- powiedział smutnym głosem i przyjacielskim gestem klepnął go w ramię- Trzymaj się, Dan. Mam nadzieję, że spotkamy się wkrótce.
Odwrócił się szybko i prędko ruszył korytarzem w stronę lochów. Były oddalone najdalej na wschód siedziby, więc czekała go dosyć długa droga do przebycia.
Dan był dla niego przyjacielem, znał go od pięciu lat i zawsze się dobrze dogadywali. Tworzyli jakiś czas temu siedzibową paczkę: Alex, Dan, Stan i Victor. Ten ostatni nie przeżył. Miał pogrzeb niecałe dwa lata temu, jeśli można nazwać to pogrzebem: Aaron spalił jego ciało i wrzucił do oceanu. To Victor spalał całą tą paczkę, dzięki czemu czuli się razem w swoim towarzystwie dobrze, ale jego śmierć zmieniła wszystko. Gdy bliski ci przyjaciel odchodzi do wieczności, to całe twoje życie ulega zmianie, wszystkie twoje nadzieje i marzenia. I tak też się właśnie stało. Wszyscy bardzo przeżyli jego śmierć. I faktycznie: zmieniło się dosłownie wszystko.
Alex zarzucił sobie na głowę kaptur od szarej bluzy i lekko się zgarbił: w środkowej części siedziby- czyli tu, gdzie teraz jest- zna wiele osób, ale niekoniecznie miał ochotę, by z nimi pogadać. Chciał zobaczyć Stan'a i wiedział, że nie ma wiele czasu, więc się musiał streścić.
Prawie przebiegł przez środkową część siedziby, gdy nagle pojawiły się na końcu korytarza- przed który szedł- osoby z konferencji. Alex prędko skręcił: jakoś nie zależało mu na ponownym ich spotkaniu. Gdy przeszli koło niego, ponownie wszedł na korytarz i popędził do lochów. Miał nadzieję spotkać się ze Stanem i przy okazji w miarę możliwości dowiedzieć się, co takiego Aaron i pozostali szukali w lochach.
Gdy dotarł do podstawy nietypowego więzienia, zastąpił mu drogę potężny mężczyzna z karabinem w ręku. Ogolona głowa i muskulatura pokazywała go w świetle niezbyt przyjemnego mordercy. Gdy tylko zastąpił Alex'owi drogę. Był pewien, że nie ma co gadać o takich bredniach jak 'przyszedłem tylko z kimś się spotkać' albo 'Aaron mnie tu przysłał, bo o czymś zapomniał'. Nie było sensu, po za tym nie miał za dużo czasu, a szczególnie na jednego ze strażników więziennych. Prędko dotknął ramienia strażnika, mrucząc pod nosem muda mrefu kukosa fahamu i widząc, jak mężczyzna na początku opuszcza broń, a potem sam bezwładnie opada na posadzkę, prawie przebiegł obok niego. Już i tak był nieźle spóźniony, powinien już wrócić do żółtej siedziby i pilnować, aby do Callie nie gadała z Mattem. Ten chłopak jest podejrzany, jego kartoteka też jest nieciekawa, musi chronić przed nim szefową siedziby a przede wszystkim go pilnować.
Alex przeszukując kilka ostatnich cel zauważył go: chudego, zwiniętego w kulkę chłopaka. Szybko podszedł do krat i dotykając masywnej kłódki wyszeptał: muda kuyeyuka chuma i wszedł szybkimi krokami do środka. Jednak Stan szybko podniósł głowę i popatrzył na niego przerażonymi oczami, mówiąc cichym, błagalnym głosem:
-Nie wchodź tu, nie wchodź tu, nie wchodź!

...............................................
Taki tam przedświąteczny rozdzialik :D Może i powinien być weselszy, ale myślę, że ten także was zadowoli :)
WESOŁYCH ŚWIĄT :***
___________________
'Uwielbiają zadawać ból, krzywdzić i zabijać. To daje im poczucie siły, gdyż tak naprawdę są puści i bezwartościowi.'

'Troja i pan srebrnego łuku' David Gemmel
Tagi: Opowiadanie4
21.12.2013 o godz. 13:51
Siedział w jednym miejscu już kilka godzin. Wszystko go przerastało. Wiedział, że jego pierwszym a zarazem najgorszym błędem jest fakt, że żyje. Nie ma dla niego miejsca. Nigdzie. Gdziekolwiek pójdzie, cokolwiek komuś powie, zawsze będzie to złe. Gdyby chociaż wiedział, gdyby miał przed sobą jedyną ścieżkę, która na pewno jest dobra, to z chęcią by nią poszedł. Tyle że jest wiele dróg, które nie raz skręcają, idą pod górkę lub z górki. Nie raz też można wrócić i nigdy nie wiadomo, co wybrać: zostać czy odejść, żyć czy umrzeć, uśmiechnąć się czy splunąć, dobić czy uratować. Łatwo powiedzieć innym: zrób co najlepsze, gdy się nie wie, co jest dobre, a co złe. Jak prosto się mówi niektórym "ale moje życie jest trudne", gdy tak na prawdę nie przeżyli nawet połowy, przez którą on musiał przejść. Ale… jest coś… jedna, niby mała rzecz, ale jednak bardzo istotna… nadzieja. Niby nic, ale ona o wszystkim decyduje.
Alex wstał wolnym ruchem z podłogi i ruszył w kierunku wyjścia z siedziby. Znał wszystko co tu było jak własną kieszeń. Pole powierzchni wynosiło dokładnie 7,8 kilometra i nie było szansy, żeby zabłądził w jakimkolwiek korytarzu.
Ta siedziba nie była aż taka zła. Dało się tu przeżyć, gorzej było w niebieskiej. Ciągła kontrola Aarona mogła doprowadzić do szału. Cóż… tutaj też pewnie wszystko jest pod jego czujnym okiem, ale przynajmniej nie czuje się jego oddechu na karku, gdy chce się cokolwiek zrobić bez zapytania o zgodę.
Alex szybko się przeteleportował do pierwszej siedziby i zaczął iść do sali konferencyjnej. Musiał o czymś pogadać z ojcem.
Wszedł szybko do sali, zamykając za sobą drzwi. Kiwnął głową do osób zgromadzonych i usiadł na jednym z wolnych krzeseł. Rozejrzał się uważnie i ze zdziwieniem stwierdził, że znajdowały się tu wszystkie ważniejsze osoby z każdej siedziby po kolei. Rzadko kiedy zbierało się takie zgromadzenie, musiało chodzić o coś bardzo ważnego. Zaintrygowany popatrzył na ojca, który spoglądał na niego ze złością w oczach:
-Wyjdź!- warknął
-Słucham? Zawsze mogłem być na konferencjach i jakoś…- zaczął się tłumaczyć Alex
-Wyjdź!- powtórzył z wrogością.
Alex wzruszył ramionami, szybkim gestem wstał z krzesła i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Prawie biegnąc, ruszył korytarzami. Nie da się tak łatwo spławić. Kto jak kto, ale on znał wszystkie zagadki i tajemnice siedziby, a co dopiero że niektóre z nich własnoręcznie stworzył. Przeszedł szybkim tempem jeszcze chwilę, cały czas kierując sie w lewo i wymamrotał pewne słowo, dotykając jednej ze ścian.
Znajdował się właśnie po drugiej stronie sali konferencyjnej i odblokował jedną z licznych blokad głosowych. Przykładając ucho do jednego miejsca w ścianie, mógł usłyszeć, o czym rozmawiają, co też zrobił. Usłyszał głos Michaela:
-…nie sądzę aby z takiej perspektywy mogło się to udać!
-Nawet nie marudź, jeżeli się nie uda, to się ją wyeliminuje, chociaż nie powiem: ma moc większą od niektórych z was.- burknął Aaron
-I dlatego, Aaronie, pomyślałem, aby dołączyć ją dodatkowo do osób wyżej rządzących.- powiedział Steve
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Powinna dołączyć do nas- w tym momencie usłyszał wzburzony szept zebranych, ale kontynuował.- Wtedy może choć przez moment twój syn by zmienił swoje zdanie.
Alex poruszył się, wiedząc, że to o nim mowa.
-Steve! Wiesz przecież, że to istna głupota!- obruszył się Adalbert, stary nauczyciel i przewodnik Alex'a.
-Więc przeprowadźmy głosowanie, na pewno jest wiele osób, które pomimo wszystko poprą moje zdanie. Kto jest za mną?- spytał.
Chwilę później dało się usłyszeć śmiech Adalberta, a Aaron powiedział:
-Ja uważam, że do tej pory wszystko idzie zgodnie z planem i nie są konieczne żadne zmiany.
-Ale ona zaczyna się domyślać- szepnął Michael.
-Pewne błahostki nawet małe dziecko zauważy, więc nie ma co sobie tym zaprzątać głowy.
-Tak! Jak do tej pory wszystko się zgadza! A jak brzmi wasze stanowisko dotyczące następcy dziedzica między braćmi? Obaj mają szansę. - rzekł David.
-To już czas pokaże, tymczasem zapraszam was do sali tortur. Jest to związane z naszym tematem rozmowy. Muszę wam pokazać coś jeszcze ważniejszego, bo tego nie zdołaliśmy przewidzieć.
Alex nagle usłyszał otwierające się drzwi po drugiej stronie sali. Prędko dotknął miejsca, przy którym trzymał ucho i szepnął: wengine lock kubadili. Po czym ruszył przed siebie korytarzem.

___________________
'Tam jest skraj świata z wodospadem spadającym w pustkę.
'
'Troja i pan srebrnego łuku' David Gemmel
Tagi: Opowiadanie4
23.11.2013 o godz. 19:27
Skąd on się tu wziął? Co on tu robił? Callie stała w korytarzu, na wprost swojego przyjaciela, którego nie widziała już od bardzo dawna.
-Co tu robisz?- spytała z ukrytym rozdrażnieniem. On miał przecież… zostać i prowadzić szczęśliwe życie… poza siedzibą, z dala od niej i całej tej Aaroniady… była pewna, że jest bezpieczny.
-Też miło mi cię widzieć, Callie- uśmiechnął się, ale po chwili dodał nieco poważniejszym tonem:- Cały czas myślałem, dlaczego nie powiedziałaś mi, że Aaron zmusił cię, byś tu przyszła. Musiałem uzyskać tą odpowiedź. Jestem dla ciebie nikim?
-Nie! Dlaczego tak uważasz? Jesteś dla mnie kimś ważnym, ale sprawy się… pogmatwały. Nie jest tak jak wcześniej.
-Nie masz pojęcia, jak to było wcześniej. Nie przypominasz sobie, że Aaron usunął ci część pamięci wraz ze wspomnieniami?
Westchnęła głęboko, pocierając czoło:
-Wiem o tym, ale to nie zmienia faktu, że nie powinieneś tu być.
-Ale jestem.
-I ten fakt jest najgorszy. Myślałam, że będziesz bezpieczny… w swoim domu.
-Dużo rzeczy się pozmieniało odkąd się wyprowadziłaś.
-Na przykład?
-Twoi rodzice się wyprowadzili.
-To dobrze- uśmiechnęła się z satysfakcją, splatając ręce na klatce piersiowej.
Spojrzał na nią z wątpliwością i zmarszczył czoło:
-Zmieniłaś się.
-Brawo. Jakby to powiedzieć… nie było innej opcji.
-Szantażują cię?- spytał się zdenerwowany.
-Nie o to chodzi- mruknęła i odwróciła głowę, patrząc na ścianę.
-A o co? Wytłumacz- powiedział błagalnie.
-Wszystko się zmieniło, Matt. Nic nie jest już takie same. Wszystko, co było zbudowane, runęło. To, dlaczego chciało mi się żyć było bezsensowne, ale było. Uszczęśliwiało mnie to, że ty i rodzice jesteście bezpieczni. A ty… przychodzisz sobie tu jak gdyby nigdy nic… I jeszcze pobiłeś Alex'a?
-To przez niego tu jesteś.
Ścisnęła szczęki i popatrzyła się w ziemię. Wiedziała o tym bardzo dobrze, ale… nie zrobił on tego specjalnie, nie wiedział, że jego ojciec jest zły. Przecież został wychowywany na świadomości, że jego rodzic jest kimś wspaniałym…
-Każdy popełnia czasami błędy- mruknęła i dopiero po chwili dodała: -Teraz możesz wracać stąd, skąd przyszedłeś.
-Nie odpuszczę ciebie tak prosto, a po za tym stąd nie można wyjść. Chyba powinnaś dobrze to wiedzieć.
-Czyli każdy jednak to wie, że jestem szefową? Cudownie…- powiedziała ironicznie.
-Chyba tak- mruknął w odpowiedzi, patrząc na swoje buty.
Przez chwilę milczeli, ale w końcu odezwał cię Matt przygaszonym i smutnym głosem:
-Jestem tu dlatego, że… ehh… byłem pewny, a nawet na sto procent przekonany, że nie traktują cię dobrze. Jednak no cóż, zdziwiłem się… nic ci nie jest… to dobrze, ale jesteś nawet… szefową.
-Nie tylko ty jesteś zdziwiony. Nigdy nie chciałam nią być.
-Możliwe- mruknął.
-Od kiedy tu jesteś?
-Od niedawna. Może jakieś dwa-trzy dni. Ciężko tu odróżniać chociażby dzień od nocy… Jesteśmy pod ziemią pustyni, nic dziwnego że nie ma nawet okien.
-Wiem, chętnie bym to zmieniła. Poprzednia siedziba była lepsza. Było chociaż jaśniej.
-Mam złe wspomnienia z tamtą siedzibą.
-Dlaczego?
-To jest długa historia, po za tym nie chce mi się o tym gadać.
-Rozumiem- powiedziała cicho- spróbuję coś wykombinować, abyś stąd wyszedł.
-Ja nie chcę wracać do domu. Nie zrobisz mi tego.
-A co się stało?
Matt głośno westchnął i wzruszył ramionami:
-Nie mam gdzie się podziać.
-A twoi rodzice? Mama, tata?
-Mama nie żyje, ojciec ma kochankę.
-Przykro mi- o dziwo te stwierdzenie było prawdziwe. Na prawdę było jej przykro.
-Mi nie.- powiedział twardym głosem
-Nie rozumiem- zdziwiła się.
-Wiele rzeczy nie rozumiesz i nie masz o nich najbledszego pojęcia. Inaczej nie byłoby cię tu.- wzruszył ponownie ramionami- Idę wykonać swoje zadania, zanim mnie zabiją- skinął głową i odszedł kierując się na wschód siedziby.
Callie jeszcze przez chwilę stała na korytarzu jak wmurowana. Dopiero zaczęło do niej docierać, że jest kimś… ważnym. Że… wiele rzeczy tak właściwie zależy od niej. Szkoda, że pomimo wszystko nie wiedziała, co powinna robić. To wszystko może ją przerosnąć. I jeszcze znalazł się tu Matt...
Zrezygnowana, obróciła się. Korytarz z każdej strony świecił pustkami: nie było nikogo. Westchnęła głęboko i ruszyła z mapą w dłoniach do pokoju. Miała nadzieję, że trafi do niego w najbliższym czasie.


Następny rozdział (XXX, pt. 'Konferencja') już wkrótce!
...............................................
To dla Ciebie, Anua1214 i wszystkich, którzy po prostu są :) Dzięki Wam życie staje się piękniejsze :*
___________________
'Nie jestem pewien, co mają na myśli ludzie, kiedy mówią o szczęściu. Są chwile radości i śmiechu, zadowolenia z przyjaźni, ale stałe szczęście? Jeśli istnieje, nigdy go nie odkryłem.'

'Troja i pan srebrnego łuku' David Gemmel
Tagi: Opowiadanie4
19.09.2013 o godz. 15:00
Gdy się ocknęła, leżała na łóżku, a wokół niej były wszędzie porozrzucane kartki, o których przez chwilę zapomniała.
Podniosła się, przecierając oczy. Śnił jej się dziwny sen: wspinała się po wysokich górach, trzymając się jedynie cieniutkiego sznureczka. Skały były ponure, szare i śliskie, jednak ten sznurek pod jakimś względem ją wspierał. To było dziwne. Wiedziała, że dopóki się jego trzyma, jest bezpieczna. Jednak w miarę wspinania się, co raz bardziej martwiła się i wątpiła, czy ten sznurek wytrzyma jej ciężar. Po chwili linka zaczęła się przerywać tuż nad jej głową i Callie zaczęła spadać w przepaść. Spadała i spadała, aż nagle trafiła na coś ciężkiego: nareszcie dotknęła ziemi. Otrzepała się z pyłu i zobaczyła niewielką, ciemną grupkę ludzi stojącą nad grobem. Zaskoczona podeszła do nich i przeczytała napis wyryty w marmurze: Tu śpi Callie Cross. Na zawsze w naszych sercach. Nie wystraszyła się, wiedziała, że tak powinno być. Wolnym ruchem odwróciła się i poszła przed siebie spokojnym krokiem. W tej samej chwili obudziła i znalazła się w łóżku.
Zdziwiona, przypomniała sobie pewien sennik, w którym góry symbolizują trudny etap w życiu, a pogrzeb jakiegoś typu rozstanie. Przejęła się tym, ale jednak po chwili zaczęła się śmiać. Nigdy nie była przesądna, a co dopiero wierzyć w jakieś dziwne sny, które są jedynie głupim wytworem wyobraźni...
Przeczesała szybkim ruchem włosy dłonią i znalazła kartkę z mapą siedziby. Przeszła przez ścianę i popatrzyła na mapę… Nigdy nie była dobra z geografii, a co dopiero w czytaniu mapy. Zawsze jak szła gdzieś, gdzie jeszcze nigdy nie była, to była wyposażona w GPS, który ją prowadził. Na mapie też tak powinno być: narysowana kropka z napisem Tu jesteś, niestety nic takiego nie znalazła.
Zrezygnowana zgięła kartkę na cztery i ruszyła w lewą stronę, w nadziei, że kiedyś może znajdzie kuchnię, bo zaczęła się robić głodna.
Po drodze co chwilę widziała różnych ludzi, którzy na jej widok szybko chowali się w jakimś zaułku. Mogła tylko zgadywać, że każdy już wie, kim ona jest, czyli kimś ważnym, kto może tak na prawdę wszystko: nawet bezkarnie zabijać współlokatorów. Nie dziwiła się tym uciekającym przed nią ludziom, też by tak robiła, gdyby tylko miała wybór. Jednak robi to dla rodziców: jest posłuszna temu, kto ma władzę nad wszystkimi. Cóż, jakby mogła zrobić inaczej, jej rodzice już by nie żyli… Wszystko co robi, to robi dla nich. Nawet gdy będzie musiała zabić… to tylko po to, by oni żyli.
Przygnębiona, skręciła ponownie w prawo, ale gdy przeszła parę kroków, stwierdziła, że to ślepa uliczka. Obróciła się, chcąc pójść jednak w drugą stronę, gdy nagle zauważyła, że kilka kroków od niej stoi przygarbiony Alex ze spuszczoną głową.
-Skąd wiedziałeś, że tu jestem?- spytała, czując że nie ma już żalu do Alex'a, wiedziała, że go rozumie.
-Znam tą siedzibę jak własną kieszeń.- I podniósł głowę- Callie, przepraszam, że powiedziałem ci o tym, że jestem jego synem.
Callie zdębiała, widząc wielkiego sińca na jego twarzy.
-Kto… co ci się stało?
-Nieważne, wybaczysz mi?
-To właściwie ja powinnam cię przeprosić, nie chciałeś źle.
-Uznajmy ten temat za zamknięty.- Podszedł do niej i wyjął z jej kieszeni wystającą kartkę, rozprostowując ją. Wskazał palcem na mały punkcik- Tu masz pokój- I przejechał palcem na sam dół kartki- A tu jesteś ty. Przeszłaś niezły kawałek. Szkoda, że ta mapa jest niekompletna. Ta siedziba jest większa o kilka razy niż to, co tu masz narysowane.
-Widocznie niektórzy nie chcą, abym wiedziała więcej.
Wzruszył ramionami:
-Może.
-Powiesz mi, kto ci to zrobił?
-Nie chcę o tym gadać.
Oddał jej mapę i ruszył przed siebie, Callie podbiegła do niego.
-To przeze mnie?
Westchnął głęboko, odwrócił się i popatrzył głęboko w jej oczy:
-Matt tu jest.
-Słucham?
-Twój przyjaciel Matt jest tu, w tej siedzibie. Przyszedł dobrowolnie, już odbył szkolenie.
Odchrząknęła parę razy, gdy w końcu wydusiła:
-I to on cię… pobił?
-Nieważne, jednak myślę, że twój przyjaciel chce z tobą pogadać.
Zaskoczona, popatrzyła w głąb korytarza… szedł nim… Matt.

Następny rozdział (XXIX, pt. 'Matt') już wkrótce!
...............................................
W poprzednim roku szkolnym dodawałam rozdzialiki co tydzień, jednak teraz idę do trzeciej klasy i zdaję sobie z tego sprawę, że będzie więcej nauki. Mogę jedynie obiecać że rozdziały będą się na pewno pojawiać chociaż co miesiąc ;)
___________________
'Rzeki są pełne krwi, a niebo ognia.'

'Troja i pan srebrnego łuku' David Gemmel
Tagi: Opowiadanie4
31.08.2013 o godz. 09:51
Pokój, w którym obecnie się znajdowała był większy niż ten, który miała przydzielony w siedzibie na dnie oceanu. Kolejnym plusem było to, że będzie mieszkała w nim sama: znajdowało się w nim tylko jedno łóżko zaścielone brązowawym kocem. W poprzedniej siedzibie miała tylko tyle, ale tutaj znajdowało się jeszcze biurko i dwa krzesła po dwóch różnych stronach. Po za tym nie było tutaj takiej przybijającej atmosfery, jak i poprzednio. Mogła powiedzieć, że było tu... w miarę przytulnie.
Usiadła na łóżku i głośno westchnęła. Była strasznie zmęczona tymi wszystkimi przeprowadzkami i zmienianiem 'domów'. Nawet nie zdążyła się oswoić w poprzedniej siedzibie, cóż: wciąż była w stanie zgubić się w tamtych rozległych korytarzach, a teraz znowu zmieniła miejsce pobytu, które było całkowicie inne zaczynając od klimatu, kończąc na wewnętrznym wyglądzie korytarzy i pokoi.
Po niewielkiej chwili, usłyszała oddalone pukanie wychodzące ze ściany pokoju. Wstała szybkim ruchem i dotknęła ją prawą dłonią. Ściana w kilka sekund sie rozstąpiła, dając przejście Michaelowi, trzymającemu w rękach plik kartek. Szybko przeszedł i usiadł na krześle, gdy w tym samym momencie ściana się zasunęła.
Callie także usiadła i spytała:
-Na jakiej podstawie działają te przejścia?- spytała od razu.
-Są magiczne. Wyczuwają wielkość i ciepło dłoni właściciela. Dlatego, jeśli chcesz kogoś zaprosić, to ty musisz dotknąć, a nie jakaś tam pierwsza lepsza osoba przechodnia.- wyjaśnił szybko. -Nie gniewaj się na niego.
Callie zdziwiona szybką zmianą tematu gwałtownie podniosła głowę:
-Dlaczego?
-Odkąd zobaczyłem cię pierwszy raz wiem, że nie jesteś taka jak inni. Pewnie dlatego Aaron widział w tobie kogoś mądrzejszego od siebie, ale nie zabił cię bo jego syn uważa cię za kogoś ważnego. Wszystkie osoby w twoim pokroju nie żyją, a ty żyjesz tylko dlatego, że Alex cię uwielbia. Myślę, że to bardzo odważne z jego strony, że wyjawił tajemnicę.
-Skąd wiesz że mi powiedział o ich pokrewieństwie?
-Potrafię wyciągać wnioski, ale też wiem, że cokolwiek zrobisz, to postąpisz rozsądnie. Wiele lat doświadczenia nauczyło mnie, że należy akceptować i wierzyć w zamiary ludzi, ale jednocześnie nikomu nie ufać. Dlatego też nie chcę dłużej drążyć tego tematu. Nie po to przyszedłem. Mam dla ciebie wiadomość od Aarona.
Zdziwiona dziewczyna wysoko uniosła brwi, jednak Michael kontynuował:
-Kazał przekazać, że od momentu przeprowadzki do pustynnej siedziby, która nazywa się żółtą i nosi numer dwa stajesz się jej szefową. Za poleceniem Aarona dbasz o jej tajemniczość, czyli musisz kontrolować, aby mieszkańcy nie wyjawili miejsca siedziby, jednocześnie każdy mieszkaniec bez wyjątku musi się ciebie słuchać. Masz pozwolenie na zabicie oraz torturowanie współlokatorów oraz osób znajdujących się w celach. Masz dostęp do każdego pomieszczenia bez wyjątku. Tu ci daję plan całej siedziby- w tym momencie podał jej jedną z kartek.
Callie oniemiała przyjęła kartkę i słuchała dalej:
-Można powiedzieć że stajesz się główną głową rządzącą, ale i tak nad tobą jest jeszcze Aaron. Masz tu kolejne dane siedziby, kody, hasła i tajemnice. Myślę, że to wszystko.- Powiedział i wstając podał jej ostatnie kartki, które wcześniej trzymał na rękach.
Callie spytała się go szybko, wiedząc że zaraz przyjdzie szok:
-Ty właściwie kim jesteś?
-Zdaje mi się że kiedyś już odpowiadałem ci na to pytanie.- odrzekł zimnym tonem, wiedząc że właśnie dziewczyna domyśliła się tego, co skrycie ukrywali wspólnie z Aaronem.
-Jednak zechciałeś ukryć sobie istotne elementy.
Michael wstał i podszedł do wyjścia:
-Nie zamierzam o tym mówić- i dotknął ściany, niestety nie przewidział, że ściana się przed nim nie otworzy.
-Sam widzisz, nie wyjdziesz. A teraz usiądziesz i odpowiesz mi na pytanie. Sam chyba wiesz najlepiej, że to ja tu teraz rządzę.
-Co się stało z tobą, Callie? Jeszcze parę minut temu byłaś sobą.
-Człowiek zmienia się nie do poznania, gdy chce się czegoś dowiedzieć. Teraz mów.
-Przykro mi Callie, ale ode mnie się tego nie dowiesz. Jednak pomimo wszystko porozmawiam o tym z Aaronem i może ci to powie. Teraz mnie wypuść.
Callie westchnęła głęboko i dotknęła ściany, wypuszczając Michaela. Sama chwilę później padła na łóżko, przeglądając plik kartek.


Następny rozdział (XXVIII, pt. 'Sen') już wkrótce! Pojawi się prawdopodobnie w okolicach września.
_____________________
'Nie obawiam się śmierci, królu mieczy, królu krwi, królu grabieży. Będziesz żył wiecznie [...] w ludzkich sercach i myślach.'

'Troja i pan srebrnego łuku' David Gemmel
Tagi: Opowiadanie4
13.08.2013 o godz. 13:40
Po ostatnim zdaniu Alex'a zapadła bardzo długa cisza. Dziewczyna każde słowo i literkę odtwarzała w mózgu jeszcze raz. To wszystko wydawało się jej niewiarygodne, ale wiedziała, że to może być prawda. Cisnęło się na jej usta wiele pytań, które niekoniecznie miały jakikolwiek sens.
To, co oznajmił jej przed chwilą składało się w logiczną całość… ale jak zaufać mu po tym, co się dowiedziała? Dlaczego to jej powiedział? Wolała żyć w niewiedzy niż wiedzieć za dużo. Jej zadaniem aż do śmierci jest czarna robota. Jest od zabijania. Ma zabijać. Po co wiedzieć, że przyjaciel, z którym może się przyjaźnić nie jest tym, za kogo uważała? Niewiedza jest czasami po prostu lepsza…
Callie dopiero po chwili odrzekła z przymrużonymi oczami, pozornie cichym i opanowanym głosem:
-Wieczorami nie mogę spać, bo wiem, że jeśli zasnę, mogą mnie zabić. W dzień muszę jak niewolnik wykonywać polecenia pewnego psychopaty, bo jeżeli ich nie wykonam, to zabije mi rodziców- którzy nie są świadomi, że kiedykolwiek mieli córkę: dodała w myślach.- Cały czas mam wrażenie, że zanim zrobię jakikolwiek krok, on stoi juz przede mną. On przewiduje każdy mój ruch. Jakby był jakimś bogiem, który widzi wszystko i wszędzie. A ty teraz twierdzisz że tym niezrównoważonym facetem jest twój ojciec?
-Uznałem, że chciałabyś wiedzieć- odrzekł przygaszonym głosem.
-To widocznie źle uznałeś. Nie chcę tego wiedzieć. Myślałam, że jesteś inny- prawie krzyknęła, wstając z podłogi.- Myślałam, że na kim jak na kim, ale na tobie mogę polegać.
Alex wstał również ze słowami:
-Ale możesz na mnie polegać!
-Nie wiem- powiedziała cicho.- Chyba już nie. Po tym co się dowiedziałam...- Potrząsnęła głową i popatrzyła mu przeciągle w oczy, w których czaiły się łzy.
Szybko się obróciła i poszła wzdłuż korytarza próbując chociaż przez chwilę przestać myśleć. Chciała chociaż przez niewielką chwilę nie czuć tego uczucia, które czaiło się w jej sercu. Dałaby wszystko, aby wrócić chociaż na dwie minuty do swojego domu i poczuć ciepłą atmosferę i aby zobaczyć uśmiech mamy, który powodował, że w ona też się uśmiechała.
Szybko skręciła w jakiś boczny korytarz i zobaczyła przed sobą znajomą sylwetkę. Była ona kilka metrów przed Callie ale zważając na to, że w tym podziemiu było bardzo ciemno i na to, że jedyne światło pochodziło z pochodni rzadko zawieszonych na ścianach, nie mogła zauważyć, kim jest ta tajemnicza postać.
Dopiero rozpoznała Michaela, gdy znalazła się kilka centymetrów przed nim.
Ten, uśmiechając się szeroko powiedział:
-Witaj Callie, jak tam się sprawuje BW/12?
-Oh, dzień dobry. Bardzo dobrze, chociaż powiedziałabym: aż za dobrze. Słyszę nawet to, co nie chciałabym usłyszeć.
Dziewczyna właśnie usłyszała, jak Alex stanął tuż za nią i kiwnął głową do Michaela, który odpowiedział mu uśmiechem.
-Co ty tu właściwie robisz?- spytała.
-Jak słusznie kiedyś zauważyłaś, jestem kimś ważnym dla Aarona- po tych słowach puścił do niej oko.- Przysłał mnie do tej siedziby, abym was… zadomowił.
-Jeżeli można w tym czymś się zadomowić. Nie powiem, znałam lepsze standardy.
-Spodoba ci się tu. Chodźcie!- powiedział jak zwykle energicznie.
Callie szła tuż za Michaelem, który prowadził ich korytarzami, co chwilę skręcając. Co chwilę musieli pochylać głowy, bo sufit był nie równy z wieloma wypustkami, czyli szybkimi sposobami na nabicie sobie guza na środku czoła. Słyszała, jak Alex szedł krok za nią, co nieźle ją irytowało, ale nie dała po sobie tego poznać.
Pierwszy raz Michael zatrzymał się i pokazał coś Alex'owi, zapewne wejście do jego pokoju. Dziewczyna nawet się nie odwróciła. Nie chciała wiedzieć, gdzie będzie mieszkał.
Michael poprowadził ją korytarzem prosto, a chwilę później skręcił w prawo. Wskazał jej ruchem dłoni ścianę. Zaskoczona dziewczyna dopiero teraz zauważyła, że nie ma nigdzie żadnych drzwi. Z każdej strony otaczały ich piaszczyste mury.
-Ty masz pokój tutaj.
-Słucham? Na ścianie?- powiedziała zdziwiona.
-Dotnij jej.
Callie zrobiła to co kazał. Ściana szybko się rozstąpiła i pokazała jej niewielkie wejście.
Dziewczyna, jeszcze zanim weszła do pokoju odwróciła się w stronę Michaela i powiedziała:
-Dziękuję.
-Nie masz za co, Callie. To już taka moja robota.- uśmiechnął się krzepiąco- Chciałbym jeszcze z tobą porozmawiać, przyjdę do ciebie za chwilę.
Callie przytaknęła i wolnym krokiem weszła do pokoju.


Następny rozdział (XXVII, pt. 'Zmiany') już wkrótce!!!
..........................
Jak na razie jest to moje najdłuższe opowiadanie :D Już 26 rozdział! Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie :* Jesteście kochani ! :*
______________
'Sen to śmierć.'

'Troja i pan srebrnego łuku' David Gemmel
Tagi: Opowiadanie4
05.08.2013 o godz. 12:03
-Posłuchaj Callie, mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia. Nie odbierz tego źle, jednak chciałbym, abyś wiedziała..
-O co chodzi?- spytała Callie, marszcząc brwi
Zasmucony Alex cicho szepnął:
-Nie wiem od czego zacząć.
-Może od początku?
-Naprawdę nie…- nagle przerwał i po wielkim wdechu dodał- chociaż… bardzo chcę byś wiedziała.- Pochylił głowę, aby po chwili ją podnieść- Serio chciałem ci to powiedzieć już dawno temu, ale zawsze uważałem, że jeszcze za wcześnie. Ale dziś, kiedy zniknęłaś w tej ścianie stwierdziłem, że może już nigdy się nie spotkamy i plułem sobie w brodę, że ci tego nie powiedziałem.- mówił co raz szybciej napiętym głosem- Może teraz nie jest idealny moment, ale znając siebie, przekładałbym to w nieskończoność. A ja nienawidzę coś ukrywać! Szczególnie przed tobą!- z całej siły uderzył w podłogę, na której siedział i pochylił głowę.
Callie zdawało się, że Alex płacze, wzięła jego czerwoną od uderzenia rękę w swoje dłonie. Chłopak podniósł po chwili wzrok w którym nie było łez, ale czaiła się złość, jednak spotkając oczy przyjaciółki szybko zmieniła się w dogłębny smutek.
Dziewczyna, widząc jak przyjaciel cierpi powiedziała:
-Możesz mi powiedzieć jutro… może to, co chcesz mi powiedzieć… poukładaj sobie i pogadamy kiedy indziej.
-Nie, nie chcę dłużej tego odkładać. Obiecaj mi tylko tyle, że cokolwiek powiem, przemyślisz to, dobrze?
-Dobrze.
Alex wziął wielki wdech i zaczął:
-Opowiem ci wszystko od początku do końca. Całą prawdę.- zamknął jeszcze raz oczy, jakby coś sobie przypominał, lecz za kilka sekund je otworzył- Myślę, że to wszystko zaczęło się, gdy tylko się urodziłem. Ta historia zaczęła się już dziewiętnaście lat temu. Sama wiesz, że znamy się od pieluch. Wtedy miałem jeszcze ojca, ty jego nie pamiętasz, ale ja znam go dotąd bardzo dobrze. Wysoki, dobrze zbudowany brunet. Powiedzmy, że bardzo tajemniczy. Od tamtej pory się ani trochę nie zestarzał. Żadnej nowej zmarszczki, nic.
Callie skojarzyła z pewną osobą ten opis, ale nie przerywała.
-Byliśmy ze sobą bardzo blisko. Był moim wzorem. Uważałem go za superbohatera, którym niestety nie był. Mówiłem mu wszystko, ale najczęściej o tobie. Ojciec wiedział, że jesteś dla mnie bardzo ważna i tylko przy tobie byłem sobą, bo tak na prawdę tata mną manipulował. Byłem takim, jakim on chciał bym był. Mówiłem to, co on chciał bym mówił. Pewnego dnia przyszedł do mojego pokoju i kazał mi się spakować. Zdziwiony, oczywiście to zrobiłem, bo jakżeby inaczej, myślałem, że jedziemy na jakieś wakacje, jednak po drodze mi wyjaśnił, że wyprowadzamy się. Na stałe, zostawiając mamę. Przez cały czas… od wyprowadzki gadałem tylko o tobie, a więc w końcu mi obiecał, że na pewno się spotkam z tobą za kilka lat, jeżeli tylko będę robił to, co karze. Zgodziłem się jak głupek i wykonywałem wszystko to, co tylko chciał, byleby cię spotkać. Kiedyś ponoć pojechał po ciebie, ale wrócił strasznie wkurzony. Nie wnikałem, czekałem dalej. Lata mijały, a ja wciąż cię nie widziałem, co jakiś czas wspominałem o tym ojcu, ale gdy tylko poruszałem ten temat, to strasznie się wkurzał. Pewnego dnia trzymałem wartę w pewnym miejscu i potajemnie od ludzi takich jak ja dowiedziałem się, że jesteś w lochach ty z Matt'em. Zabrałem mu klucze i wypuściłem was, wiedząc co chce z wami zrobić.
Callie otworzyła szeroko oczy, domyślając się prawdy.
-Strasznie się wtedy pokłóciłem z ojcem, był blisko tego, aby mnie zabić, ale się opanował i wyjaśnił mi, że to ciebie, Callie chce on zabić. Wiedziałem, że trudno go odwieść od pomysłu, ale zacząłem mu mówić o jego obietnicy. Bo tak na marginesie: chciał cię zabić bo masz większą moc od niego. W końcu namówiłem go, aby po prostu sprowadził cię do naszej siedziby. Zawarliśmy, że tak powiem: rozejm, ale od tej pory jakoś nie mamy dobrych stosunków. Teraz żałuję, że powiedziałem mu o tobie, nie zasługujesz na to by tu być, a jestem pewny że gdyby nie ja, wciąż prowadziłabyś udane, szczęśliwe życie. Byłem mały i głupi. Nie twierdzę, że teraz jestem mądry, ale po prostu nie powinienem był… Jestem po prostu zbyt dużym egoistom. Pokochałem cię… Tylko przy tobie mogę być dobry, tylko wtedy, gdy jestem koło ciebie stać mnie na uśmiech i na to, żeby nie zabijać. Jestem zły! Wiem to! Uczono mnie od dzieciństwa jak odbierać życie! Tylko przy tobie byłem sobą. Zabiłem wielu ludzi, ale wyrzuty sumienia mam takie, że ciebie tu sprowadziłem! Kurwa, kocham cię! A moim ojcem jest ten pieprzony Aaron!


Następny rozdział (XXVI, pt. 'Niespodziewane spotkanie') już wkrótce
....................
Zaczynam już powoli gubić się w swoim opowiadaniu :| Mam nadzieję, że nie pogubię się w nim aż tak bardzo, aby go zakończyć...
Następny rozdzialik powinien się pojawić w sierpniu.
_______________
'Kiedy rozum i siła już znikły, uczucia wdzięczności i tkliwości wzajemnej pozostały w sercu człowieka.'

'Wehikuł Czasu' Herbert George Wells
Tagi: Opowiadanie4
08.07.2013 o godz. 13:05
Callie dowiedziała się w tym momencie czym są tajemnicze, niebieskie światełka i jakie jest ich zadanie.
One świeciły przy czymś… niebezpiecznym i bardzo drogim.
One świeciły przy czymś, co jak nazwał Steve jest 'niegodnym śmierci'.
Były to przeróżne bronie zaczynając od zwykłych wiatrówek, kończąc na karabinach maszynowych. Znajdowały się one jakby w dużym półkolu, ustawione na szklanych stojakach. Z tyłu zwrócone na nie diody rozpraszały swoje światło na podstawach, przez co cały stojak był w tej barwie i dana broń.
Dawało to dziwny, dynamiczny nastrój, który dodawała jeszcze czarna ściana stojąca za tym dziwnym wyposażeniem.
Można było odnieść wrażenie, że cała sala, każdy milimetr sześcienny sali chciał zwrócić uwagę na każdą broń z osobna.
Callie podeszła do pierwszej z nich, był to pistolet M9. Skojarzyła go z jakiegoś amerykańskiego filmu akcji. Ta broń miała krótką lufę, mały gabaryt i chwyt.
Dziewczyna na prawdę nie wiedziała, skąd zna te wszystkie nazwy, ale poczuła, że to wszystko, co tu jest należy do niej. Czuła się jak zadowolony właściciel sklepu, który jest świadomy bardzo wielkiego majątku. Gdyby tą całą zawartość z całego pokoju wystawiła na allegro, dostałaby na pewno wielką fortunę. Jednak świadoma była tego, że niektóre z tych rzeczy są tak niebezpieczne i śmiertelne, że potrzebna jest licencja i zgoda na tą broń.
Callie z ciekawością dotknęła lufy tego pistoletu, ale szybko tego pożałowała.
Poczuła w sobie głęboko ukrytą złą stronę i pojawiły się u niej od razu szkarłatne oczy. Jej ciało prędko zaprzeczyło tej szybkiej zamiany, przez co została odrzucona do tyłu i poleciała gwałtownie na ścianę, uderzając w nią głową.
Czuła jak przez sekundkę odpływała, ale oprzytomniało ją to, że ta ściana zaczyna się podnosić. Prędko odsunęła się od niej i chwilę później wstała. Okazało się, że znalazła drogę powrotną. Siła uderzenia odrzuciła ją aż na piaszczyste wyjście z sali. Znajdowała się teraz pomiędzy drzwiami prowadzącymi do pokoju 231 i między otwartą przestrzenią prowadzącą na korytarz. Nie było tu ściany. Doszła do wniosku, że aby tu wejść musi dotknąć tylko ściany, która pod wpływem jej dotyku rozstąpi się.
Jednak nie chciała tego wiedzieć, nie chciała myśleć o powrocie złej strony. Gdy jest ona w niej czuje się… zadowolona z całego zła, które wcześniej doprowadzało ją do smutku. Przykre uczucie.
Była pewna, że musi zapomnieć o tej sali i już nigdy do niej nie wchodzić, ale jak ma to już nasz mózg: czym bardziej chce się o czymś zapomnieć, tym dłużej tkwi to w pamięci.
Szybko odwróciła się, prawie wybiegając na korytarz, gdzie spotkała Alex'a. Oczywiście, był tam przez cały czas i czekał na nią...

Usiedli naprzeciwko siebie na piaszczystym korytarzu, co za szczęście przyjaciel nie pytał o te dziwne zniknięcie dziewczyny. Callie zaczęła zachrypniętym głosem:
-Jak myślisz, co może od nas chcieć Aaron?
Chłopak popatrzył na nią ze smutkiem:
-Pewnie chce stworzyć jakiś silny oddział, możliwe, że chce panować nad całym światem, może chce być najsilniejszą istotą magiczną na świecie.
-Dlaczego tak myślisz?
Chłopak przysunął się bliżej dziewczyny, dotykając jej ręki i powiedział:
-Posłuchaj Callie, mam ci coś bardzo ważnego do powiedzenia. Nie odbierz tego źle, jednak chciałbym, abyś wiedziała...


Następny rozdział (XXV, pt. 'Historia Alex'a', trochę dłuższy) już wkrótce!
_______________
'Dla mnie przyszłość jest jeszcze mroczna i pusta, jest wielką niewiadomą, na którą tylko rzuca światło opowieść.'

'Wehikuł Czasu' Herbert George Wells
Tagi: Opowiadanie4
04.07.2013 o godz. 12:00
Szli w głąb podziemnej pustyni przez dłuższy czas. Na nikogo nie mogli liczyć, na nic czekać, tylko iść.
Iść nie wiadomo tak na prawdę gdzie: przed siebie w dół schodami, które były bardzo śliskie i wyglądały przerażająco zdradliwie.
Niby siedziba, niby ich nowy dom. Jednak żadnej ciepłej atmosfery. Uczucie jakby wielkiego spustoszenia w sercu wciąż w nich narastało.
Jednak nikt im nie pomógł, nikt nie wyszedł naprzeciw. Byli zdani sami na siebie, czekając na zdecydowanie coś gorszego.

Callie jako pierwsza zeszła z rozległych, piaszczystych schodów, które z powodzeniem mogłyby prowadzić na szczyt wieży Eiffla, tyle że akurat te prowadziły w dół.
Miejsce, w którym w tym momencie się znajdowali było bardzo niskie, że aż niemalże trzeba było przechodzić z pochyloną głową, co było przeciwnością poprzedniej siedziby.
Klimat tej, pustynnej siedziby można spokojnie nazwać Egipskim. Wnętrze było niemal takie jak w piramidzie: wszędzie, z każdej strony otaczały ich wielkie, piaskowe głazy kształtu kwadratów. Powietrze było bardzo suche, ale nie było ciepło.
Wokół można było usłyszeć echo głosów, jednak wiedząc, że w takich pomieszczeniach głos rozchodzi się wyjątkowo łatwo, mogli ci ludzie znajdować się nawet bardzo daleko.
Callie bez wahania ruszyła w swoje prawo, idąc wąskim i niskim korytarzem. Wodziła lekko palcem po ścianach, czując opuszkiem palca każdą rysę ściany.
Nagle zatrzymała się przed jednym z piaszczystych kwadratów i dotknęła go całą dłonią.
Nie wiedziała, dlaczego to robi, jednak była pewna, że tak powinna zrobić. Powiedzmy, że podświadomość jej to podpowiadała.
Wielki głaz wolno odstąpił, zostawiając za sobą wielki tuman kurzu.
Pojawiło się przed nią niewielkie wejście, w które weszła nie zastanawiając się. Przeszła parę kroków i stanęła przed masywnymi drzwiami, zdziwiona wpatrując się w wygrawerowaną na nich liczbę '231'.
Nagle, jakby odzyskując zdrowy rozsądek, odwróciła się, będąc pewna, że będzie za nią Alex, ale jednak się myliła. Była za nią ściana, przez którą przed chwilą weszła, ale nie znajdował się w niej żaden otwór. Chciała sie wrócić, ale była bardzo ciekawa, co takiego się znajduje za tymi drzwiami.
Wyjęła z kieszeni spodni mały klucz i wolnym ruchem wsadziła go do zamka. Wzięła niewielki wdech, zanim go przekręciła.
Zamek się otworzył, a ona pociągnęła za klamkę. Pomieszczenie było ciemne, nic nie mogła zauważyć oprócz małych, niebieskich światełek równomiernie rozmieszczonych jakby kilka kroków od niej. Zdziwiona, chciała zobaczyć, czym one są, bo te światełka jakby ją przyciągały do siebie. Poczuła jakby wielką potrzebę podejścia do nich i dotknięcia choćby jednego z nich.
Otrząsając się z hipnozy, odwróciła się w stronę, z której przyszła. Chyba nie miała innego wyjścia niż pójść prosto do światełek. Chyba właśnie chciał tego Aaron, by znalazła sie w tym pomieszczeniu. A wrócić nie mogła, bo wejścia nie było.
Z niewielkim wahaniem zrobiła krok w głąb pomieszczenia 231.
Nagle pod wpływem jej ruchu zapaliło się białe światło, a ona mogła dostrzec tu coś, czego nigdy by się tego tutaj nie spodziewała…

Następny rozdział (XXIV, pt. 'Pokój 231') już wkrótce!
........................................
Wróciłam~! :)
Nie miałam weny wyjątkowo przez długi czas. Dzięki tej piosence udało mi się coś wyskrobać <3
Przez te wakacje rozdziały nie będą pojawiały się co soboty, jak wcześniej. Sami wiecie... w końcu wakacje~! Jednak myślę że nn pojawi się nie później niż 6 lipca.
Udanych wakacji:**
____________________
'Z owego zaniku wschodów i zachodów słońca wysnułem wniosek, że skończył się już na zawsze ruch ziemi wokół swej osi. Zwróciwszy się jedną stroną ku słońcu Ziemia zastygła w spokoju.'

'Wehikuł Czasu' Herbert George Wells
Tagi: Opowiadanie4
24.06.2013 o godz. 12:40
-Zmieniacie siedzibę- powiedział Aaron do dwóch, wpatrujących się w niego ze zdziwieniem osób.
Po chwili ciszy Callie spytała:
-Że co?
-Nie pamiętasz Callie- tu jej imię wypowiedział z nieświadomą troską- że masz nie zadawać pytań?
Nagle dziewczynie przypomniało się zdarzenie, gdy odwiedził ją w domu, a ona zadała niewłaściwe pytanie... Nie zamierza wspominać jego szkarłatnych oczu i rąk na gardle.
Ze smutkiem, nie patrząc w oczy odpowiedziała:
-Przepraszam.
-No mam nadzieję. Alex, już możesz wyjść.
Chłopak zdziwiony popatrzył nerwowo na Callie i wyszedł specjalnie wolno.
Aaron zaraz ponownie powiedział do dziewczyny:
-Mam coś dla ciebie- i podniósł jej rękę, na której położył mały, srebrny klucz.
-Do czego on?- spytała szybko
-Miało być bez pytań.
-Przepraszam- odparła równie szybko jak i spytała.
Dziewczyna uważnie obejrzała klucz, na którym wygrawerowana była liczba ozdobnymi zawijasami '231'.
-Będzie ci potrzebny w nowej siedzibie. Jeszcze dziś z Alexem pójdziecie tam.- pokazał jej zdjęcie pustyni- Jak tam się pojawicie, to dotknij ten kamień.
-Dobrze- odpowiedziała i wpatrywała się bezcelowo w zdjęcie, które miał w dłoni przez dłuższą chwilę.
-Możesz już iść.
Dziewczyna speszona przytaknęła i wyszła.
Za drzwiami spotkała nie kogo innego niż Alexa, który od razu zaczął:
-Co od ciebie chciał?
-Tak właściwie to nie wiem.- powiedziała cicho zamyślona nad kluczem, który dostała i który właśnie spoczywał w kieszeni jej ciemno-niebieskich spodni- Musimy już przenieść się do tamtej siedziby- i dotknęła jego ramienia.
Alex lekko zdjął jej rękę z jego przedramienia i powiedział:
-Tu nie działa magia. Nie zauważyłaś, że jest blokada anty-magiczna?- spytał bardzo zdziwiony
-Szczerze mówiąc nie.
-Można używać magii tylko w sali Steve'a, ale lepiej tam nie wchodzić bez zgody. Chodź, lepiej wyjdźmy stąd.
-Dobrze.
Alex poprowadził Callie do wyjścia z siedziby, szli razem krętymi korytarzami. Dziewczyna sama z siebie nie trafiłaby do wyjścia. Te labirynty z korytarzy wciąż były dla niej zagadką.
Idąc, spotykali ludzi, patrzących na nich jakby- z przestrachem, co było dla nich dziwne. Nawet Leo- bliski znajomy dziewczyny z kursu uciekał przed ich wzrokiem. Callie zdawało się, że wszyscy w siedzibie wiedzą o czymś, czego ona z Alexem nie wiedzą. Jednak nie zastanawiała się nad tym długo, bo przez długie korytarze przeszli bardzo szybko.
Kolejna przeprowadzka ich czekała. Ponownie do 'domu' Aarona, ale może lepsza?
Znajdując się już przed siedzibą, dziewczyna dotknęła przyjaciela ręki…
Znaleźli się na pustyni… na której było wiele podobnych małych kamieni.
Zanim znaleźli ten jeden, wyjątkowo błyszczący, musieli bardzo długo szukać. Powstało przed nimi jakby wielkie przejście… do podziemi. Było tam bardzo ciemno.
Callie weszła tam jako pierwsza, bo zdawało jej się, jakby tam już była. Gdy szła wprost do podziemi, wciąż towarzyszyło jej uczucie, że te miejsce odwiedzała już nie raz… w koszmarach.


Następny rozdział (XXIII, pt. 'Pustynne podziemia') już wkrótce!
..................................
Kiedyś króciutki musiał być ^^ hehe no i jest :P
Ten rozdzialik jest także pożegnalny. Zawieszam bloga, aż dopóki nie załatwię bardzo ważnej dla mnie sprawy.
Wrócę, na pewno:) Nie ma innej opcji, ale zawieszając tego bloga będę miała motywację do załatwienia tej niecierpiącej zwłoki sprawy... A potem wrócę! :*
Pomimo wszystko, piszcie o waszych nn, a ja prędzej czy później je i tak przeczytam.
Kiedy wrócę? Nie wiem. Możliwe że za tydzień, możliwe że za rok.
________________
'Wiedziałem już teraz, co się ukrywa pod pięknem świata oświecanego przez słońce.'

'Wehikuł Czasu' Herbert George Wells
Tagi: Opowiadanie4
31.05.2013 o godz. 10:19
-Mam prośbę.- wyszeptała Callie nie patrząc w jego oczy- Możesz jej nie spełnić, ale bardzo bym chciała, abyś ją wysłuchał.
-O co chodzi?- spytał i dopiero teraz dziewczyna spojrzała wprost w jego źrenice.
-Mógłbyś mnie przenieść do innej osoby?
Aaron popatrzył na nią z nieukrywanym zainteresowaniem.
-Dlaczego?
Callie się speszyła i ponownie spuściła wzrok. Wyszeptała jedynie:
-Tylko proszę, przenieś mnie.
-Wyjaśnisz dlaczego?
-Nie, myślę że nie mogę.
-To nie przeniosę cię.- odrzekł zimnym, stanowczym tonem. Jednak dziewczyna była świadoma, że mógłby ją przenieść, gdyby tylko wyjaśniła czemu. Ona jednak pomimo wszystko nie chciała pogrążać siebie i Alexa.
-Dobrze- odpowiedziała.

-Cześć Callie!- zawołała twardym głosem współlokatorka dziewczyny, gdy ta ledwo co zdążyła przekroczyć próg pokoju.
-Hej- odpowiedziała zdziwiona. Ostatnim razem dziewczyna jakoś nie była przychylna znajomości.
-Jakoś nie miałam okazji ci się przedstawić, jestem Judith.
-Miło mi.- odburknęła cicho Callie. Co jak co ale akurat teraz nie miała ochoty na pogawędkę z tą dziwną dziewczyną.
-Jak tam z misją? Udała się?
-Jasne- odpowiedziała, kładąc się na łóżku na plecach, dając pod głowę dłonie.
-U nas też w porządku. Właściwie to żadnej nowości. Mam funkcję typu przynieś- podaj- pozamiataj, jeśli wiesz o co mi chodzi.
-Mhm...
-To dobrze. Wiesz, że Lucy, nasza kucharka została oddelegowana do drugiej siedziby? Ciekawe, co teraz będziemy jeść, pewnie ziemię- zaśmiała się ze swojego niezbyt udanego żartu- A ty? Umiesz gotować? Jeśli tak, to Aaron może przeniósłby cię na dział kuchni, nie musiałabyś zabijać. Chyba każdy woli pracować tak jak ja: na każde skinienie lecieć z mopem, przez co nie brudzi się dusza, ale ręce... Jak to jest, gdy zabije się kilkanaście osób? Czy...
Ale Callie przerwała jej monolog:
-To jest jakaś druga siedziba?
-No pewnie, tyle że obejmuje ją jakaś tajemnica. Nawet ja nie wiem, gdzie się znajduje, co jest dziwne. W końcu kto jak kto, ale ja wiem wszystko najlepiej.
-Fajnie.
-A co z tym twoim Alexem? Jesteście razem?
-Nie.
-Ooo- odetchnęła chyba z ulgą- to dobrze, bo on jest nieziemski. Strasznie mi się podoba. Widziałaś te jego oczy? Prześliczne! Myślisz, że mam u niego szanse?
Wyglądało, jakby odpowiedź decydowała o życiu i śmierci, Callie odrzekła:
-Jasne.
-Serio? Nie wierzę. Ja?- popatrzyła po sobie- No może masz faktycznie rację, Callie. Jesteś super przyjaciółką. Lecę do niego!
I wybiegła szybko z pokoju.
Callie uśmiechnęła się podświadomie- gdy pierwszy raz zobaczyła Judith, uważała ją za bezwzględną, twardą dziewczynę, która nie łatwo nawiązuje kontakty. Widać, jak pozory mylą.
Chwilę później przeniosła myśli na Alexa. Biedny, będzie musiał wysłuchiwać paplaniny jej współlokatorki. Callie z uśmiechem na ustach wstała z łóżka, ciekawa reakcji przyjaciela. Otworzyła drzwi pokoju i wpadł na nią nie kto inny niż… Alex. Złapał ją za rękę i pociągnął w szaleńczym tempie na jakiś oddalony korytarz. Zdyszany usiadł na podłodze.
Callie z uśmiechem na ustach się spytała:
-Przed czym uciekałeś… albo przed kim?
-Weź, cały czas napastuje mnie ta dziwna Judith. Mam jej dość. Ten, kto jest z nią w pokoju… cóż, współczuję mu.
-Judith jest moją współlokatorką.
-Serio?- Alex wytrzeszczył oczy- Współczuję. Nie wiem, jak możesz z nią wytrzymać.
Callie zaczęła się śmiać ze zdziwionej miny Alexa, ale uspokoiła się, gdy stanęła przed nimi nie kto inny niż Judith.
Callie wstała i pociągnęła za sobą Alexa. Współlokatorka popatrzyła po nich 'z pod byka', widocznie była bardzo zła na Callie i powiedziała swoim twardym głosem:
-Aaron was wzywa.




Następny rozdział (XXII, pt. 'Klucz') już wkrótce!
.............................
Jakiś taki.. denny wyszedł:/ ehh chyba te opowiadanie już nudne zaczyna się robić...
____________________
'Nagle, niczym cios w twarz, uderzyła mnie myśl, iż na zawsze może utraciłem mój świat, który zostawiłem, i bez ratunku już pozostanę tu w nowym, tak dziwnym, tajemniczym świecie.'

'Wehikuł Czasu' Herbert George Wells
Tagi: Opowiadanie4
26.05.2013 o godz. 14:52
Pomimo tego, że od jej wyprowadzki minął niecały tydzień, wspomnienia wróciły do niej jak bumerang niedaleko odrzucony.
Patrząc na dom, który musiała nie aż tak dawno opuścić poczuła, że nadal jest jej domem. Że pomimo wszystko będzie mile widziana i że ktokolwiek cokolwiek zrobi, ona wciąż będzie miała rodzinę i miejsce, gdzie zawsze będzie chciała wracać. Bo to jest prawdziwy dom i w tej chwili przekonała się o tym. Człowiek, który dzień w dzień przychodzi i wraca nie jest w stanie odczuć tego uczucia.
Dopiero człowiek, który przez dłuższy czas nie wraca i żyje ze świadomością, że nigdy już nie wróci do domu może to doświadczyć.
To jakby uczucie spełnienia i radości. Mieszanka rozczulenia i bezgranicznego spełnienia.
Jednak Callie zaraz sobie uświadomiła, że nie wraca tu na stałe, że przyszła tutaj tylko na chwilę, na dosłowni parę minut.
Dziewczyna westchnęła głęboko, ruszając ku drzwiom. Zdziwiło ją to, ze nic się tu nie zmieniło. Od jej przeprowadzki minęło niewiele czasu, ale zdawało jej się to wiekiem.
Dom wciąż miał kawową barwę, wciąż przy wejściu był niewielki ganek i w nim brązowa ławka i stół. Stworzona była tam pseudo pergola: drewnianą kratkę porastała okazała, czerwona róża, co tworzyło uroczy widok.
Callie wyjęła spod wycieraczki klucz, który wciąż tam był. Słyszała za sobą ciche stąpanie, gdy podążał za nią przez korytarz do salonu Alex.
Dziwnym trafem dziewczyna była pewna, że jej mama będzie siedzieć na sofie i przeglądać zdjęcia w starych albumach. Faktycznie- siedziała i oglądała.
Callie weszła do salonu najciszej jak umiała i kucnęła przed mamą, wyszeptując jej imię. Kobieta bardzo zdziwiona i szczęśliwa podniosła wzrok, poznając swoją ukochaną córkę, przytulając ją z całej siły.
Jednak dziewczyna nie pozwoliła sobie na czułości, wiedziała, że ma niewiele czasu, szepnęła do swojej mamy:
-Mamo, dziękuję ci za te wszystkie lata, za to że byłaś moją mamą, za to, że mogłam ci wszystko powiedzieć. Dziękuję że byłaś moją mamą.
Mama przerwała zaskoczona:
-A teraz nie jestem twoją mamą?
Jednak Callie odpowiedziała:
-Teraz się wszystko pokomplikowało. I to bardzo. Nie chcę cię w to mieszać, więc muszę zrobić to, co zamierzam. Nigdy się ciebie nie słuchałam, nie spełniałam twoich próśb, ale tą spełnię.- i dodała szeptem- Widzisz mnie ostatni raz, obiecuję ci to… Kocham cię.
Dziewczyna spojrzała w oczy swojej matki, w których czaiło się zdziwienie i strach.
Jednak ona nie popatrzyła w nie, aby znaleźć te emocje. Ona popatrzyła w głąb nich aby usunąć wszystkie wspomnienia związane z nią. Zostawiła w umyśle jej mamy jakby wiadomość 'Nie masz córki, masz tylko męża, który cię kocha. Nigdy mnie tu nie było'.
Sekundę później wyjęła z ramek zdjęcia jeszcze szczęśliwej, dawnej Callie, w które wstawiła zdjęcia uśmiechniętej mamy i taty z albumu, którego na początku kobieta trzymała w dłoniach, przeglądając. W tej chwili ten album miała już Callie i kierowała się w stronę gabinetu ojca. Wtedy, gdy była pewna, że jej mama była w salonie, teraz była przekonana, że jej ojciec siedzi w swoim gabinecie.
Weszła do niego bez pukania i bez słów zrobiła z jego wspomnieniami dokładnie to, co i tymi z mamy. Nie zastanawiając się długo, przeszła szybkim krokiem przez dom, a gdy wyszedł za nią Alex, zamknęła drzwi na klucz, który zaraz schowała pod wycieraczką.
-Nie przepadałaś za ojcem?- spytał się niespodziewanie
Callie obróciła się zaskoczona i odpowiedziała zgodnie z prawdą:
-Nigdy nie był dla mnie kimś ważnym.
Sama tylko w swoim umyśle dodała sobie, że to właściwie matka ją wychowywała. Ona była tą przyjaciółką najbliższą. Ojca widziała bardzo rzadko, w życiu zamienili co najwyżej kilka zdań.
Dziewczyna wyjęła zapalniczkę z kieszeni i podpaliła album, który znajdował się w tej chwili na chodniku.
Ogień zajął się zdjęciami bardzo szybko: na początku był skromny, ale kiedy się rozszalał, połknął każde zdjęcie po kolei, po których pozostała niewielka ilość popiołu na chodniku. Dziewczyna zgarnęła wszystkie spopielone wspomnienia do chusteczki i dotknęła ramienia chłopaka.
Nagle znaleźli się przy siedzibie.

Następny rozdział (XXI, pt. 'Judith') już wkrótce!
________________
'Przypuszczam, że samobójca, który przykłada pistolet do czaszki, doznaje takiego uczucia, jakiego ja doznawałem wówczas wyruszając w podróż po Krainie Czasu.'

'Wehikuł Czasu' Herbert George Wells

Tagi: Opowiadanie4
17.05.2013 o godz. 15:35
Już minęła może z godzina, a może już nawet dwie, lecz oni wciąż szli w poszukiwaniu Georga.
Już dawno zostawili za sobą centrum i zaczęli się zbliżać do lasu. Jednak niecałe pięć metrów przed nim, skręcili w lewo. Każdy przeciętny obserwator stwierdziłby, że wiedzą, gdzie iść. Jednak prawda jest nieco odległa- oni nie wiedzą, dokąd zmierzają, a ich jedynym celem jest chłopczyk. Można to nazwać śmiertelnym celem, jak kto woli.
Gdy znaleźli się przed niewielkim domkiem, tuż przed granicą lasu, Callie spytała niemrawym głosem:
-To już tu?
Alex pokiwał głową, wpatrując się w szklane okno domku, w którym migotało światło prawdopodobnie wydane ze świeczki.
Po niewielkim wahaniu dotknęli klamki i okazało się, że drzwi wejściowe nie były zamknięte.
Dom od środka był bardzo ubogo zagospodarowany. Wyglądało też na to, jakby nikt tutaj od dłuższego czasu nie sprzątał.
Przeszli przez korytarz, kierując się słuchem do niewielkiego, obitego panelami pokoju. Siedział tam pośrodku chłopiec w wieku około dziewięciu lat, ubrany w szarą bluzę i czarne, dresowe spodnie.
Callie popatrzyła na niego i wiedząc, jaki spotka go los, chciała do niego podejść i go przytulić. Wydawał się bardzo bezbronny. Nie chcąc zrobić nic podobnego, dziewczyna paroma krokami przebiegła przez mały dom i stanęła przed drzwiami, opierając głowę o zimny mur, bo nagle zrobiło jej się niedobrze, słysząc jak Alex wbija swój nóż w ciało nic nie winnego dziecka. Przez ten wyostrzony słuch, zdołała nawet usłyszeć, jak George pada lekko na posadzkę. Po paru sekundach usłyszała także, jakby ktoś robił dziurę w ciele, jednak nie wnikała w ten odgłos.
Parę sekund później pojawił się obok niej Alex, chowając do swojej obszernej kieszeni spodni jakieś pudełko. Callie zaskoczona widokiem tego przedmiotu spytała:
-Co to?
Alex przez dłuższą chwilę nie odpowiadał, aż w końcu podniósł na nią wzrok świadczący o tym, że jest totalnie załamany.
-Nie chcesz wiedzieć… serio. Nie chcesz wiedzieć. -wyszeptał.
-Co to jest?- ponagliła go słowami dziewczyna.
W oku Alexa przez milisekundę błysnął szkarłat i szczere zadowolenie z siebie, ale po chwili opanował swoją złą stronę i powiedział:
-Jego serce.
Dziewczyna aż się zakrztusiła, głośno kaszląc. Dopiero po paru chwilach wychrypiała:
-Po co ci one?
-Nie mi!- było widać, że nad Alexem zaczęły górować emocje- Jakbyś nie wiedziała, że takie rzeczy są potrzebne Aaronowi. Tworzy ten swój przeklęty cmentarz, na którym są serca zabitych! I ja muszę mu pomagać! Muszę!- już zaczął krzyczeć- Jak się sprzeciwię, pozabija wszystkich, których znam! A zostałaś mi tylko ty! Moja wina, że jesteś dla mnie ważna?! Nie!!- obrócił się nagle, biorąc paręnaście głębokich wdechów.
Callie czując, że przez nią Alex musi cierpieć powiedziała tylko:
-Porozmawiam z Aaronem… wkrótce. I poproszę, aby przeniósł mnie do kogoś innego. Mogę też zabijać na własną rękę…
Alex odwrócił się nagle, totalnie zaskoczony i spytał wściekły:
-Dlaczego tak mówisz?
-Nie widzisz tego? Podejrzewam, że jak przestaniemy się widywać, to nie będziesz musiał wykonywać tych wszystkich prac za Aarona, bo będę dla ciebie wtedy nikim… zapomnisz o mnie…
Alex podszedł do niej blisko, prawie dotykając jej czołem swojego czoła i popatrzył głęboko w jej oczy.
-Odkąd cię poznałem, jesteś dla mnie kimś ważnym. I ma się to zmienić w ciągu paru chwil?
Dziewczyna speszona spuściła wzrok, ale za chwilę znów go podniosła, mówiąc ze smutkiem, dotykając jego ramienia:
-Nie chcę, byś przeze mnie cierpiał.
-To nic- szepnął- ważne że tu jesteś- i zrobił lekki ruch ręką, dotykając delikatnie jej włosów.
Ale w tym samym czasie Callie usłyszała szuranie męskich butów na twardym asfalcie, dobiegało z niezbyt daleka. Pociągnęła chłopaka za ścianę domu powodując, że była schowana, a jednocześnie miała dobry widok na ulicę.
Po paru sekundach stanął przed domem mężczyzna w wieku około trzydziestu lat, ubrany w robocze ciuchy. Na nogach miał czarne, ciężkie glany. Rozglądnął się uważnie, jakby świadom, że ktoś go obserwuje.
W tym samym momencie Callie uświadomiła sobie, że jest to ojciec dziecka, widząc podobieństwo w fryzurze i postawie.
Mężczyzna wszedł zdecydowanym krokiem do domu, po czym zamknął za sobą drzwi na zasuwkę.
-Musimy się zmywać, to ojciec Georga.- szepnęła
Chłopak przytaknął i dotknął jej przedramienia.
Ułamek sekundy później znaleźli się przed oceanem, ale nie tym, gdzie mieli siedzibę.
Fale delikatnie rozbijały się o równo rozłożone skały na brzegu, a przed nimi był przepiękny zachód słońca, do którego dziewczyna żywiła szczególny sentyment cóż, w każdym zakątku świata jest inny, zawsze piękny.
Kula jakby z ognia zaczęła zniżać się powoli za horyzont i zwiastowała nadzieję na lepsze coś, co będzie jutro.
Alex przytulił ją lekko i szepnął jej do ucha:
-Chciałbym się tutaj o coś ciebie spytać.
Callie zwróciła twarz w jego stronę, z pytającym wyrazem twarzy.
-Czy… jakby zlikwidowano tą całą Aaroniadę… czy poszłabyś za mną?
Dziewczyna oprzytomniała w ułamku sekundy. Nigdy nie lubiła dawać obietnic, bo gdy coś się zmieniało, raniło serce drugiej osoby.
Lekkim ruchem wyswobodziła się z uścisku Alexa, jakby dopiero teraz była świadoma tego, że ją obejmował . Poszła kilka kroków do przodu, nagle obracając się w jego stronę.
Była bardzo zdziwiona, gdy się okazało, że stoi nadal blisko niej. Położyła dłoń na jego klatce piersiowej, gdzie wyczuła, jak szybko bije teraz jego serce, zupełnie jak i jej w tym momencie.
Popatrzyła szklistymi oczami w jego oczy i powiedziała niezbyt głośno:
-Nie lubię obiecywać.
-Powiedz chociaż, co myślisz.
Dziewczyna przez długi czas wpatrywała się jeszcze w kamienie pod ich butami, zanim ponownie podniosła oczy, w których były już łzy.
-Nie wiem- szepnęła.
Alex ponownie ją przytulił. Jej łzy zostawiły mokry ślad na jego koszuli. Poczuła się dziwnie bezpieczna, jakby w jego ramionach znalazła bezpieczną przystań. Jednak w tym samym momencie przypomniała sobie o Mattcie, którego zostawiła bez pożegnania. Był dla niej także kimś ważnym. Nagle jak bumerang powróciły do niej wspomnienia, jak opuszczała swój dom. Stwierdziła, że to już pora na to, czego chciała dokonać już jakiś czas temu.
-Możemy gdzieś jeszcze pójść?- spytała
-Jasne.
Dotknęła jego ręki i znaleźli się… przed jej domem.
DAWNYM domem.


Następny rozdział (XX, pt. 'Wspomnienia wracają') już wkrótce!
..............................
Moim wstępnym zamiarem było zrobienie z tego rozdziału prze-strasznego horroru. Jednak się rozmyśliłam :P
Pomimo wszystko podoba się ? :)
Heh... taki długi wyszedł... ^^
Z dedykacją dla mojej siostry, która jutro obchodzi swoje urodzinki :* Wiem, że i tak tego nigdy nie przeczyta, no ale cóż.
I mam na was focha! 2 komentarze pod ostatnim rozdziałem? Co to ma być? Może nie podoba się wam już moje opowiadanie?... może je już skończyć?
_______________________
'Spisując tę historię czuję, że zbyt marne jest pióro i atrament i zbyt wielka ma nieudolność, bym mógł opowieść jego oddać w całej pełni.'

'Wehikuł Czasu' Herbert George Wells
Tagi: Opowiadanie4
10.05.2013 o godz. 15:24
Jamajka... Piękne państwo-wyspa. Serio.
Gdy Callie ujrzała miejsce, w którym właśnie była, nie uwierzyła, że jest ono na jawie. Taki kraj… jak dotąd myślała- nie istniał. Jednak zmieniła zdanie.
Naprzeciw siebie widziała olbrzymie morze, ciągnące się bardzo daleko. Na plaży rosną palmy, a wokół chodzą ludzie uśmiechnięci, w samych strojach plażowych- to pewnie przez ten bardzo ciepły klimat.
Tutaj przecież, jak pamięta jeszcze z geografii- nie ma pór roku. Średnia roczna temperatura wynosi 27oC, a więc nie ma tu człowieka, który nie chciałby położyć się na piasku, słuchać szumu fal i czuć, jak powiewa leciutko bryza morska.
Ona też chciałaby się położyć tak jak inni i chociaż przez chwilę poczuć się człowiekiem, mającym na głowie jedynie błahe sprawy... Jednak wracając do szarej, tak nie pasującej do tego słońca rzeczywistości- czeka praca. Może jak i inni mówią 'Praca nie zając- nie ucieknie', dziewczyna wiedziała, że chwilę lenistwa może przypłacić życiem swoim i bliskich.
Gdzieś, niedaleko wyszła z wody kobieta. Kawałek dalej dziecko pływało sobie na falach… tak. To było zwykłe życie, które miała dawniej. Przeszłość może i jest leniwa, ale teraźniejszość domaga się pracowitości i spełnienia zadań- i tak też zrobi.
Poczuła, jak od słońca spływa jej po plecach maleńka strużka potu, pomijając to, że z Alex'em stała w cieniu jednej z bardziej okazalszych palm.
Popatrzyła na siebie: miała na sobie krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Alex był podobnie ubrany.
Zmarszczyła czoło i powiedziała cicho:
-Czegoś tu nie rozumiem- I wskazała na swój ubiór. W siedzibie przecież miała inne ciuchy, a się nie przebierała.
Chłopak puścił do niej oko i szepnął żartobliwym tonem:
-Ja też.
Callie uśmiechnęła się na chwilę, ale chwilę później Alex spoważniał i ujął ją delikatnie za rękę.
Dziewczyna spojrzała na niego zdziwieniem, ale on wyjaśnił:
-Wszędzie tu może się kręcić nasz poszukiwany. Czuję, że ma jakby 'tarczę', która ukrywa jego zdolności i powoduje, że trudno się go tropi. Musimy chociaż udawać, że jesteśmy razem na wakacjach. Nie mam pojęcia, czy jest tutaj, czy bliżej centralnej części wyspy.
-Spoko- mruknęła, leciutko odwzajemniając jego uścisk dłoni- To po czym mamy go szukać?
-Aaron…- ale przerwał, czując jak Callie się wzdryga- Co się stało?
-Jesteśmy na pseudo wakacjach. Możesz chociaż udawać, że go nie znasz?
-No… jasne. Więc ktoś mnie poinformował, że tymczasowo zaprogramowano nasze chipy, aby prowadziły nas do tego człowieka jak GPS. Nie znam dokładnie tego programu, zawsze znajdywałem osoby nie mające tych 'tarczy'. Więc wysyłano mnie np. do Anglii, do danego domu i tam wybraną osobę… Noo... na przykład sprowadzałem do Siedziby.
-Rozumiem. A więc chodź- i pociągnęła go lekko w stronę lądu- Może chodząc po mieście te 'GPS' nas gdzieś zaprowadzi.
Jednak później poczuła, że nie musi się kłopotać odczytaniem wczepionej pod skórę nawigacji. Ona jakby sama ich prowadziła. Powiedzmy, że podświadomie wiedzieli, gdzie w danym momencie iść.
Szli w stronę centrum miasta, udając parę na wakacjach. Jednak podświadomie czujnie się wokół rozglądali, chyba z nadzieją, że znajdą jakiegoś klowna z napisem na czole 'To ja, zabijcie mnie! To mnie chce zamordować Aaron!'. Jednak doskonale zdawali sobie sprawę, że człowiek, którego wędrówkę po ziemi muszą skrócić jest zwykłą osobą, nie zasługującą na smutne zakończenie.
-A dlaczego go szukamy?- spytała Callie, ledwo ruszając ustami
-Aaro... ojj... sorki. Ktoś stwierdził, że ten człowiek, a nazywa się George za szybko, co jest ryzykowne, rozwija swoją podświadomą magię. Czyli nasz 'szef' uważa, że ma konkurencję w tym niedoszłym nastolatku.
-George nie jest jeszcze nawet nastolatkiem?- spytała, czując, że nie chce znać odpowiedzi.
Jednak Alex odpowiedział:
-Tak.
Czyli nie tylko skrócą jego drogę ziemską, ale także zabiorą resztkę dzieciństwa, co jest najgorsze. Dzieciństwo to najpiękniejszy wiek.
Niektóre osoby, które mają już nawet po siedemdziesiąt lat, wracają do tego etapu życia. To wtedy cały świat jest piękny, to wtedy chyba każde dziecko cieszy się nawet z najmniejszej rzeczy. To piękny czas, piękne życie, które nie powinno się zabierać nikomu- bez wyjątku.


Następny rozdział (XIX, pt. 'Śmiertelny cel') już wkrótce! Ostrzegam, że długi będzie! :D
_____________________
'Nikt mnie nie zatrzymywał, więc poszłam. Nikt nie powiedział zostań.'

'METRO'
Tagi: Opowiadanie4
05.05.2013 o godz. 13:15
Przyjaźń w życiu każdego człowieka jest bardzo ważna. To ona powoduje, że na ustach pojawia się uśmiech. To ona daje nadzieję i wiarę na lepsze jutro. Przyjaciel, gdy jest wyjątkowy, to znaczy więcej niż chłopak bądź dziewczyna. Jest to coś, co trudno obrać w słowa. Przyjaźń po prostu jest albo jej nie ma.
I taka właśnie sympatia połączyła Matta i Callie bardzo dawno temu. Znali się od podstawówki, chociaż dziewczyna tego nie pamięta, bo Aaron usunął wspomnienia. A była to znajomość niezwykła- Matt pocieszał Callie po stracie Alexa, pomagał jej w trudnych sytuacjach, ale z wzajemnością. Byli nierozłączni... Przez średnio sześć lat.
Po pięknych latach na drodze zjawił się Aaron, rozdzielając przyjaciół. Callie usunął wspomnienia, a Matta wsadził do celi. A był w tej celi wiele lat.
Traktowano go jak psa, a nawet gorzej. Co jakiś czas bito go, dawano mu spleśniałe jedzenie, żył w mroku, przez który prześwitywał nieśmiało lekki odcień błękitu. Myślał, że postradał zmysły, ale to nie była prawda. Na prawdę widział niebieski kolor.
Dopiero po paru latach, gdy był na skraju szaleństwa i typowego załamania nerwowego, przełamał się. Wiedział, że jego rodzina go poszukuje, wiedział, że w tym miejscu nie może używać magii, bo widocznie była posłana tu jakaś blokada anty-magiczna. A przede wszystkim wciąż martwił się o przyjaciółkę. Zaczął planować ucieczkę. Wszechogarniająca ciemna barwa nic w tym nie pomagała, jednak tłumaczył sobie, że jak stąd wyjdzie, na pewno będzie lepiej. I się nie mylił. Uciekł, ale przedtem zasymulował własną śmierć, co było bardzo trudne. Ale jednak się udało.
Po wydostaniu się na wolność, znalazł ją od razu, jakby prowadziło go serce do tej jedynej przyjaciółki, na której mu tak na prawdę zależało. Przez miesiąc jedyne, co robił, to obserwował dom, czy przypadkiem Aaron nie zamierza odwiedzać Callie. Nie chciał sprowadzić na nią i na jej rodzinę kłopotów ze strony Aarona.
Po miesiącu nie wytrzymał, musiał się z nią spotkać i wybrał moment po wygranym konkursie. Pragnął się tylko z nią zobaczyć i porozmawiać o dawnych, starych czasach. Ale jednak stało się najgorsze- ona nic nie pamiętała. Aaron usunął wszystkie- dosłownie wszystkie wspomnienia związane z nim i z magią. Od tej pory za priorytet ustawił sobie przypomnienie lub uświadomienie jej prawdziwej przeszłości. To jednak chyba był błąd.
Teraz Aaron prawdopodobnie ze złości zabrał ją do siebie na kurs. Jednak jest to jedna z wielu opcji. Możliwe, że zaczęła żyć na własną rękę, nie mówiąc o tym nikomu. Może chciała się usamodzielnić... Możliwe...
Dlatego Matt szuka ją wszędzie… dosłownie. Jednak nie jest to takie łatwe. Świat nie jest taki mały, jak się może wydawać niektórym. Obcy kraj, gdy się kogoś poszukuje, rośnie w oczach i to jest najgorsze.
Jeśli poszukiwania na tym całym, wielkim świecie się nie powiodą, to pójdzie tam, gdzie był więziony... do siedziby Aarona w oceanie.
To jest jedyna, najgorsza opcja i nieciekawie, jeśli tam naprawdę będzie Callie.
Jednak czego się nie robi dla kogoś, kto jest najważniejszą osobą na całym świecie?
Matt zrobi dla swojej przyjaciółki wszystko: dosłownie. Bo jest ona kimś ważnym i kocha ją jak siostrę. Dla miłości zrobi się wszystko.

Matt właśnie przeniósł się na Florydę. Przeszukuje teraz każdy stan po kolei, w nadziei, że znajdzie tam przyjaciółkę.
Nie spał od kilku dni, ale to się dla niego nie liczy.
Żyje tym, że Callie może być blisko. Że może już jutro ją zobaczy, przechodzącą po ulicy jak gdyby nigdy nic.

Następny rozdział (XVIII, pt. 'Pseudo wakacje') już wkrótce!
...............................
Ten nadprogramowy rozdział dałam z okazji tego, że te opowiadanie ma już 3 miesiące! Dziękuję za te 89 komentarzy pod opowiadaniem! Jesteście kochani! :)
Anua1214 pod ostatnim rozdziałem spytała się mnie: Czy później w tym opo, Callie wróci do domu?
Odpowiedź: Nie mam dokładnie rozplanowanych rozdziałów, ale z tego, co jestem teraz pewna, niekoniecznie wróci:) W XIX rozdziale pojawi się niedaleko domu, w XX będzie w nim, ale jak na razie nie wróci na stałe.
Jak ktoś ma pytania jeszcze jakieś- pytajcie!!
_______________________
'-Ale tu jest ciemno!
-To zamknij oczy. Wtedy będzie ci wszystko jedno.'

'METRO'
Tagi: Opowiadanie4
01.05.2013 o godz. 13:06
To była najgorsza noc w całym życiu Callie.
Zasnęła wieczorem wprost błyskawicznie, ale jednak po chwili się obudziła.
Słyszała przeraźliwy, niski dźwięk, który spowodował, że bolały ją uszy.
Ból pochodzący z uszu rozlewał się po całym jej ciele jak gorąca woda, wylana ze szklanki.
Po chwili każda część ciała jakby płonęła w żywym ogniu.
Czuła, że dostała chyba gorączki, jednak pamiętała przestrogę Michaela. Dostała ostrzeżenie przed bólem, ale jednak nie zdawała sobie sprawy, że będzie aż tak wielki.
Gdy przewracała się z boku na bok, wcale nie przestawało piszczeć ani boleć.
Właściwie z sekundy na sekundę było gorzej.
W takich momentach przychodzą dziwne myśli do głowy: a jej umysł w tej chwili nie funkcjonował normalnie. Przejęty był on piskiem, niezwykle raniącym wszystkie zmysły.
Gdy przyszła jej do głowy przerażająca myśl, mówiąca 'zabij się', hałas ustąpił, a ból sekundę po nim.
Zerwała się szybko z łóżka zlana potem.
Dotknęła chłodną dłonią czoła, które było wciąż rozgrzane.
To wszystko wydawało się być koszmarem, ale jednak było na jawie.
Dziewczyna nie chciała o tym myśleć, była strasznie zmęczona po tym dziwnym 'ataku'.
Przyłożyła głowę do poduszki i tak jak poprzednio, szybko zasnęła.

Callie została obudzona wcześnie rano przez Alex'a, który nie wydawał się wcale być śpiącym. Powiedział cicho, nie chcąc budzić współlokatorki:
-Chodź, musimy już iść- i pociągnął ją delikatnie za rękę.
Callie ruszyła za nim, idąc po dłużących się, niebieskich korytarzach w zupełnej ciszy. Wszyscy jeszcze spali. Dziewczyna była tak zmęczona, że po drodze mało co nie zasnęła, jednak ocucił ją nieco wietrzyk. Dopiero wtedy zrozumiała, że są już na dworze i to, że słyszy lepiej. O wiele.
Słyszała wszystko, dosłownie.
Słyszała bicie swojego serca i Alex'a, słyszała kroki i oddechy. Słyszała także szum fal... Zdziwiona, odwróciła się, patrząc tępo na bardzo rozległy ocean.
Alex widząc jej wzrok, zaczął się głośno śmiać. Dopiero po chwili się uspokoił i zaczął tłumaczyć już opanowanym głosem.
-Moja reakcja była taka sama. To jest siedziba pod oceanem. Nie zauważyłaś, że idąc pierwszym razem do Aarona, cały czas kierowałaś się w dół?
Callie odruchowo zaprzeczyła i powiedziała cicho:
-Ale… tu nie ma żadnych drzwi!
Alex podszedł do tafli wody i dotknął ją palcem wskazującym. W tej samej chwili woda się minimalnie rozstąpiła, ukazując drogę prowadzącą w dół. Po jakimś czasie woda wpłynęła na wcześniejsze miejsce.
-Przepuszcza tylko osoby z Aaroniady.- wyjaśnił.
-To dlatego jest tam wszystko niebieskie?
-Noo.. między innymi. Ma ten błękit także inne właściwości, ale dużo by o tym gadać.- po chwili dodał- Musimy już się przeteleportować. Znam te miejsce lepiej od ciebie, więc pozwól, że nas przeniosę.
Callie pokiwała głową, wciąż patrząc na jeszcze bardziej tajemniczy ocean, niż wydawało jej się jeszcze jakiś czas temu.
Uwielbiała patrzeć na ta bezkresną przestrzeń już od dziecka. Gdy jeździła tu z rodzicami nie jeden raz, zawsze się zastanawiała, dlaczego fale zawsze falują. To było jej wielką zagadką. Często się wymykała z domku letniskowego i przychodziła tu w nocy. Wtedy nie było jeszcze dla niej różnicy, czy akurat jest dzień, czy noc. Siadała na jakimś kamieniu lub po prostu na piasku i jedynie patrzyła w dal. To było bardzo hipnotyzujące, wiedząc o tym, że patrząc się tak spędzała wiele godzin. Już wtedy ocean był dla niej cząstką życia. Teraz jest podobnie- pomimo że ta woda pełni funkcję domu, a nie zajęcia z dzieciństwa.
Alex dotknął jej ramienia, wyrywając z zamyślenia. Gdy Callie mrugnęła tylko okiem, była już na Jamajce.


Następny rozdział (XVII, pt. 'Przeszłość') już wkrótce!
_________________________
'Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny.
Są one na kształt prochu zatlonego,
Co wystrzeliwszy gaśnie.'

'Romeo i Julia' William Szekspir
Tagi: Opowiadanie4
28.04.2013 o godz. 09:58
Aaron popatrzył po całej czwórce poważnym i przeszywającym wzrokiem:
-Michael będzie mówił słowa przysięgi, a wy macie ją powtarzać. Nie muszę chyba mówić, że złamanie obietnicy grozi śmiercią bliskich i samego siebie.
W tej samej chwili wszedł do sali wspomniany przed chwilą mężczyzna. Aaron wyszedł z sali, a Michael zaczął mówić:
-Przysięgam
-Przysięgam- zabrzmiała cicha odpowiedź
-Że będę posłuszny i będę wypełniał wszystkie rozkazy Aarona.
-Że będę posłuszny i będę wypełniał wszystkie rozkazy Aarona.
-Oraz nigdy nie wydam tajemnicy Aaroniady oraz miejsca siedziby.
-Oraz nigdy nie wydam tajemnicy Aaroniady oraz miejsca siedziby.
-A teraz zapieczętujcie to krwią- i podał białą kartkę Leo.
Chłopak popatrzył na niego z wielkim strachem. Z trzęsącymi się rękami szpilką przebił kciuk i parę kropel krwi odcisnął na kartce, zostawiając wieczny ślad.
To samo zrobił Eric i John, tylko że ten ostatni wcale nie okazywał strachu, lecz jedynie zobojętnienie.
Przyszła kolej na Callie. Popatrzyła na Michaela, który uśmiechnął się do niej na zachętę. Zaraz przeniosła wzrok na kartkę i trzy ślady. Wiedziała, że są krwią, ale przez ciągle wszechogarniającą niebieskość miały inną barwę. Nie miała wyboru. Musiała złożyć tą przysięgę. Musiała odcisnąć swój kciuk na papierze. Dostała tą samą szpilkę, którą się dźgali poprzednicy. Popatrzyła na nią i podjęła decyzję w ułamek sekundy.
Przytknęła do kciuka bok szpilki a potem czubek, zostawiając czerwony ślad. Nie wiedziała, czy się uda to, co planowała, ale zrobiła to bardzo szybko z nadzieją, że nikt nie zauważy. Nie zamierzała się ukłuć. Podpisze obietnicę krwią. Ale nie swoją.
Szybko przytknęła kciuka do kartki, zostawiając niewielki ślad, ale jednak widzialny. Oddała szpilkę Michaelowi, rozglądając się uważnie, czy nikt nie przypatruje jej się podejrzliwie. Na szczęście nikt nie zwrócił na to uwagi.
Mężczyzna zwinął w rulonik papier i zawinął go czerwoną tasiemką. Stwierdził, że mogą już sobie pójść, ale dodał jeszcze, że zaprowadzi Callie do oddziału szpitalnego, by została jej wstrzyknięta BW/12.
Po drodze co chwilę pytała się o coś Michaela, bo to on ze wszystkich osób w tej siedzibie wydawał się być najbardziej przyjazny.
Dowiedziała się, że ta tajemnicza szczepionka zwaną BW/12 jest srebrną substancją, która spowoduje, że będzie lepiej słyszeć, co będzie jej ponoć bardzo potrzebne, gdy będzie od 'brudnej roboty' jak to nazwał Aaron.

Dotarła do skrzydła szpitalnego w zaskakująco szybkim czasie. Nie było one wielkie. Znajdowały się tam jedynie cztery łóżka oraz biurko, za którym nikt nie siedział.
Michael szybko przeszedł przez pomieszczenie, ubierając typowy płaszcz dla chirurga.
Kazał jej usiąść na krześle.
Zamrugała zdziwiona, gdy wyjął z szuflady zalakowaną strzykawkę o dziwnie-srebrzystym wypełnieniu.
Podszedł do niej, wypuszczając powietrze przez igłę i zetknął ją ze skórą. Po chwili odczuła charakterystyczne odczucie, jak i z dzieciństwa podczas nieprzyjemnych wizyt u lekarza. Nie chcąc zemdleć na widok wielkości strzykawki, spytała się:
-Jesteś lekarzem?
-Raczej BYŁEM lekarzem. Teraz jestem każdym po kolei.
-Jesteś kimś ważnym dla Aarona.
To nie było pytanie, raczej stwierdzenie, jednak on odpowiedział:
-Tak, myślę że tak.
Zamrugała szybko, gdy wyciągnął przeraźliwie długą igłę z jej ramienia.
-Przez około pół godziny nie odczujesz zmiany, jednak średnio po godzinie wszystko się zmieni. Lepiej, żebyś wtedy już spała.- po chwili ciszy dodał- Alexander chciał się z tobą spotkać. Lepiej jednak pospieszcie się z tym spotkaniem. Jest już późno.
Callie przytaknęła zdziwiona i wyszła.
Pomimo, że Michael stwierdził, iż Alex chce z nią pogadać, stwierdziła, że nie zamierza go szukać. Szła korytarzami prosto do jej pokoju.
Po przebyciu połowy drogi, poczuła że ktoś dotyka ją za ramię i lekko ciągnie do tyłu. Chciała krzyknąć zaskoczona, ale w tym samym czasie ten ktoś zatkał jej usta dłonią i powiedział szeptem do jej ucha:
-Cii to tylko ja.
Rozpoznała głos Alexa, odwróciła się i szepnęła półżartem:
-I to ma mnie uspokoić?
Uśmiechnął się i powiedział jeszcze ciszej:
-Chodź gdzieś. Muszę z tobą spokojnie pogadać, a tu ktoś nas zaraz opieprzy, bo jest cisza nocna.
Pociągnął ją lekko za rękę i poprowadził do jakiegoś oddalonego zaułka.
-Słuchaj Callie, ale się nie przestrasz… Musimy jutro ruszyć w pierwszą misję… Po pewnego człowieka.
-Tak szybko? - spytała zaskoczona
-Też się zdziwiłem. Ale nieważne, będę po ciebie po czwartej. Musimy szybko wyjechać, by tego człowieka spotkać.
Callie przytaknęła i ruszyła do swojego pokoju, odprowadzana wzrokiem Alexa.


Następny rozdział (XVI, pt. 'Nowy słuch') już wkrótce!
_______________
'Nawet w obliczu śmierci przyjemna jest świadomość posiadania przyjaciela.'

'Mały Książę' Antoine de Saint- Exupéry

Tagi: Opowiadanie4
19.04.2013 o godz. 15:00
Callie w tej chwili stała przed klasą, w której teraz odbywał się egzamin. Niski mężczyzna w średnim wieku co chwilę przywoływał kogoś do klasy. Ten sam, którego poznała zaraz po przybyciu do Siedziby; to on zaprowadził ją do Aarona. Teraz akurat zawołał ją do klasy, była ostatnia.
Sala, w której się znajdywała nie była już klasą, taką jak i wcześniej. Nie było poduszek, na których siedziała podczas lekcji z grupą, nie było także żadnych przedmiotów Stev'a, które jeszcze dzień temu wszędzie się walały. Pomimo wcześniejszego ubogiego wyposażenia, teraz nie było tu nic więcej niż drewnianego stolika i dwóch krzeseł. Na jednym z nich usiadł ten sam mężczyzna, na drugim siedziała już przeraźliwie niziutka kobieta o ostrym wzroku.
Callie niezwykle się zdziwiła, że przy tym ważnym zdarzeniu nie ma Aarona, jednak nie jest się w stanie przewidzieć ruchu nieprzewidywalnej osoby.
Dziewczyna podeszła do stolika i przedstawiła się. Dowiedziała się też, że 'jury' mają na imię: Michael i Katy.
Pierwszym zadaniem Callie było przeteleportowanie się z punktu zaznaczonego na podłodze dużym czerwonym 'X' do drugiego, identycznego, znajdującego się dwa i pół metra dalej. Callie zaliczyła te zadanie, bo Michael z Katy przymknęli oko na to, że znalazła sie dalej, niż powinna.
Drugim zadaniem było wyczarowanie broni w ręce (tu Jury zrobili ogromne oczy na widok sztyletu) i kazali nim zabić jakiegoś murzyna przyprowadzonego do sali bocznymi drzwiami. Nie miała wyboru- popatrzyła w jego smutne, zrozpaczone oczy i szybko zamknęła swoje, by nie widzieć więcej tego smutku. Szybko pchnęła prosto w jego serce, by nie czuł bólu. Nie chciała, aby cierpiał.
Wyciągnęła sztylet z jego serca, które powoli przestało bić. Poczuła jego krew na swoich rękach. Sztylet zniknął, ale ona uśmiechnęła się- poczuła, że zabijanie to coś fascynującego i prze-dobrego.
Nagle odzyskała trzeźwy rozum. Walnęła się pięścią w twarz, byleby zmazać ten ohydny uśmiech górujący na jej twarzy. Co za szczęście, że się udało. Już wiedziała, dlaczego gdy ktoś zabija, w jego oczach pojawia się szkarłat. Wtedy ma kontrolę nad człowiekiem ta zła strona, która u niektórych jest bardziej widoczna, a u niektórych mniej.
-Dziękujemy, zdałaś- powiedział Michael, chyba nie widząc jej wcześniejszego zachowania, albo może po prostu z uprzejmości nie pokazywał, że zauważył tego, że walnęła się w twarz- Przejdź do sali obok.
Callie zrobiła to co kazał jak w transie.
Jednak czuła, że intruz- zła strona w jej ciele cieszy się, iż mogła w końcu się ujawnić.
Callie wiedziała, że za każdym kolejnym razem będzie co raz trudniej wrócić do normalności.

Przed salą spotkała trzy osoby- te, które przeszły: John, Leo i Eric. Szkoda, że ona jako jedyna z dziewczyn przeszła. Ciekawe, co teraz się stanie z Helen i Julie.
Jednak nie musiała długo czekać na odpowiedź. Gdy razem z chłopakami weszła do sali, spotkała Aarona stojącego na samym środku sali. Ustawili się przed nim w rządku, co Callie na myśl przywołało wojsko. Aaron rzekł tym swoim głębokim i mrożącym krew w żyłach głosem:
-Gratuluję!- jednak nic nie świadczyło, że się cieszy ze zdania egzaminów- Helen i Julie niestety będą musiały nas opuścić. Na zawsze. Ich egzekucja właśnie się odbywa.
Callie świat zawirował przed oczami. Były to dobre, miłe dziewczyny, z którymi można było porozmawiać. Chyba nie ma tu miejsca dla uczciwych osób… Jednak Aaron kontynuował:
-Dostałem od Michaela i Katy wyniki waszych zadań. Za każde z trzech próbek można było dostać trzy punkty, a ci, co zdobyli razem mniej niż pięć, odpadli. Czeka dziś was jeszcze ubatizo* i dla Callie wszczepienie BW/12.
Dziewczyna zmarszczyła czoło- wszczepiali jej już chip, a teraz na dodatek będzie miała w krwi BW/12, czymkolwiek to jest.
Czuła się jak królik doświadczalny, który wie, że i tak w końcu umrze. Jednak takie jest już życie... nie zawsze wesołe i sprawiedliwe.

*Ubatizo- (z suahili) chrzest. Przyp. autora.

Następny rozdział (XV, pt. 'Przysięga', trochę dłuższy) już wkrótce!

..............................................
Dla Anua1214, która pomagała mi w wyborze imion do tego rozdziału na historii :*
___________________
'Gwiazdy są tylko po to, aby pewnego dnia odnaleźć swoją.'

'Mały Książę' Antoine de Saint- Exupéry
Tagi: Opowiadanie4
12.04.2013 o godz. 19:04
Callie zaraz gdy wstała z łóżka wcześnie rano uświadomiła sobie jedną rzecz: że całą otaczającą ją rzeczywistość tak na prawdę nie brała na serio. Wszystko uważała za sen: długi, trochę przygnębiający, dłużący się sen. I to z serii tych, z których niełatwo się zbudzić. Żyła w głębokim przekonaniu, że trzeba przejść przez ten koszmar jak i przez inne podobne, bo wiedziała że kiedyś się skończy i otoczy ją to, co miała jeszcze przed pojawieniem się Matta: rodzinę i własny, tak bardzo nie-magiczny świat. Dawna błoga nieświadomość innego oblicza świata wydawała się tak cudowna...
Jednak poranna świadomość spowodowana przez wczoraj odkrytą magię uderzyła ją jak cios w twarz. Uświadomiła sobie, że to, co było dawniej, już nigdy nie powróci. Już nigdy nie będzie tak samo jak i wcześniej. Cokolwiek by nie zrobiła, nic nie jest w stanie zmienić.
Na już czwartej lekcji z kolei siedziała przygnębiona. Jakby przez mgłę słyszała, co tak naprawdę Steve mówi. Jednak podświadomie zapamiętywała każde jego słowo. Mówił co zrobić, by usunąć wspomnienia innych.
W skrócie: trzeba spojrzeć w oczy danej osoby i skupiając się na wspomnieniu, które chce się usunąć, powinno się 'wejść' do mózgu człowieka i jakby 'zamazać' dany fragment życia.
Czyli tak, jak zrobił Aaron Callie jakiś czas temu. Po prostu wszedł do jej umysłu i usunął dokładnie to, czego nie chciał, aby dziewczyna była świadoma.
Dlaczego? Nie wiadomo. Chyba wie to tylko Aaron.
W tym samym momencie w Callie mózgu pojawił się nikły promyk światła. Wie, że jej rodzice wraz z Mattem poszukują jej na jak bardzo oddalonym świecie. Jednak ona nie chce, by tęsknili. Zrobi to, co uważa za słuszne... usunie wspomnienia... w przyszłości.

Steve jednak nie zaprzestał na pokazaniu, jak usuwać wspomnienia, pomijając to, że były to czyste fakty bez praktyki.
Chwilę później powiedział jedynie trzy słowa: 'Broń. Ręka. Magia.' Większość osób popatrzyło po sobie, marszcząc brwi. Trzy słowa. Tak odległe i niespójne ze sobą: co mogły oznaczać? Nauczyciel widząc ich zmieszanie zaczął się śmiać i po jakimś czasie dopiero zaczął wyjaśniać już opanowanym głosem:
-Trzy inne słowa. Jedno nawiązanie: śmierć. - po sali przeszedł nikły pomruk- Pozwólcie, że pokażę.
Steve ruszył lekko nadgarstkiem i w jego dłoni pojawił się podłużny miecz. Uśmiechnął się, widząc znów zdziwienie na twarzach zebranych, gdy miecz zniknął, jakby go nigdy nie było w ręce.
-Nic prostszego. Najprostsza rzecz, jaka może być, dlatego zostawiłem ją na dzisiejszą lekcję. Potrząsacie raz nadgarstkiem i myślicie 'broń'. U każdego zazwyczaj pojawia się co innego. U niektórych kij, u niektórych może się pojawić także nóż. Raz jednemu z uczniów pojawił się ołówek w ręce jako broń. - uśmiechnął się na samo wspomnienie- Jednak nie zdziwiłem się wtedy. Był to totalny niedojda. Dziwne, że Aaron go chciał... - zaczął się śmiać, ale chwilę później jeszcze oznajmił- Nigdy nie pojawia się pistolet, wiatrówka czy coś takiego w ręce. Widocznie magia nie uznaje śrutów, amunicji lub takiej niegodnej śmierci. Cóż to za koniec, gdy nawet nie masz szansy zawalczyć, bo w końcu pistolet zabija w ciągu sekundy... No dobra spróbujcie!
Faktycznie- nie było nic łatwiejszego. W Callie ręce pojawił się zgrabny, poręczny sztylet zaraz po sekundzie. Co dziwne, na jego widok nawet Nauczycielowi zaświeciły się oczy. Jednak dziewczynie wydawało się to zwykłą rzeczą do zabijania, w której nie widziała nic niezwykłego. Po chwili sztylet rozpłynął się w powietrzu.
Steve na zakończenie powiedział:
-To nasze ostatnie zajęcia. Jednak jutro przyjdźcie tutaj, pod tą salę. Będziecie mieć ostateczny, rozstrzygający sprawdzian. Powodzenia życzę!

Następny rozdział (XIV, pt. 'Egzamin') już wkrótce!
.......................................
Dobra, dobra... wiem, że miały być długie, ale nie zawsze mam wenę :/
Informacja do wszystkich czytelników: proszę, poinformujcie mnie, gdy pojawi się u Was nn!
__________________
'Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.'

'Mały Książę' Antoine de Saint- Exupéry
Tagi: Opowiadanie4
05.04.2013 o godz. 17:53
PaGula
day&night
Skąd: Wrocław, Polska
O mnie: No dobra, kim jestem? Nie wiem. Każdy mówi o mnie inaczej, każdy ma o mnie inne zdanie. Jedni twierdzą, że jestem tajemnicza, a drudzy, że wiedzą o mnie wszystko. Niektórzy uważają, że jestem cicha, a niektórzy, że jestem duszą towarzystwa. Jednak pomimo wszystko zawsze jestem sobą. I tego jestem pewna.
statystyki
sekcja użytkownika